facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2008-08-20
 

Anna Stohr - Mistrzyni Świata w bulderingu o planach, sukcesach, treningu i nie tylko...

Staram się dochodzić do wszystkiego metodą małych kroczków, ale wydaje mi się, że mogę osiągnąć wszystko.

Czy w Alives osiągnęłaś sukces swojego życia? 

O tak, tam naprawdę mi się powiodło, nie każdy ma okazję zostać Mistrzem Świata. 

Marzyłaś o tym wcześniej? 

Pewnie, ciągle marzę, tylko jakoś nie mogłam sobie wyobrazić, że stanie się to w tym roku – roku, który spędziłam, podróżując po Tajlandii, Malezji, Australii i Nowej Zelandii. Wróciłam w czerwcu, po siedmiu miesiącach niedotykania sztucznych chwytów. Tylko dwa razy udało mi się zmierzyć z innymi sportowcami. Poza tym potrzebowałam czasu, aby znowu przyzwyczaić się do panelu. 

Co jest twoim następnym celem? 

Jeżeli chodzi o zawody, to chciałabym zdobyć w przyszłym roku Puchar Świata. W roku 2006 straciłam tę szansę przez studia i ostatecznie wylądowałam na trzecim miejscu. Zobaczymy, czy uda mi się to poprawić. Chciałabym poznać nowe miejsca i rejony wspinaczkowe. Pod koniec roku [2007 – red.] jadę do Fontainebleau, a w lutym może do Hueco, ale mam ochotę odwiedzić także Albarracin i Południową Afrykę. 



Czy to, że nie byłaś w stanie wygrać Pucharu Świata, motywuje cię czy wręcz przeciwnie? 

W tym roku wzięłam udział tylko w dwóch zawodach pucharowych. Jestem więc zmotywowana, aby zabrać się do tego bardziej poważnie. Jeżeli do tej pory nie wygrałam, nie oznacza to, że nigdy mi się to nie uda. 

Kiedy i jak rozpoczęłaś bulderowanie? 

Wspinam się już ponad 11 lat. Moimi pierwszymi zawodami był Puchar Europy w Lecco w roku 2004. Chciałam wystartować na trudność, ale było za dużo silnych Austriaczek, więc nie pozostało mi nic innego, tylko wziąć udział w bulderingu. Zajęłam drugie miejsce i od tej pory kamienie bardzo mi się podobają – bulderuję tak często, jak tylko jest to możliwe. 

Wolisz to czy wspinanie na trudność?

Bez wątpienia bardziej podoba mi się buldering. Po prostu bardziej pociąga mnie próbowanie, eksperymentowanie i rozwiązywanie problemów razem z moimi przyjaciółmi. Prawie nigdy nie zamieniam crashpada na linę. 

Czy jest ktoś, kto stanowi dla ciebie inspirację? 

Inspiruje mnie każdy prawdziwy wspinacz, który cieszy się wspinaniem i jest zafascynowany tym sportem. 

Buldering jest ponoć trudniejszy dla kobiet, gdyż wymaga większej siły dynamicznej niż wspinanie na trudność. Zgadzasz się z tym stwierdzeniem? Uważasz, że możesz dorównać poziomowi, jaki reprezentują mężczyźni? 

Bez wątpienia buldering wymaga większej siły dynamicznej, ale czasami można rozwiązać jakiś problem w zupełnie inny sposób. Na przykład wykorzystując lepszą gibkość, z którą mężczyźni mają większe problemy niż kobiety. Poza tym strasznie lubię ruchy dynamiczne, kiedy mogę dać z siebie wszystko. 

Miałaś dwóch trenerów – Rupiego i Reiniego. Jak ich poznałaś? Co możesz powiedzieć o współpracy z nimi? 

Poznałam ich obu podczas mojego pierwszego kursu wspinaczkowego. Dołączyli mnie do swojej drużyny, trenowałam z nimi. Bez nich nie robiłbyś teraz tego wywiadu, gdyż ich nauka leży u podstaw mojego sukcesu. Nauczyłam się od nich, że wspinanie to nie tylko ciężki trening, ale najważniejsza jest sama przyjemność, a razem z nią przychodzi wszystko inne.
Zresztą Rupi trenuje mnie do dzisiaj. Czasami idziemy razem pobulderować albo powspinać się w okolicy. 

A myślisz, że coś wniosłaś w ich życie? 

Myślę, że są dumni z tego, że wspinaczka stała się częścią mojego życia i zawsze daję z siebie to, co najlepsze – czy to w skale, czy na ścianie. Mam nadzieję, że kiedyś będę w stanie dedykować im część moich osiągnięć, bo w końcu to w dużej mierze ich zasługa. 

Jeden z nich wspina się na poziomie 8c, drugi na poziomie 8b+. Myślisz, że uczennica dorówna swym mistrzom? 

Trudno porównać wytrzymałość na długich drogach do krótkich bulderów. Ja aż do dziś nie jestem w stanie wyprostować ręki... 

Ścianka Tivoli, gdzie trenujesz to prawdziwa fabryka wspinaczy na wysokim poziomie, w dodatku przyciągająca – jako miejsce treningowe – wspinaczy z całej Europy. Czemu
zawdzięcza bycie takim fenomenem? 

Tivoli znajduje się w środku Insbrucka, w otoczeniu gór, ma ogromną tradycję wspinania. Tutaj dla każdego dziecka wspinanie jest normalną rzeczą. Nie tylko warunki do trenowania są świetne, ale też łatwo tutaj o motywację i świetnych trenerów. 

Jak często trenujesz? 

Zazwyczaj 4-5 razy w tygodniu. 

A jak się odżywiasz? 

Nie przejmuję się za bardzo dietą. Lubię jeść, szczególnie z przyjaciółmi. 

Masz jakiś skalny projekt? 

Zawsze mam głowę pełną planów. Podoba mi się pomysł odwiedzenia różnych ogródków skalnych z różnymi rodzajami wspinania.

Jak daleko chciałabyś zajść i jaki sukces sprawiłby, że poczułabyś się naprawdę usatysfakcjonowana?
 
Staram się dochodzić do wszystkiego metodą małych kroczków, ale wydaje mi się, że mogę osiągnąć wszystko. W przyszłym roku bardzo ważny jest dla mnie Puchar Świata w bulderingu. Mam także nadzieję, że nie nabawię się kontuzji i będę mogła wspinać się na tak wysokim poziomie. 

Myślisz, że stać cię na zrobienie bulderowego 8C? 

Nie mam pojęcia. Zrobiłam bulder wyceniany na 8A, jednak nie mogę oceniać moich możliwości na problemach o tak wysokiej wycenie jak 8C – są one za bardzo oddalone od mojego obecnego poziomu. 

Jakie są twoje ulubione rejony bulderowe? 

Castle Hill w Nowej Zelandii, Grampians w Australii, Averstal w Szwajcarii i oczywiście Zirelltal w Austrii.

Tekst i zdjęcia: Bernardo Gimenez

Tłumaczenie: Katarzyna Okuszko

Góry, nr 3 (166) marzec 2008 r.

(kg)
 
 

 
Bartek Pasiowiec
 
2018-10-30
GÓRY
 

David Lama zdobywa samotnie Luang Ri w Himalajach!

Komentarze
0
 
Bartek Pasiowiec
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com