facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2018-05-01
 

Bugaboos

Wśród europejskich wspinaczy nie jest miejscem dobrze znanym. Dla nas północnoamerykańskimi mekkami są w pierwszym rzędzie Yosemity, ewentualnie Indian Creek, Zion czy kanadyjskie Squamish. No, jest jeszcze oczywiście Alaska, ale to już tylko dla fanów mieszkania przez miesiąc na lodowcu. Z wszystkimi wyżej wymienionymi miejscami wiąże się jeden zasadniczy problem. Latem, ze względu na wysokie temperatury, uprawianie wspinactwa jest tam bardzo nieprzyjemne lub prawie niemożliwe. Wyjściem z tej nieprzyjemnej sytuacji mogą być Bugaboos...

Bugs (bo tak w skrócie nazywane jest to miejsce) to typowy rejon alpejski z granitowymi turniami, wyrastającymi z lodowców. Klasyka gatunku w naprawdę dobrym wydaniu. Polecona nam, jak można się domyśleć, przez Amerykanów. Josh Whorton i Johnny Copp, których poznaliśmy pod Fitz Royem podczas wyczekiwania na pogodę, wielokrotnie wspominali o Bugaboos. A ich opowieści brzmiały naprawdę zachęcająco...

 

Wspinaczka w Kanadzie Bugaboos

Nocny widok z podejścia na wspinaczkę na Beckey-Chouinard na South Howser

fot. Tadek Grzegorzewski

 

Bugaboos leżą w Kanadzie, co dla nas, Polaków, stanowi pewien problem. Żeby móc się tam powspinać, trzeba najpierw dostać wizę, co po wcześniejszych przejściach z ambasadą amerykańską nie mogło, w naszym mniemaniu, być takie trudne. A tu niespodzianka. Aby wjechać do kraju liścia klonowego, trzeba nie lada samozaparcia oraz pliku dokumentów, potwierdzających twoje wystarczające przywiązanie do Polski. Nie było łatwo, ale udało się...


Bugs to koniec świata i to w dosłownym znaczeniu. Samo dotarcie tam można uznać za niezły wyczyn. Kanada to kraj gigantycznych przestrzeni, jednocześnie niezbyt zaludniony. Wszystko to powoduje, że bez samochodu nie istniejesz. My mieliśmy sporo szczęścia, gdyż udało nam się namówić Martę vel Młodą (rezydującą w owym czasie w USA) i jej uroczego narzeczonego Dave’a na wspólny wypad do Bugaboos, dzięki czemu problem transportowy sam się rozwiązał. Dokładnie rzecz ujmując, rozwiązał go Dave i jego przeogromny truck. Posiadanie samochodu jest kluczowe z kilku powodów. Po pierwsze, aby dostać się do Bugs (początek ścieżki „Kain Hut Trail”), trzeba pokonać blisko 50 km szutru, wiodącego z malutkiego miasteczka Brisco. Autobusy tam raczej nie kursują, a szansa na złapanie stopa jest prawie równa zeru. Poza tym, jak się sami przekonaliśmy, przeczekiwanie dni niepogody w górach bardzo źle wpływa na morale. Dzięki czterem kółkom szybko można się znaleźć w barze w Golden (78 km z Brisco), celem rozegrania partii bilarda czy piłkarzyków, lub też pojechać do gorących źródeł wymoczyć ciało. Po trzecie wreszcie, samochód można traktować jako magazyn, dzięki czemu nie trzeba wynosić wszystkich betów w góry. Jedyne o czym trzeba pamiętać, zostawiając auto na „parkingu”, to otoczenie całego pojazdu drucianą siatką. Inaczej jeżopodobne kreatury dorwą się do przewodów hamulcowych, a jazda w dół do Brisco może być ostatnim wspomnieniem z wakacji...

 

Bugaboos, mimo że na końcu świata, jest świetnie przygotowane na przyjęcie hord wspinaczy. Na bogatszych łojantów czeka bardzo miły schron, Conrad Kain Hut, prowadzony przez Canadian Alpine Club, gdzie nocleg kosztuje 20 kanadyjskich dolarów. W cenie zapewnione jest łóżko i kuchnia,  więc dla lubiących lekki wór może to być niezły argument. Dla mniej wymagających, na nieco wyżej położonym skalnym plateau, zorganizowano camp za piątkę od głowy (Applebee Dome Camping Area). Miejsce jest naprawdę doskonale przygotowane. Zamontowano antywiewórkowe metalowe skrzynie na jedzenie oraz zbudowano bardzo klimatyczne toalety z beczkami wywożonymi przez helikopter. Żeby było lepiej, takich kibli jest więcej – stoją na wszystkich głównych punktach okolicznych lodowców. Chamonix mogłoby się czegoś nauczyć...

 

Bugs – jak już wspominałem – to wspinanie alpejskie. Plateau, na którym się obozuje, znajduje się rzut beretem od lodowca, z którego wyrasta Snowpatch, Bugaboos Spire czy Crescent Spire. Doskonałe cele na poznanie i rozgrzanie się w nowym rejonie. W przeważającej większości ściany okolicznych turni nie należą do bardzo wysokich, a pełen wachlarz dróg pozwala każdemu znaleźć coś dla siebie. Są tam zarówno łatwe drogi klasyczne, trudne wspinaczki po boltach, jak i spora liczba hakówek. Ale jechać do Bugs tylko po to, byłoby dla mnie absurdem. To nie dla Snowpatcha czy Crescent Spire – warto tu się wspinać. Perłą Bugaboos jest grupa Howser Towers. Wśród nich najgodniej prezentuje się North Howser ze swoją blisko 900-metrową ścianą, a prawie każda z dróg na niej poprowadzonych jest warta polecenia. Znajdujący się nieopodal i niewiele mniejszy Minaret posiada wprawdzie tylko 6 dróg, ale każda może być prawdziwym wyzwaniem. Syte wyceny połączone często z moralną asekuracją to standard na tej przepięknej turnicy. Tuż obok niej wyrasta South Howser z północnoamerykańskim superklasykiem, czyli drogą Beckey – Chouinard (5.10). Co niezwykłe, na prawo od tego pięknego filara znajdują się nadal niewyeksplorowane fragmenty ściany, czekające na otwarcie nowych linii. Jedyny mankament Howser Towers to fakt, że leży dość daleko od głównego campu, dlatego też zdecydowanym działać w tym rejonie polecam przeniesienie się z obozowiskiem pod sam Minaret, gdzie okoliczności przyrody są już bardzo, bardzo sprzyjające, a dodatkowo biwakowanie tam jest darmowe (Howser Bivy Boulders). Raj – nic tylko się wspinać...

 

Wspinaczka alpejska w masywie Howsera

Minaret 800 metrów granitu w masywie Howserów

fot. Maciek Ciesielski

 

Bugaboos nie jest wśród alpinistów miejscem tak uznanym jak Patagonia, Alaska czy Karakorum i są niewątpliwie ku temu powody. Pogoda niby nie  do końca doskonała, ale w porównaniu z rejonem Fitz Roya czy Cerro Torre wydaje się być nieco bardziej przewidywalna i zrozumiała. Dotarcie na miejsce, mimo tych 50 kilometrów szutru, można postrzegać jako dość proste, gdy zestawimy je z kilkudniowymi trekkingami w Karakorum. Czy wreszcie tak prozaiczna sprawa jak kwestia bazy: w zestawieniu z lodowcowym campem na Alasce Bugaboos wygląda na ciepły hotel. Do tego dochodzi jeszcze sprawa ewentualnych akcji ratowniczych. Śmigło nie lata może tak często jak w Chamonix, bo i ze względu na ilość ludzi działających w górach nie ma takiej potrzeby, ale w odróżnieniu od wszystkich wyżej wymienionych miejsc jest w każdym momencie dostępne. Cały powyższy wywód prowadzi do następującej konkluzji...

 

Wspinaczka alpejska Bugaboos

Lepiej nosić niż się prosić... Bezpośrednia lotnicza dostawa Camalota

podczas wspinaczki drogą Tower Arete na Snowpatch Spire

 fot. Tadek Grzegorzewski

 

Bugs to pierwszorzędny rejon drugorzędny. Nie ma to zabrzmieć jak krytyka, dlatego mam nadzieję, że tak sformułowaną na koniec opinią nie zrażę początkowo zainteresowanych. Więcej, chcę jeszcze raz wyraźnie podkreślić, że gorąco wszystkim polecam Bugaboos jako cel kolejnych wyjazdów, a i sam żyję w przekonaniu, że będzie mi dane tam powrócić...

 

LITERATURA
Przewodnik: The Bugaboos. One of the World’s Great Alpine Rockclimbing Centres, Chris Atkinson, Marc Piché, Elaho Publishing Squamish, B.C. 2003
Historia wspinania w rejonie: John Garden, The Bugaboos: An Alpine History, Canada 1987

 

Znakomite źródło informacji na temat wspinania w rejonie stanowi również rocznik „The Canadian Alpine Journal”

 

Wspinaczka alpejska w wykonaniu Filipa Zagórskiego

Filip Zagórski podczas przejścia Beckey – Chouinard na South Howser

fot.  Tadek Grzegorzewski

 

BUGABOOS:
RÓŻNOSTKI – CIEKAWOSTKI
Rejon słynie z burz z gwałtownymi wyładowaniami atmosferycznymi. Generalnie uważa się, że, aby nie testować swojego szczęścia w walce z żywiołem i nie śpiewać mantry w postaci „Riders on the Storm” Doorsów, warto zameldować się na szczycie nie później niż o drugiej po południu. W annałach amerykańskich magazynów znajdziemy co najmniej kilka klasycznych opowieści spod znaku „epic”, czyli walki o przetrwanie, których akcja dzieje się właśnie na którejś z turni Bugaboos. Lepiej więc postarać się nie dopisywać kolejnych rozdziałów tej historii...

1 | 2 |
KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Goryonline
 
2018-07-19
Tylko w GÓRACH
 

W najnowszych GÓRACH (262): Kazbek - wademekum zdobywcy

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-07-18
Tylko w GÓRACH
 

Poważniejsze wypadki w rejonie Morskiego Oka

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-07-17
Tylko w GÓRACH
 

W najnowszych GÓRACH (262): Betlejemka

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-07-04
Tylko w GÓRACH
 

Przykłady skałoplanów - Rudawy Janowickie

Komentarze
0
 
Goryonline
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com