


Kazbegi jest mokre, zimne i szare. Chętnie przemknęłabym przez nie niewidzialna, niczego nie dotykając. Nachalni taksówkarze, zatłoczone, wypchane zachodnimi turystami knajpy (aż nie da się wejść) i inne puste, może przez to, że nie ma ich w przewodnikach. Zaglądamy do jednej (bo pada) i prawie przytrzymują nas tam siłą. Informacja turystyczna, w której rezyduje Polka, irytuje mnie. Pańcia nie słucha, o co ją pytam, tylko powtarza jak katarynka, jakby czytała reklamową broszurę, że organizują wycieczki do wąwozu Truso, że nas tam zostawią na cztery godziny i będziemy sobie mogli bezpiecznie pochodzić (jakbyśmy nie chodzili sobie bezpiecznie od miesiąca). Że bez przepustki nigdzie nie wolno i że tak, mogę u niej kupić mapę obejmującą interesujący mnie rejon. Ale okazuje się, że to ta sama, którą już mam – ucięta przecież na granicy Kazbegi, gdzie kończą się zorganizowane atrakcje.
Mówiąc o ekologii czy odpowiedzialnej produkcji, zwykle mamy na myśli poważne idee, które rzadko kojarzą się z odważną formą. Kolekcja Del Día marki Cotopaxi pokazuje jednak, że troska o środowisko nie musi oznaczać rezygnacji z wyrazistej estetyki i niepowtarzalnego stylu.
Targhee, jedne z najbardziej popularnych butów trekkingowych marki Keen, w imponującym stylu wkraczają w trzecią dekadę górskich przygód. A dzięki nowym rozwiązaniom – zapewniającym lekkość, szybkość i wszechstronność – wciąż podnoszą poprzeczkę w kwestii komfortu i trwałości.
Wstawka… Lokalna ciekawostka. Must have – połoga rysa na nogi i dłonie. Wygląda przystępnie. W zasadzie taka jest… Ale coś tu nie gra. Ślisko. To żart? Niebieska skała pomalowana farbą. Psychodeliczny koncept zrodzony w umyśle szalonego Belga. Dobrze, że rysa jest głęboka i prosta. Może piątkowa. Z góry rozciąga się surrealistyczny widok. Wokół kolorowe kamienie – różowe, żółte, pomarańczowe… Najwięcej jest niebieskich i błękitnych. Połyskują w promieniach zachodzącego słońca. Miał chłop fantazję… I cierpliwość. Kolejna rysa – to samo. Ślisko. Tym razem czarna farba. Co za mydło, jak na Jurze! Trzeba się dobrze zacierać, ale i tak wypluwa… Następnym razem puści.
Śnieg głośno skrzypi pod rakietami. Widzę już metalową tyczkę pomiędzy wielkimi świerkami. Dochodzę na szczyt i stawiam nogę na kamiennym słupku. Stoję na Lupczańskiej Magurze w Niżnich Tatrach, ostatnim szczycie Korony Dorzeczy Tatrzańskich. Na pierwszym, swojskim Giewoncie, byłem 42 lata temu. Trochę dawno – tuż po zniesieniu stanu wojennego.
O długotrwałym projekcie i osiąganiu rzeczy z pozoru niemożliwych z JORGE DÍAZEM-RULLO, autorem piątej drogi 9c na świecie, Café Colombia, rozmawia MATEUSZ HAŁADAJ.
W poprzednich czterech odcinkach opisałem 20 najwspanialszych moim zdaniem tras w Tatrach. To subiektywne zestawienie, a dokonując go, brałem pod uwagę przede wszystkim dzikość, różnorodność i piękno widoków. Osobom, które cenią wyzwania bardziej wspinaczkowe, proponuję poniżej trasy odpowiadające ich preferencjom. Są to wyłącznie takie, które znajdują się najwyżej na skali trudności dostępnych dla doświadczonych tatrzańskich turystów – czyli w stopniu „trudne” (III). O ich pokonaniu warto myśleć dopiero po zdobyciu doświadczenia w licznych, łatwiejszych, wędrówkach pozaszlakowych, które pozwoliły nam sprawdzić umiejętności… I oczywiście nie zapominajmy o skorzystaniu z usług doświadczonego przewodnika.
Dziesięć tatrzańskich szczytów powyżej 2600 metrów w jeden dzień, czyli 35 kilometrów z przewyższeniem 4400 metrów, pokonanych w 11 godzin i 37 minut. O kolejnej inspirującej przygodzie w górach, które mamy na wyciągnięcie ręki, i o nowych ustaleniach kartografów, pozwalających planować kolejne wyzwania, z OLGĄ ŁYJAK rozmawia PIOTR GRUSZKOWSKI.
Wiosną spędziłam kilkanaście dni w hiszpańskiej Chulilli, gdzie robiłam sporo długich, trudnych dróg w stylu OS. Niektóre miały nawet 40 metrów, więc startowałam z solidnym zestawem ekspresów przy uprzęży. Wniosek nasuwał się sam: czasem łatwiej odchudzić szpej niż siebie. Kiedy jakiś czas później trafiła do mnie Skylotec ABO, od razu wiedziałam, że to uprząż idealna na takie sytuacje.