


Targhee, jedne z najbardziej popularnych butów trekkingowych marki Keen, w imponującym stylu wkraczają w trzecią dekadę górskich przygód. A dzięki nowym rozwiązaniom – zapewniającym lekkość, szybkość i wszechstronność – wciąż podnoszą poprzeczkę w kwestii komfortu i trwałości.
Wstawka… Lokalna ciekawostka. Must have – połoga rysa na nogi i dłonie. Wygląda przystępnie. W zasadzie taka jest… Ale coś tu nie gra. Ślisko. To żart? Niebieska skała pomalowana farbą. Psychodeliczny koncept zrodzony w umyśle szalonego Belga. Dobrze, że rysa jest głęboka i prosta. Może piątkowa. Z góry rozciąga się surrealistyczny widok. Wokół kolorowe kamienie – różowe, żółte, pomarańczowe… Najwięcej jest niebieskich i błękitnych. Połyskują w promieniach zachodzącego słońca. Miał chłop fantazję… I cierpliwość. Kolejna rysa – to samo. Ślisko. Tym razem czarna farba. Co za mydło, jak na Jurze! Trzeba się dobrze zacierać, ale i tak wypluwa… Następnym razem puści.
Śnieg głośno skrzypi pod rakietami. Widzę już metalową tyczkę pomiędzy wielkimi świerkami. Dochodzę na szczyt i stawiam nogę na kamiennym słupku. Stoję na Lupczańskiej Magurze w Niżnich Tatrach, ostatnim szczycie Korony Dorzeczy Tatrzańskich. Na pierwszym, swojskim Giewoncie, byłem 42 lata temu. Trochę dawno – tuż po zniesieniu stanu wojennego.
O długotrwałym projekcie i osiąganiu rzeczy z pozoru niemożliwych z JORGE DÍAZEM-RULLO, autorem piątej drogi 9c na świecie, Café Colombia, rozmawia MATEUSZ HAŁADAJ.
W poprzednich czterech odcinkach opisałem 20 najwspanialszych moim zdaniem tras w Tatrach. To subiektywne zestawienie, a dokonując go, brałem pod uwagę przede wszystkim dzikość, różnorodność i piękno widoków. Osobom, które cenią wyzwania bardziej wspinaczkowe, proponuję poniżej trasy odpowiadające ich preferencjom. Są to wyłącznie takie, które znajdują się najwyżej na skali trudności dostępnych dla doświadczonych tatrzańskich turystów – czyli w stopniu „trudne” (III). O ich pokonaniu warto myśleć dopiero po zdobyciu doświadczenia w licznych, łatwiejszych, wędrówkach pozaszlakowych, które pozwoliły nam sprawdzić umiejętności… I oczywiście nie zapominajmy o skorzystaniu z usług doświadczonego przewodnika.
Dziesięć tatrzańskich szczytów powyżej 2600 metrów w jeden dzień, czyli 35 kilometrów z przewyższeniem 4400 metrów, pokonanych w 11 godzin i 37 minut. O kolejnej inspirującej przygodzie w górach, które mamy na wyciągnięcie ręki, i o nowych ustaleniach kartografów, pozwalających planować kolejne wyzwania, z OLGĄ ŁYJAK rozmawia PIOTR GRUSZKOWSKI.
Wiosną spędziłam kilkanaście dni w hiszpańskiej Chulilli, gdzie robiłam sporo długich, trudnych dróg w stylu OS. Niektóre miały nawet 40 metrów, więc startowałam z solidnym zestawem ekspresów przy uprzęży. Wniosek nasuwał się sam: czasem łatwiej odchudzić szpej niż siebie. Kiedy jakiś czas później trafiła do mnie Skylotec ABO, od razu wiedziałam, że to uprząż idealna na takie sytuacje.
W 1971 roku wybrałem się z rowerem w Tatry, na taborisko pod Wysoką, gdzie odbywał się obóz wspinaczkowy KW Zakopane. Rower ten – a była to kolarzówka Diamant – kupiłem ze dwa lata wcześniej od Jana Magiery, który już wtedy był znanym kolarzem, dwukrotnym mistrzem olimpijskim.
Droga Surdela na Mięguszowieckim Szczycie Wielkim to kawał świetnej przygody. Nie jest ani za trudna, ani za łatwa. Na pewno jest dużo poważniejsza niż typowe kursowe drogi na popularnych taternickich szczytach. Prowadzi świetnymi formacjami skalnymi, oferuje mnóstwo ciekawego wspinania, a zejście może okazać się wyzwaniem…