facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2009-09-14
 

Shisha Pangma 2009 - w Kathmandu

Spędziłam niecałe trzy zwariowane dni w Kathmandu. Pierwszego byłam nieprzytomna po 24-godzinnym locie, więc za dużo nie zrobiłam, ale za to następne dwa były szaleńczo zajęte.
Jutro o 5 rano startujemy w stronę granicy chińskiej busem i jeepem, razem z naszymi bagażami; musimy przejść pomyślnie wszystkie formalności (co nas trochę stresuje). Generalnie dość ciężko dostać wizę do Chin, ostatnie lata pokazują, jak bardzo kapryśny potrafi być los wyjazdów wspinaczkowych na stronę chińską. Andrew Lock (leader wyprawy), z którym będę razem w jednym zespole, ostatniej wiosny czekał dokładnie miesiąc w Kathmandu na wizę chińską... i się nie doczekał. Wrócił do kraju z niczym, a raczej ze straconymi pieniędzmi i zły. My dostaliśmy (z perturbacjami) pozwolenia, jednakże teraz okazuje się, że do Chin nie można wwozić żadnego mięsa ani serów. Trochę obawiamy się tego, bo jeśli nam zabiorą jedzenie wysokościowe (wysokobiałkowe jakby nie było i dające nam niezbędna energię), to już nic w Chinach wartościowego nie kupimy. A na zupkach chińskich zbyt długo nie pociągniemy :-( Agencje, które zaopatrują wyprawy m.in. w jedzenie też mają nie lada problem, bo nakupują dla nas do bazy w Nepalu jedzenia, a potem trzeba nagle to zostawić i szukać czegoś po drugiej stronie granicy. Liczymy na jakiś fart, bo każdy z nas przywiózł jedzenie dokładnie takie jakie lubi tam wysoko... Inny problem to telefony satelitarne. Jeśli ktoś chce korzystać, trzeba zapłacić kilkaset Euro dodatkowych. Chińczycy nie lubią, jeśli ktoś stamtąd kontaktuje się ze światem bez ich wiedzy. Tak więc następne dni będę poruszać się po znanych mi z Cho Oyu (nieuroczych, chińskich) miejscowościach Zangmu, Nialam, Tingri. Po drodze będę zatrzymywać się czasem na dzień, dwa, by się porządnie aklimatyzować. W końcu baza jest na prawie 5700 m i muszę tam przybyć z dobrą aklimatyzacją. Ostatni dzień to marsz z tzw. bazy chińskiej (4500 m) do bazy głównej i wtedy nasze bagaże pojadą na jakach. Tu już jest Tybet pełną gębą, co prawda też kontrolowany. Możemy zabrać tylko 50 kg prywatnego ekwipunku na głowę (tyle ile zabiera jeden jak), tak więc czeka nas na pewno drogi "nadbagaż". Dodatkowy jak kosztuje ok. 150 $. Trzymajcie proszę kciuki za sprawne dotarcie moje do bazy. Powinnam się tam znaleźć za około 8-10 dni.

kingabaranowska.com
Bartek Pasiowiec
 
2018-10-30
GÓRY
 

David Lama zdobywa samotnie Luang Ri w Himalajach!

Komentarze
0
 
Bartek Pasiowiec
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com