facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2009-03-20
 

Podsumowanie tatrzańskiej zimowej działalności z okresu 1-28 lutego

Muszę się przyznać, iż gdy w ostatnim podsumowaniu narzekałem, że tegoroczna zima jest fatalna, miałem nadzieję, iż w lutym zostaniemy wynagrodzeni dobrą pogodą i perfekcyjnymi warunkami w ścianie.
Niestety, myliłem się. Luty podobnie jak reszta tegorocznej zimy był – łagodnie mówiąc – słaby. Po wysokich, wręcz wiosennych temperaturach w pierwszym tygodniu (+6o przy schronisku w Morskim Oku i miejscami dziesięciocentymetrowa warstwa wody na zamarzniętym stawie) przyszły ogromne opady śniegu, które spowodowały ogłoszenie 4 stopnia zagrożenia lawinowego, i sprawiły, że ogromne masy śniegu ciągle zalegają w naszych górach (piszę te słowa 1 marca).
Jednym słowem: słabo. Wygląda na to, że gdyby nie odbywające się w dniach 6–15 lutego, zorganizowane przez Polski Związek Alpinizmu zgrupowanie polsko-słoweńskie praktycznie nie miałbym o czym pisać.

ALE ZACZNIJMY OD POCZĄTKU

1 lutego. Na „ścianie ścian”, jak przyjęto ostatnio nazywać zdecydowanie najpopularniejszą tatrzańską zerwę, czyli Bulę pod Bandziochem, powstała za sprawą zespołu w składzie: Adrian Urbanek, Marcin Karda i Marcin Poznański, nowa droga, która została ochrzczona jako Wejście Smoka. Linia ta składa się z trzech wyciągów. Pierwszy z nich został wyceniony na solidne M8 i został pokonany w stylu RP. Autorzy pierwszego przejścia zostawili na tym wyciągu dwa stałe haki.
Tego samego dnia na Buli wspinał się Mariusz Nowak, który wraz z swoim bratem, Krzysztofem, przeszedł w stylu onsight drogę Defekt Mózgu (V+A2). Nowa zimowo/klasyczna wycena mówi, iż na dwóch wyciągach możemy zastać trudności spod znaku M7- M7+ * (propozycja wyceny).


Staszek Piecuch prowadzi Obozową Cestę, Bula pod Bandziochem. Fot. Adam Kokot


Następne kilka dni było wręcz fatalnych...

7 lutego. Wspominana wyżej nowość otrzymuje pierwsze powtórzenie. Autorami tej wspinaczki są członkowie Rzeszowskiego Klubu Wysokogórskiego – Tomek Ostasz i Maciek Bedrejczuk.
Ten dzień był też pierwszym dniem zgrupowania, w którym wzięło udział ośmiu wspinaczy ze Słowenii. Przez cały tydzień przez zgrupowanie „przewinęło” się też w sumie piętnastu wspinaczy z Polski.
I tak, na Buli pod Bandziochem za sprawą zespołu w składzie: Staszek Piecuch i Paweł Kopta (TOPR) powstała kolejna nowa droga – Obozowa Cesta (Obozowa Czysta).
Linia ta startuje parę metrów na prawo od Wejścia Smoka. Kluczowy jest wyciąg pierwszy biegnący częściowo połogą techniczną płytą, na której trzeba się wykazać umiejętnością osadzania własnych przelotów (niezastąpione Jedynki). Droga powstała w stylu RP i została wyceniona na M8-.
Na Czołówce Mieguszowieckiego Szczytu Wielkiego działały aż cztery zespoły.
Maciek Ciesielski i Marcin Księżak przeszli w stylu onsight i w czasie pięciu godzin drogę Starek/Uchmański (M7). Tuż po nich tę samą drogę w tym samym czasie i stylu pokonał słoweński zespół w składzie: David Debeljak i Alne Jeglić. Przejścia te odbyły się w fatalnych warunkach – w ścianie zalegało bardzo dużo niezwiązanego śniegu, a z góry non stop sypały się dość duże pyłówki.
Dwa inne zespoły w składzie: Bartek Sokołowski i Adam Ryś, oraz Wojtek Kozub i Krzysiek Banasik, pokonały drogę Szare Zacięcie (M7/7+). Z powodu wspomnianych wyżej fatalnych warunków przejście odbyło się w stylu V+ A0, w czasie 5,5 godziny.


David Debeljak prowadzi zacięcie na drodze Starek-Uchmański. Fot. Maciek Ciesielski



Kolejny dzień to opad śniegu.

9 lutego. W ciągle fatalnych warunkach – masa świeżego śniegu w ścianie i potężne schodzące pyłówki – aż cztery zespoły wybrały się na Kocioł Kazalnicy.
Zespół – Bartek Sokołowski i Wojtek Kozub – przeszedł w czasie dziesięciu godzin w stylu V+ A0 drogę Długosz/Popko (M7-),a zespół, w skład którego weszło dwóch Adamów Pieprzycki i Ryś, również w czasie dziesięciu godzin i w stylu V+ A0 przeszedł linię Parada Jedynek (M7).
Dwa kolejne przejścia to prawdopodobnie najlepsze przejścia tegorocznego sezonu. Słoweński zespół w składzie: Alne Jeglić i David Debeljak (jako ciekawostkę dodam, iż ten 23-letni wspinacz ma między innymi na swoim koncie dwudniowe przejście słynnej wycenianej na M8 drogi Gabarrou-Silvy ED3, 6b, A1/A2 lub M8, 90°, 1000 m na północnej ścianie Aiguilles Sans Nom), zrobił w stylu OS, w czasie dziesięciu godzin drogę Uskok Laborantów (M8-). Przejście to trwało około dziesięciu godzin i jest prawdopodobnie dopiero trzecim zimowo/klasycznym przejściem tej linii (drugim oryginalnym wyjściem drogi, czyli wariantem Szurek-Zagajewski).
Natomiast zespół w składzie: Staszek Piecuch i Paweł Kopta (TOPR), pokonał prawdopodobnie najtrudniejszą (najpoważniejszą) aktualnie zimowo-klasyczną drogę po polskiej stronie Tatr, czyli Innominatę. Droga ta została prawie w całości odhaczona w zeszłym roku przez zespół w składzie: Jakub Radziejowski i Maciek Ciesielski. Podczas swojej pierwszej próby zespół ten przeszedł trzy pierwsze wyciągi drogi, a następnie wyszedł z ściany drogą Długosz-Popko. Podczas następnej próby, po pokonaniu dołu drogi Długosz-Popko, została w stylu RP odhaczona góra Innominaty (bez ostatniego wyciągu i paru metrów wyciągu przedostatniego).
Podczas tegorocznego przejścia Staszek i Paweł przeszli całą drogę w fenomenalnym czasie dwunastu godzin oraz w stylu Flash (jeden wyciąg, reszta OS). Propozycja wyceny tej drogi mówiła o trzech wyciągach w okolicy M8, autorzy pierwszego przejścia potwierdzają tę wycenę. Według nich pierwszy kluczowy wyciąg to „słabe” M8, drugi to M8, a trzeci to „mocne” M8 (Paweł, porównując te wyceny, odnosił się miedzy innymi do pokonanej przez siebie w zeszłym roku Momy M8 – linii znajdującej się na Turni Zwornikowej).

10 lutego. Fatalnej pogody ciąg dalszy. W ciągłym opadzie śniegu i bardzo silnym wietrze na Kocioł wybrały się trzy zespoły. Pierwszy z nich w składzie: Andrzej Sokołowski, T Cuder i B. Ortar, pokonał w stylu OS drogę Orzeł z Epiru(M6+), którą spokojnie można już uznać za jeden z największych klasyków na Kotle.
Drugi słoweński zespół w składzie: Tomaz Jereb, Aljaź Tratnik (ten dwudziestosześciolatek ma na swoim koncie miedzy innymi wytyczenie w stylu alpejskim nowej drogi na Cho Oyu – co ciekawe w zespole ze swoim ojcem;-), a także powtórzenie znajdującej się na Mount Hunter na Alasce drogi Deprivation – ED+ 90°, ok. 1830 m Backes-Twight, 1994) oraz M. Żupin, przeszedł w stylu OS zasypywaną wręcz pyłówkami drogę Długosz/Popko (M7-).
Kolejny trzyosobowy zespół, tym razem w całości polski, w składzie: Marcin Księżak, Maciek Ciesielski i Krzysiek Banasik, za swój cel postawił sobie zimowo/klasyczne przejście drogi Hobrzańskiego (wariantem zimowym za A2). Pierwszy kluczowy wyciąg padł po pięknej walce w stylu OS. Prowadzący ten wyciąg Marcin wycenił go na około M7+ (asekuracja wymagająca, ale dobra). Potem zespół pokonał jeszcze dwa długie wyciągi do połączenia się ze Sprężyną. Niestety coraz większe pyłówki, silny wiatr, a przede wszystkim spora lawina, która wyleciała z „Sanktuarium Kazalnicy”, przyczyniły się do zmiany planów i zespół zdecydował wyjść ze ściany drogą Długosz-Popko. Cała kombinacja (jeśli tak można tę wspinaczkę nazwać), poza pierwszym wyciągiem, została pokonana zimowo/klasycznie w stylu RP w czasie dziesięciu godzin.
Wracając do samego Hobrzańskiego, wydaję się, że warto postawić kropkę nad „i” i odhaczyć pozostałe dwa wyciągi. Jak się okazało oba były już pokonywane na 1xA0 (podobno jeśli się dobrze zacznie trawersować, to nie będzie to takie straszne). Powstanie w ten sposób kolejna zimowo-klasyczna linia, która trudnościami i powagą może być trudniejsza niż sąsiednia Sprężyna. Ilość śniegu pod Kotłem po całym dniu opadów wzrosła do poziomu co najmniej alarmowego...

11 lutego. Pogoda dalej nie rozpieszcza. Na Czołówkę MSW wybierają się dwa zespoły. Pierwszy w składzie: Kuba Hornowski i Wojtek Kozub, w czasie 6,5 godziny i w stylu V+A0 pokonuje drogę Starek-Uchmański (M7-).
Natomiast drugi, kilkakrotnie już wyżej wspominany zespół słoweński w składzie: Alne Jeglić i David Debeljak, zapisał na swoje konto pierwsze zimowo/klasyczne przejście drogi Szare zacięcie z wariantami prostującymi. (Samo Szare zacięcie doczekało się pierwszego zimowo-klasycznego przejścia za sprawą zespołu w składzie: Paweł Zioło i Marcin Tasiemski. Wspinaczka ta miała miejsce zimą 2007, a propozycja wyceny brzmiała M7/7+.)
Prostowanie różni się pierwszym i dwoma ostatnimi wyciągami. W sumie mamy pięć trudnych (powyżej M6+) wyciągów.
Słoweńcy przeszli drogę w stylu OS w czasie sześciu godzin.
Natomiast na Buli pod Bandziochem Jarek Liwacz i Andrzej Sokołowski przeszli w czasie czterech godzin w stylu OS drogę Od zmierzchu do świtu (M7).

12 lutego. Skuszone rekomendacją zespołu słoweńskiego na Czołówkę MSW wybrały się dwa zespoły w składzie: Paweł Kopta (TOPR) i Staszek Piecuch, oraz Maciek Ciesielski i Marcin Księżak. Oba pokonały Szare Zacięcie z wariantami prostującymi (M7/7+) w czasie 5,5 godziny, w stylu RP. Od siebie dodam, iż w tych warunkach – rzadko spotykane w Tatrach dość duże zalodzenie trzech pierwszych wyciągów – była to jedna z najładniejszych tatrzańskich dróg, jakie kiedykolwiek zimą robiłem. Poza tym to dość wymagająca wspinaczka – trudności występują praktycznie na każdym z pięciu wyciągów. Tego dnia opad śniegu był tak duży, iż bezpieczne podejście i zejście spod Czołówki zaczęło się robić dość problematyczne.
Także na Bulę pod Bandziochem wybrało się tego dnia kilka zespołów. Droga Od zmierzchu do świtu (M7) zyskała kolejne powtórzenie, tym razem w stylu Flash w czasie czterech godzin. Autorami tego przejścia byli Bartek Sokołowski i Kuba Hornowski.
Zespół w składzie: Krzysiek Banasik i Agnieszka Tarasińska, za swój cel obrał drogę Cień wielkiej Buli. Droga została odhaczona w stylu onsight w czasie trwającej cztery godziny wspinaczki. Propozycja wyceny to M6/6+.
Natomiast zespół w składzie: Adam Pieprzycki i Andrzej Sokołowski, wbił się w projekt, który wcześniej Adam próbował przejść w towarzystwie Michała Króla (tamta wspinaczka zakończyła się przejściem ściany kombinacją nowego terenu i fragmentu istniejących dróg, jednak bez przejścia kluczowego problemu).
Tym razem Adam z Andrzejem przeszli w stylu OS kluczowy pierwszy wyciąg z drogi Wejście Smoka (M8), a następnie przeszli nowy wyciąg (M6+) podprowadzający pod kluczowe, lekko przewieszone spiętrzenie. Po wcześniejszym przehaczeniu i zostawieniu przelotów Andrzej naparł na ten wyciąg, który pokonał w stylu M8, 1xA0. Wspinaczka trwała sześć godzin, a nowość otrzymała nazwę Fat Boy Slim.

13 lutego. Tego dnia ogłoszono „lawinową czwórkę”. Podejść się dało już tylko pod Bulę, gdzie też wybrali się najwytrwalsi. I tak, Bartek Sokołowski i Kuba Hornowski dokonali drugiego powtórzenia linii Wejście Smoka (M8) – kluczowy wyciąg padł w stylu RP, a górę drogi zespół pokonał prawdopodobnie nowym terenem znajdującym się na lewo od oryginalniej linii.
Natomiast wytyczona dzień wcześniej droga Fat Boy Slim stała się celem najmocniejszego chyba słoweńskiego zespołu, czyli Alne Jeglića i Davida Debeljaka. Słoweńcy przeszli ją w stylu RP. Według Davida linia jest przepiękna, wymagająca i posiada doskonałą asekurację. Propozycja wyceny to solidne, ciągowe M8+...
Cóż, historia lubi się powtarzać. Po wizycie Marko Prezelja otrzymaliśmy w spadku pierwszą tatrzańską zimową ósemkę – mowa oczywiście o Wariantach Słoweńskich, teraz, po ponad trzech latach i kolejnej wizycie wspinaczy słoweńskich mamy nowy wyznacznik trudności (mowa o pojedynczym wyciągu; uklasycznione zimą najtrudniejsze wielowyciągowe drogi na Kotle, Zerwie lub Turni Zwornikowej z pewnością są bardziej wymagające i całościowo poważniejsze). Ciekawe, czy Fat Boy Slim długo będzie czekał na polskie powtórzenie (Warianty Słoweńskie takowego ciągle nie mają). Wydaje mi się że nie, w końcu Fat Boy Slim znajduje się na „ścianie ścian”, a to zobowiązuje...
To oczywiście nie wszystkie przejścia omawianego zgrupowania. Pokonano jeszcze kilka innych łatwiejszych dróg znajdujących się na Buli pod Bandziochem. Warto wspomnieć, iż Matej Knavs (którego wspinaczkowe CV zawiera miedzy innymi powtórzenie wspominanej już wcześniej drogi Deprivation) zyskał nawet tytuł Master of Bula, gdyż zapisał na swoje konto powtórzenie aż pięciu znajdujących się tam linii.

Podsumujmy w paru słowach powyższe zgrupowanie. Odbyło się ono w warunkach, w których nikt ze znajdujących się na nim wspinaczy normalnie by do Morskiego Oka nie przyjechał. Dlatego przejście każdej drogi w jakimkolwiek stylu było naprawdę dość dużym wyczynem. Patrząc więc na wykaz przejść, który zgromadzili uczestnicy zgrupowania, można naprawdę uznać je za bardzo udane. Od siebie dodam, iż mam nadzieję, że to dopiero początek i jeszcze nie raz będziemy na różnorakich wymianach gościć w naszych górach wspinaczy z całego świata. W końcu nasza „frozen overhanging grass” staje się coraz sławniejsza...

Przez następne dwa tygodnie w górach z powodu ogromnych ilości śniegu pod względem wspinaczkowym praktycznie nic się nie działo. Było kilka wyjść na Bulę, niektóre kończyły się przed dotarciem pod ścianę – naprawdę śniegu było niemało. W końcu, w ostatni dzień lutego zespół w składzie: Rafał Burczyński i Wojtek Ryczer, po długim torowaniu pod ścianę przeszedł Orła z Epiru M6+. Przejście odbyło się w stylu OS. Tego samego dnia Michał Dziedzic i Paweł Fidryk pokonali w stylu OS sąsiednią drogę – Cień wielkiej góry M6-.
Również w tym dniu rozpoczął się obóz KW Warszawa, miejmy nadzieję, że warunki dopiszą i już za miesiąc będę mógł napisać o jakichś kolejnych ciekawych przejściach.


Michał Król i 3. przejście Alicji. Fot. Adam Kokot



Na zakończenie chciałbym wspomnieć o jeszcze dwóch wspinaczkach. Miesiąc temu informowaliśmy naszych czytelników o pokonaniu przez krakowski zespół w składzie: Tomek Lewandowski, Krzysztof Starek i Piotr Sztaba, spektakularnej lodowej drogi, jaką jest Alicja w Krainie Czarów (WI 5/6, M7) (patrz news). Linia ta powstała pierwszy raz od kilku lat i z powodu ocieplenia znikła zaraz po pierwszym przejściu. Niespodziewanie pod koniec lutego pojawiła się na nowo. Jak nietrudno się domyślić, szybko znaleźli się chętni na pierwsze powtórzenie. Niektórzy, jak np. niżej podpisany, zrobili naprawdę dużo, by nagle rzucić wszystko i wyjechać w góry. Opłacało się. Droga jest przepiękna. 27 lutego wraz z Tadkiem Grzegorzewskim dokonaliśmy prawdopodobnie jej pierwszego powtórzenia. Dzień po nas w tym samym stylu drogę przeszedł zespół w składzie: Michał Król i Przemek Wójcik. Wspólnie wyceniliśmy trudności drogi jako WI5, M7. Rozbieżności w stosunku do wyceny autorskiej wynikają z lepszych warunków lodowych, jakie zastaliśmy na pierwszym wyciągu.
Raz jeszcze gratuluję autorom pierwszego przejścia, gdyż ich dzieło jest jak najwyższej jakości i wytrzymuje porównanie z innymi znanymi światowymi drogami o podobnej długości i charakterze.

Maciek Ciesielski (Vaude Team, Montano Team)

*Na pewno uważni Czytelnicy zwrócili uwagę na nowy zapis zimowych trudności klasycznych – zastosowałem skalę M. Zmiana ta nastąpiła w wyniku dyskusji, do której doszło po ostatniej wizycie słoweńskich wspinaczy w naszym kraju. Wzięli w niej udział uczestnicy zgrupowania w Morskim Oku oraz najaktywniejsi w ostatnich latach polscy „zimowcy”. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że ujednolicenie wycen poprzez zastosowanie skali M do określania zimowych trudności, będzie bardziej jednoznaczne, zmniejszy panujący zamęt w tym temacie, a także ułatwi porównywanie naszych dróg z innymi drogami znajdującymi się za granicą (choćby na Słowacji).

Zainteresowanych tym tematem odsyłam do przeczytania felietonu w naszym serwisie, w którym opisuję moje osobiste zmagania z problemem skali M, z którym zmierzyłem się w ostatnich latach jako autor tatrzańskich podsumowań.

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Bartek Pasiowiec
 
Bartek Pasiowiec
 
Bartek Pasiowiec
 
2018-07-12
GÓRY
 

Sukces azjatyckiego zespołu na Nandze Parbat!

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com