facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2009-03-20
 

Zimowe rozmyślanie, czyli dlaczego skala M zwycięża

Tegoroczna zima nie ułatwia wspinania. Pozostają narty. I rozmyślanie. I na jedno i na drugie w tym roku poświęcam dużo czasu, czasami nawet wydaje mi się, że za dużo.
Każdy kto czytał zamieszczone w ostatnim numerze magazynu GÓRY (178/2009) podsumowanie działalności tatrzańskiej (patrz news), musiał zwrócić uwagę na zapis trudności dróg pokonanych zimowo-klasycznie - pierwszy raz użyliśmy symbolu M. Chyba muszę to wyjaśnić.

Niewątpliwie ogromny wpływ na sposób wyceny naszych zimowych dróg miał Marko Prezelj. Gdy podczas swojej wizyty w grudniu 2005 roku wytyczył nową drogę – Warianty słoweńskie, jej trudności wycenił jako szkockie osiem. Zdecydowanie przekonywał nas w rozmowach, iż czym innym jest wspinanie na własnej asekuracji, a czymś innym po drogach ospitowanych. Argumentacja ta trafiła do wielu z nas. Muszę przyznać, iż sam byłem jej wielkim zwolennikiem. Powstał tylko problem z zapisem. W naszych górach cyfry rzymskie (skala UIAA) były zarezerwowane dla wyceny dróg letnich. Zaproponowaliśmy więc określanie trudności zimowo-klasycznych cyframi arabskimi. Wszystko wydawało się być ok.


Autor na stanowisku podczas przejścia Alicji w Krainie Czarów. Fot. Tadek Grzegorzewski, www.montano.pl


Wiele osób się z tym nie zgadzało, wiele z nich udało nam się do naszych racji przekonać. Sam pierwszych wątpliwości nabrałem podczas wizyty w Szkocji. Okazało się, że tamtejsze drogi mają wyceny opisywane dwoma cyframi: rzymską i arabską. Z zależności od tego, czy droga ma dobrą, przeciętną czy też złą asekurację.
Tego u nas nie mogliśmy wprowadzić (zamieszałoby to już zupełnie wszystko). Zaczęliśmy więc wykorzystywać wymyślony znacznie wcześniej, a według nas bardzo dobry, system opisujący asekurację za pomocą trzech symboli/określeń: W – wymagająca, R – ryzykowna, X – śmiertelna. Pamiętam, że wtedy po raz pierwszy zacząłem się zastanawiać, dlaczego nie można by opisywać trudności dróg skalą M. Jeśli byłoby M7 W/R to wszyscy by wiedzieli, że nie może być tu mowy o asekuracji sportowej, skoro jest ona ryzykownie/wymagająca. Z tak wycenionymi drogami spotkałem się w dwa lata temu podczas wizyty w Kanadzie.

Wątpliwości narastały...

Coraz częściej docierały do nas informacje o górskich mikstowych drogach, bez spitów, które autorzy wyceniali w skali M. W Alpach, na Alasce, w Kanadzie, w Nepalu. W końcu przyszła informacja o wytyczeniu nowej drogi na północno-zachodnim filarze Chomolhari (7350 m) w Tybecie. Trudności drogi M6+. Autorzy: Marko Prezelj i Boris Lorenčič... Pamiętam, jak sam długo nie mogłem zrozumieć, dlaczego Marko wycenił drogę w inny sposób niż nam to mówił, przecież nie używali tam spitów...

W zeszłym roku podczas wizyty w Kolorado, to samo - skala M. Czasami pojawiał się przy wycenie symbol R, czyli runout - między przelotami jest daleko...
Jednak ciągle wydawało nam się, że nie ma sensu już niczego zmieniać, że trzeba się przyzwyczaić, iż nasze górskie 7+, to zakrzówkowe ospitowane M7...

Pod koniec zeszłego roku kupiłem przewodnik po Kieżmarskim Szczycie – wszystko wycenione w skali M...
Coraz więcej naszych kolegów wspina się na południu Tatr. Pisząc podsumowania, często wymieniam z nimi wiele e-maili. W ostatnim okresie coraz częściej padały pytania: A M6 to ile będzie w naszej skali? Czemu my nie używamy skali M?


Maciek podczas przejścia nietypowo zalodzonego Szarego Zacięcia. Fot. Marcin Księżak


Wątpliwości narastały jeszcze bardziej...

W końcu przyjeżdżają długo oczekiwani Słoweńcy. Pierwsze wspinaczki i pierwsze rozmowy o wycenach, wrażeniach. Jak jeden mąż wszyscy wyceniają pokonywane drogi w skali M. Co więcej, okazuje się, że nasz wzorowany na szkockiej wycenie przelicznik, iż 7+ to co najwyżej M7 bardzo często nie działa. Prawdopodobnie na fali panującego wśród nas przeświadczenia, że trzeba surowo wyceniać drogi, doszliśmy do momentu, że nasza skala już od jakiegoś czasu pokrywała się ze skalą M w stosunku 1:1.

Wieczorny alkohol i różnorakie rozmowy także, a może przede wszystkim o wspinaniu, no i o wycenianiu. Słoweńcy mówią, że zarówno u nich, jak i w Alpach, skala M króluje... Generalnie to oni nie mogą zrozumieć naszych przeliczników... Pomału, nawet w rozmowach między nami, zaczynamy używać tej skali.

Obóz się kończy. Wojtek Kozub zbiera informacje o przejściach. Każdego się pyta: Ale w jakiej skali, z M czy bez? Podejmujemy decyzję, że coś trzeba z tym zrobić. Wysyłam parę e-maili, wykonuję parę telefonów, czasami rozmów w cztery oczy. Przedstawiam problem. O dziwo, stwierdzam, że nie ma problemu. Większość z zapytanych jest za skalą M. Niektórzy dziwią się, że tak późno do tego doszliśmy. Inni się śmieją, że najpierw byliśmy tak przeciw, a teraz jesteśmy za zmianą.

Cóż, chyba muszę się przyznać, że się po prostu w tej kwestii myliłem.
Wydaje nam się, że ujednolicenie wycen poprzez zastosowanie skali M do określania zimowych trudności, będzie bardziej dla wszystkich jednoznaczne, zmniejszy panujący zamęt w tym temacie, a także ułatwi porównywanie naszych dróg z innymi drogami znajdującymi się za granicą, choćby na Słowacji.

PS. Z wycenianiem trudności zimowych jest w naszym górach jeszcze jeden wielki problem i to nad jego rozwiązaniem należałoby się zastanowić. Mianowicie w Tatrach Zachodnich, jakby nie było kolebce zimowo-klasycznego wspinania, skala jest „mniej surowa” niż to ma miejsce w Tatrach Wysokich. Czasami te różnice są nieznaczne, czasami wręcz spore. Generuje to całkiem spore nieporozumienia, zwłaszcza gdy osoba rozwspinana w jednym z rejonów przyjeżdża w drugi i zaczyna się wypowiadać na temat wycen dróg tam się znajdujących.
Druga sprawa związana jest z tym, że czasem zapominamy, iż zimą wyceny bardzo dużo zależą od warunków, i to od tych zastanych w ścianie i od tych, w których przyszło nam się wspinać. Być może stąd wynikają częste dyskusje na temat tego, czy dana droga ma pół stopnia więcej, czy pół stopnia mniej.
Proszę sobie wyobrazić, iż w momencie kiedy piszę te słowa, pod Kotłem Kazalnicy śniegu jest tyle, że np. na Uskoku Laborantów cała kluczowa płyta znajduje się pod śniegiem, stratujemy od razu w teren szóstkowy, po prostu takie są akurat warunki.
Wydaje mi się, że czasami można by zastosować zwyczaj panujący wśród wspinaczy lodowych - jeśli jest jakaś droga o potwierdzonej wycenie, to kolejni powtarzający czasami piszą: droga o wycenie przewodnikowej WI6, w czasie naszego przejścia trudności wynosiły WI5, było dużo lodu... Nie ma sensu po każdym, czasem „entym” powtórzeniu danej drogi korygować jej wycenę o pół stopnia w dół lub w górę...

Na koniec życzę sobie i wszystkim zainteresowanym takich warunków, byśmy mogli jednak więcej się wspinać, a rozmyślanie zostawić na dni restowe...

Maciek Ciesielski (Vaude Team, Montano Team)
KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Bartek Pasiowiec
 
Bartek Pasiowiec
 
Bartek Pasiowiec
 
2018-07-12
GÓRY
 

Sukces azjatyckiego zespołu na Nandze Parbat!

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com