Pierwsze polskie wejście na Sziszapangmę
Wrzesień 1987 roku. Wszystko od początku tej wyprawy układało się fajnie. Już w Katmandu, gdzie zazwyczaj łapałem infekcję i z gorączką szedłem w góry, a dopiero po kilku dniach karawany dochodziłem do siebie. Teraz domyślam się, że to były objawy astmy alergicznej, z którą obecnie borykam się na co dzień, łykając tabletki i wciągając wziewy. A na tej wyprawie luźno… Może dlatego, że ciągle padało i alergeny nie miały pola do popisu. Potem, w górach, też czułem się świetnie.


