facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2010-10-20
 

Wyprawa El Capitan 2010 - podsumowanie wyprawy 2

Wróciliśmy cali, zdrowi i bardzo szczęśliwi, z ogromnym poczuciem spełnionej misji, ale też spełnionych marzeń.
Jak już pewnie Państwo wiedzą (pisaliśmy od razu na FB) - wyprawa na El Capitan zakończyła się pełnym (jak na panujące warunki) sukcesem!!! Wróciliśmy cali, zdrowi i bardzo szczęśliwi, z ogromnym poczuciem spełnionej misji, ale też spełnionych marzeń. Myślę, że dla części ekipy jest to póki co wyprawa życia :) Tym razem już bez żadnych samolotowych zawrotek, bezpiecznie wylądowaliśmy w niedzielę (10 października) na Okęciu, a w poniedziałek w Warszawie odbyła się konferencja prasowa. Przez te kilka ostatnich dni byliśmy do dyspozycji mediów, które żywo zainteresowały się projektem. A teraz już porządkujemy materiały zdjęciowe i video, zbieramy myśli i piszemy podsumowanie :)

Przebieg wyprawy relacjonowałam Państwu w jej trakcie - były naprawdę trudne momenty, kiedy przez ponad tydzień pogoda nie dawała nam szans na więcej niż kilkugodzinne wyjścia w ścianę (które oczywiście wykorzystywaliśmy). Kiedy już przestaliśmy wierzyć, że uda się z Nosem, mieliśmy nadzieję, że w takim razie chłopcy będą się wspinać Zodiaciem, drogą o której myśleliśmy na początku. I właściwie 6 października, w środę po długich naradach i analizach prognoz pogody stanęło na tym, że po pierwsze Maciek, Paweł i Tadek zaczną poręczować (i zaczęli) Zodiaca, a Jasiek i Andrzej pod opieką Wawy nad ranem ruszą za nimi po przygotowanych linach. Zgodnie więc z ustaleniami wstaliśmy przed godziną 5.00. Na Camp 4 (camping, na którym nocuje więszkość wspinaczy w Dolinie) panowała zupełna ciemność i cisza - chyba poza naszym zespołem nikt nie szykował się do wejścia w ścianę. Więszkość naszych współlokatorów wyjechała zresztą z Doliny gdzieś, gdzie świeci słońce... Wiedzieliśmy, że na czwartek prognoza zapowiada deszcz, ale niewielki, dopiero po południu, a potem na noc pogoda powinna się już stabilizować, noc bezchmurna itp. No więc kiedy przełykając ostatniego kęsa energetycznego śniadania, Wawa odebrał od Maćka telefon: - Czekajcie! Wszystkie nasze rzeczy, które są pod ścianą, są całe zalane, a Zodiaciem płynie woda! - opadły nam ręce, czuliśmy się po prostu bezsilnii. Różne rzeczy przychodziły nam do głowy... Wawa, jak zwykle oaza spokoju, stwierdził, że pojedzie pod ścianę pomóc chłopakom zdjąć liny i pozbierać rzeczy. My we trójkę (ja, Jasiek i Andrzej) zapakowaliśmy się z powrotem do śpiworów. Padł pomysł, że może warto spróbować Lining Tower... Nikt się nie odzywał.

Ok. godz. 8.00 Wawa wrócił na Camp 4, obudził nas po raz kolejny, mówiąc: idziemy na El Capa! Byliśmy tak zaspani, że nikt nie wiedział o co chodzi, hehe. Wawa razem z Maćkiem ściagając liny z Zodiaca wpadli na jeszcze jeden, okazało się ten właściwy, pomysł: East Buttress. Droga, która znajduje się jeszcze nieco na prawo w masywie ściany od Zodiaca. Jest mniej więcej tak długa jak Zodiac (ok. 450 m), ale jest to droga klasyczna (a nie hakowa jak Zodiac), co znacznie przyspiesza i ułatwia wspinanie Maćkowi i Wawie. Do tego szczęśliwie East Buttress nie płynęła woda, co nie znaczy, że było sucho. W trakcie wspinania temp. oscylowała w granicach 5 st. C, a ostatnie 4 wyciągi chłopcy pokonywali w deszczu, przez moment nawet padał śnieg! East Buttress (IV 5.10b) ma 11 wyciągów. Dla Andrzeja i Jaśka pokonanie tej drogi wiązało się podejściem za pomocą przyrządów takiej samej ilości metrów jak na Zodiacu. Na East Buttress nie ma stanowisk ze spitów, a część trudniejszych miejsc ze względu na wodę to czujne, psychiczne wspinanie. Dla Maćka i Wawy też było to więc poważne wyzwanie.


Fot. Weronika Gurdek

Równolegle drugi zespół, w składzie Weronika Gurdek oraz Paweł Grenda i Adam Radwański (instruktorzy wspinaczki z Łodzi, których spotkaliśmy na Camp 4), wyruszyliśmy drogą zejściową z El Capa, czyli East Ledges, żeby na chłopaków poczekać na górze. Wzięliśmy dla nich maszynkę (czekała na nich gorąca herbata) i ok. 15.00 byliśmy już na wierzchołku. Na górze zastał nas oczywiście deszcz, ten sam, który chłopaków zlał w ścianie. Wejście na El Capa przez East Ledges zajęło nam 2 h, razem z wymałpowaniem 4 poręczy (ok. 150 m). Nastawialiśmy się na dobrych kilka godzin czekania, spotkania gdzieś w środku nocy, zejścia pewnie na rano... Aż tu nagle zadzwonił Maciek z informacją, że zostały im 4 wyciągi, wszystko idzie sprawnie i szybko!

Ok. godz. 18.00 najpierw zespół Pawła i Tadka, a następnie Maciek wyłonili się z przełamania ściany. Ostatnia część East Buttress to podejście po płytach - to z tego miejsca mamy szczytowe foty z El Capa :) Pierwszy drogę ukończył Andrzej, następnie Jasiek, ostatni do ostatniego stanowiska wpiął się Wawa. Pokonanie całej drogi zajęło 7 godzin wspinania w trybie non-stop. Z naszych informacji wynika, że na El Capa jak dotąd nie wspiął się żaden zespół z Europy, w skład którego wchodziłyby dwie osoby po amputacjach! Po krótkim odpoczynku na wierzchołku i sesji zdjęciowej ruszyliśmy drogą East Ledges na dół. Zejście w zupełnej ciemności i po mokrej, miejscami mocno eksponowanej, drodze wymagało skupienia. Na Camp 4 byliśmy ok. godz. 22.00. Następnego dnia od rana było już słonecznie - odpoczęliśmy, spakowaliśmy wszystko i wyjechaliśmy pod wieczór do San Frana.

W tym miejscu chcielibyśmy Państwu serdecznie podziękować za całe wsparcie! Cieszymy się, że mimo niesprzyjających warunków pogodowych, udało nam się zdobyć El Capa. Jesteśmy przekonani, że ta wyprawa pokazała, że niepełnosprawność nie musi wykluczać aktywności i robienia rzeczy wielkich - na szczyt El Capa wzięliśmy ze sobą także flagę Europejskiego Roku Walki z Ubóstwem i Wykluczeniem Społecznym. Gratulacje Jaśkowi i Andrzejowi składało wielu wspinaczy stacjonujących na Camp 4. Bez Państwa pomocy cała wyprawa po prostu nie odbyłaby się - dlatego jeszcze raz: DIĘKUJEMY!

Równocześnie informujemy, że zaczynamy prace nad montażem filmu z wyprawy. O efektach będę dawać znać na bieżąco.

Pozdrawiam serdecznie!

Weronika Gurdek
KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Maciek Szopa
 
2018-02-22
GÓRY
 

Alex Txikon ruszył w kierunku szczytu Mt Everest

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-02-21
GÓRY
 

28 polskich szczytów w 6 dni. Padnie rekord?

Komentarze
0
 
Maciek Szopa
 
Goryonline
 
2018-02-20
GÓRY
 

Film z dnia wypadku Rafała Froni na K2

Komentarze
0
 
Maciek Szopa
 
2018-02-19
GÓRY
 

Wieści z K2: szybkie postępy na Żebrze Abruzzi

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com