Proszę czekać...
facebook
 
baner
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
baner
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2007-07-09
 

Lisbon Story - relacja Jacka Kudłatego

Planowana na wiosnę eksploracyjna wyprawa ekipy Alpinus Expedition Team do Chin nie doszła do skutku...

Planowana na wiosnę eksploracyjna wyprawa ekipy Alpinus Expedition Team do Chin nie doszła do skutku. Jej organizator  - Jacek Kudłaty (Alpinus, Mammut, Evolv) zamiast pod skaliste turnie kraju środka trafił do równie egzotycznego miejsca, jakim niewątpliwie jest Klinika Chorób Tropikalnych w Gdyni. Rozpoznanie - ameboza, wskazanie - leczenie szpitalne, skutek - bliżej nieokreślona przerwa we wspinie.

Przywieziona najprawdopodobniej jeszcze z Madagaskaru lub Laosu zaraza na szczęście okazała się być uleczalna, a czas szpitalnej niedoli w miarę szybko upłynął (2 tygodnie pod kroplówką) w doborowym towarzystwie marynarzy, misjonarzy i obieżyświatów. Lato nadeszło więc wyjątkowo niespodziewanie, a wraz z nim pora deszczowa w Azji, wykluczająca wszelką działalność wspinaczkową w skałach. W atmosferze refleksji i postanowień na przyszłość zrodziły się zastępcze plany. Na rekonwalescencję i poszpitalny rozwspin wybrać należało nieco bardziej sterylne warunki niż zwykle. Owiewane tajemnicą i chłodną atlantycką bryzą portugalskie klify wydały się być idealnym celem najbliższego tripa.
Tak więc w sprawdzonym teamie i w po imprezowym szale pociskaliśmy wprost z tarnowskiego wesela (czytaj pożegnania Tomy Oleksiaka:-)  na samolot do Berlina.

Do dziś dziw bierze, że zapięty na ostatni guzik, misternie utkany plan, padł w ostatnim możliwym punkcie. W efekcie niczym Głupi i Głupszy & Co. przespaliśmy w zaparkowanej pod lotniskiem bryce wylot naszego samolotu myląc godziny odlotu z przylotem do Lizbony. Na szczęście już nazajutrz wraz z niskim ukłonem oddanym dla portugalskiej ziemi widmo nieszczęść odpuściło, a po pierwszym łyku Sagres-a (lokalne superpiwko)) zaczęło się nawet układać…

Było więc tak: pogoda idealna (25 C i lekki wiaterek), białe niczym meksykańskie rancho wśród palm (Quinta de Rio), przypominające francuski Le Buchet i podobnie jak on skryte i zacienione skały (niewidoczna z lądu ani z morza Fenda opodal Portinho de Arrabida, ok. 80 dróg z czego każda wypas max!), do tego pełna tajemnic i antycznych tramwajów Lizbona i niekończące się dzikie atlantyckie plaże (europejska mekka surferów). Tak wspaniały klimat delikatnie podlewany Porto (lokalny super trunek) dodawał mocy i niewątpliwie tworzył idealne warunki do wspinu z Porto-wego…

W ciągu zaledwie 6-ciu wspinowych dni poziom hemoglobiny podniósł się na tyle. by poszpitalny anemik Gacek mógł zasiekać Os-em:

Rei da sardinha - 7c+
Intifada - 7c+
O meu nome é tó-tó - 7c

I wiele innych 7b i 7b+, w które to trudności rejon obfituje oraz zwalić się, jak mawiają portugalczycy, liżąc łańcuszek na przepięknej Rampa dos crocodilos - 8a.

Mateusz Kilarski (Evolv, ProRock) oprócz wyżej wymienionych dróg powleczonych w stylu RP osiągnął swój życiowy top, jeśli chodzi o wspin bez znajomości na drodze Intifada - 7c+ FL.

W poczuciu wielkiego niedosytu wspinu i wrażeń opuszczaliśmy Portugal obiecując sobie rychły powrót do tego niewątpliwie najbardziej egzotycznego europejskiego zakątka, o którym tak naprawdę wciąż niewiele nam wiadomo.



P.S. Więcej na temat wyprawy Alpinus Expedition Team i rejonów wspinaczkowych Portugalii poczytacie już wkrótce na łamach GÓR.



Więcej zdjęć w Galerii.

 
 
 
 
KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
 
Piotr Michalski
 
 
Piotr Michalski
 
2017-11-13
GÓRY
 

Phungi – nowa droga rosyjska w Himalajach Nepalu

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2017-11-08
GÓRY
 

FJÄLLRÄVEN POLAR 2018 - Twoja podróż życia!

Komentarze
0
 
Maciek Szopa
 
Maciek Szopa
 
2017-11-01
GÓRY
 

Akcja ratunkowa na Mt. Everest

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2017 Goryonline.com