facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2008-09-11
 

Martina Čufar: w Stanach jak w domu

Hmm, w duszy jestem wspinaczem sportowym, a poza tym nie obiłam w życiu żadnej drogi, więc naprawdę nie wiem, czy mam prawo do wydawania sądów, co jest etyczne, co zaś nie. 

Piotr Drożdż: Po wytyczeniu Logical Progression rozpętała się mała środowiskowa burza. Niektórzy wspinacze postulowali nawet usunięcie spitów z drogi. Jaki byłby twój głos w tej dyskusji?
 
Martina Čufar: Hmm, w duszy jestem wspinaczem sportowym, a poza tym nie obiłam w życiu żadnej drogi, więc naprawdę nie wiem, czy mam prawo do wydawania sądów, co jest etyczne, co zaś nie. Skała na Progression nie daje wielu możliwości do zakładania naturalnej asekuracji, więc spity są ze wszech miar pożądane. Po przygodowym podejściu i wobec oddalenia od cywilizacji miło jest powspinać się na bezpiecznej drodze. „Ekiperzy” zrobili
świetną robotę i nawet jeśli obijali tę drogę od góry, to usunięcie przelotów byłoby dowodem lekceważenia dla ogromnej pracy, jaką włożyli w ten projekt. Narzekający znajdą jeszcze mnóstwo wolnej skały, na której mogą wytyczyć swoją drogę od dołu.


Fot. Alex Chabot

 
Wspominałaś, że mimo obicia od góry, znajdziemy na tej drodze spore runouty. Jak porównasz powagę tej drogi z El Nino i Golden Gate – liniami na El Capie, które robiłaś wcześniej?
 
Ciężko o takie zestawienie ze względu na zupełnie odmienny rodzaj wspinania. Na pewno bardziej bałam się na El Capie, ponieważ były to czasy mojego debiutu w dziedzinie zakładania własnej asekuracji, ponadto nie byłam przyzwyczajona do wspinania w rysach i kominach. Na El Gigante mamy głównie wspinanie płytowe (moje ulubione). Z drugiej strony skała jest czasem bardzo ostra, co nie zachęca do latania, zwłaszcza gdy masz perspektywę wylądowania na kaktusie. Ponadto jeśli coś złego przydarzyłoby się w Yosemite, to możesz oczekiwać, że pomoc nadejdzie bardzo szybko – wprost przeciwnie do El Gigante. To jest dodatkowy czynnik zwiększający ryzyko.
 
Jak opisałabyś samą skałę na El Gigante? Czy możesz ją porównać do tej w innych rejonach, w jakich się wspinałaś (oczywiście mam na myśli dobre, a nie te porośnięte partie).
 
Byłam przygotowana na złą skałę, bo nasłuchałam się opowieści na ten temat. Ale czekało mnie zaskoczenie. Pozytywne. Oczywiście nie można tego porównać z rejonami sportowymi – trzeba cały czas sprawdzać jakość chwytów, ale na całej drodze tylko raz odpadłam w wyniku urwania się chwytu (w dodatku było to pod sam koniec, kiedy za bardzo się wyluzowałam i niespecjalnie uważałam). Ponadto podobały mi się urozmaicenie rzeźby i kolory tej wulkanicznej skały. Krawądki, rysy, dziurki… Czarna, szara, zielona, biała…

Czy zaliczasz Basasiechi do rejonów spod znaku „warto raz odwiedzić”, czy też myślisz, że kiedyś tam wrócisz?

Myślę, że w trakcie tych 2 tygodni zobaczyłam wszystko, co chciałam i już tam nie wrócę. Jest tyle innych odległych miejsc, które chciałabym odwiedzić!
 
Z Meksyku udałaś się do – jak to nazywasz – „szkoły wspinania w rysach”, czyli Indian Creek. Tym razem było ci łatwiej od samego początku…
 
Tak, w przeciwieństwie do odczuć z poprzedniej wiosny, potrafiłam cieszyć się tym wspinaniem od samego początku (abstrahując od tego, że wspinanie w rysach zawsze będzie bolesne). Byłam rada, że najwyraźniej nauczyłam się czegoś podczas poprzednich wizyt w Stanach i z marszu mogłam robić także te 5.10-tki, które rok temu były dla mnie niewkaszalne. Niemniej wciąż uważałam się za początkującą, szczególnie w rysach szerszych niż palce...

Dalszy ciąg wywiadu w Górach, nr 8 (171) sierpień 2008 





 
KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Bartek Pasiowiec
 
Bartek Pasiowiec
 
Bartek Pasiowiec
 
2018-07-12
GÓRY
 

Sukces azjatyckiego zespołu na Nandze Parbat!

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com