facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS

W najnowszych GÓRACH (270): "Mount Vinson - vademecum zdobywcy"

Mount Vinson (lub też Masyw Vinsona, 4892 m) to najwyższa góra Antarktydy, zaliczana jest więc do Korony Ziemi. Jednak ze względu na lokalizację to najtrudniej dostępny szczyt w tym zestawieniu. Wiele osób dziwi konieczność jego zdobycia w celu skompletowania Korony, ponieważ sądzą, że Antarktyda nie jest kontynentem, a jedynie masą pływającego lodu. Tymczasem w odróżnieniu od rejonu bieguna północnego, Antarktyda skrywa pod grubą warstwą lodu stały ląd, który jest piątym co do wielkości kontynentem świata. 98% jego powierzchni pokrywają lodowce, których średnia grubość wynosi niemal 2 kilometry.

Lądowisko na Antarktydzie; fot. Tomasz Kobielski

 

Zdecydowana większość ludzi na Antarktydę wybiera się po to, by pooglądać pingwiny. Wielu chce zdobyć biegun, choć najczęściej nie jest to związane z marszem od wybrzeża, lecz stanowi tak zwane „last degree”, czyli przejście 111 kilometrów od ostatniego stopnia geograficznego do bieguna. Natomiast zdecydowana mniejszość ma w planach zdobycie Mount Vinson. Zazwyczaj są to osoby, kompletujące Koronę, a bardzo rzadko zdarzają się ekscentrycy, którzy chcą wejść na górę tak po prostu.

 

Mount Vinson znajduje się w Górach Ellswortha, w odległości około 1200 kilometrów od bieguna południowego. Jego lokalizacja jest ciekawa również z tego względu, że według oficjalnych ustaleń nie należy do żadnego państwa, choć kilka wnosi takie roszczenia.

 

Vinson nie jest trudny, jeśli mamy na myśli wejście drogą klasyczną. Można wręcz stwierdzić, że w porównaniu do innych cztero-, a nawet pięciotysięczników, jest dość łatwy technicznie. Oczywiście należy brać pod uwagę wysokość, która wymaga starannego przestrzegania zasad aklimatyzacji, pamiętając zwłaszcza o fakcie, że najbliższy szpital oddalony jest o tysiące kilometrów. Jeśli wydarzy coś się niedobrego, organizowanie akcji ratunkowej będzie bardzo wymagające i wyjątkowo kosztownie. Zatem trudności wejścia na szczyt związane są bardziej z położeniem i panującymi tam warunkami atmosferycznymi niż ze wspinaczkowymi wyzwaniami. Na Antarktydzie nawet latem temperatury oscylują w okolicy –30°C, a zimą… O tym poniżej.

 

Widok z grani szczytowej na bezkres Antarktydy; fot. Tomasz Kobielski

 

SEZON I POGODA


W zasadzie tylko jedna pora roku daje możliwość wejścia na tę górę. To oczywiście lato na półkuli południowej, które wypada dokładnie wtedy, gdy w Europie mamy kalendarzową zimę. Nie słyszałem, aby ktokolwiek próbował zdobyć Mount Vinson podczas antarktycznej zimy. Musiałby wszak zostać tam przez wiele miesięcy, głównie w okresie przypadającym na polarną noc, i przejść pod Masyw pieszo. Poza bazami naukowymi nikt nie działa na tym kontynencie przy ekstremalnych temperaturach, sięgających nawet –90°C. Najprawdopodobniej dlatego właśnie nie ma jeszcze człowieka, który zdobyłby Koronę Ziemi w wersji zimowej. Taki projekt zdecydowanie mógłby przejść do historii, wymagając pierwszego zimowego wejścia na Vinsona i powtórzenia wyczynu Cichego i Wielickiego na Evereście. Ale też pozostałe szczyty Korony (za wyjątkiem Kilimandżaro i Piramidy Carstensza) nie są banalne o tej porze roku – nie ma zbyt wielu zdobywców Denali, na Aconcagule jest podobnie.

 

Jeśli nie przytrafi nam się poważne załamanie pogody, Antarktyda latem nie jest straszna. W ciągu dnia, gdy świeci słońce (choć oczywiście w tym okresie jest jasno praktycznie przez całą dobę), możemy funkcjonować bez problemu. Tym bardziej że mieszkamy w kraju, gdzie w najchłodniejszej porze roku temperatury także spadają do okolicy –30°C. Zdarzało mi się wchodzić na Vinsona wyłącznie w samym grubym polarze i bieliźnie termicznej, czasami zakładałem na wierzch kurtkę z membraną. Jednak zdecydowanie zimniej robi się, gdy słońce zejdzie niżej nad horyzont. Noce – w namiocie jest wtedy lekko szaro – są naprawdę bardzo mroźne. Kiedyś w termosie zamarzła mi woda, którą przygotowałem i zostawiłem poza śpiworem. Wybierając się zatem na Antarktydę, naprawdę warto zadbać o odpowiednie ubranie.

 

Obóz II; fot. Tomasz Kobielski

 

TRANSPORT I ORGANIZACJA


Logistyka wyprawy na Mount Vinson jest zdecydowanie trudniejsza niż na jakimkolwiek innym wyjeździe. Nie da się tam niczym dojechać, nie ma też regularnych lotów, a samoloty są rezerwowane wyłącznie dla zorganizowanych wypraw. Oczywiście na Antarktydę dopłyniemy statkiem, ale samo dostanie się z wybrzeża pod Masyw Vinsona należy traktować jako bardzo trudne przedsięwzięcie. W praktyce pozostaje przylot na Antarktydę specjalnym samolotem transportowym iliuszyn ił-76, który co roku wynajmowany jest przez agencje ALE Antarctic Logistics & Expeditions – bezpośrednio lub też przez jej przedstawicieli, czyli legalnie działające agencje górskie. W przypadku tych drugich zazwyczaj transport wychodzi nieco taniej. Najpierw jednak musimy dostać się do Punta Arenas w Chile, skąd startują samoloty z wyprawami na Mount Vinson. W tym celu należy dolecieć do Santiago de Chile, stolicy państwa, i dalej, rejsowym połączeniem lokalnych linii na sam południowy skrawek kraju. W ostatnich latach ta opcja kosztowała od 4 do 5 tysięcy złotych.

             

W Punta Arenas kończy się możliwość samodzielnego podróżowania, bo praktycznie nie da się zdobyć biletu na przelot na Antarktydę. Dalszy transport wykupuje się w pakiecie obejmującym udział w wyprawie, w ramach której czeka nas lot, a na miejscu jeszcze jeden przelot małą awionetką do bazy pod Masywem Vinsona.

 

Kolejny problem to wymagania – na wyprawę nie są dopuszczane osoby bez odpowiedniego doświadczenia, ze względu na problemy, jakie stwarzałaby ewakuacja poszkodowanych. Z tego też względu małe, samodzielne wyprawy właściwie nie mają szans, choć nam się to udało, kiedy kończyliśmy projekt Korony Ziemi w styczniu 2008 roku.

 

Organizatorzy oczekują wypełnienia licznych formularzy, w których opisujemy doświadczenie górskie, a także stan zdrowia, i dopiero po ich analizie podejmują decyzję o zgodzie na ewentualny udział w wyprawie. Celowo napisałem „ewentualny”, ponieważ co sezon organizowanych jest tylko 5 turnusów, na które jest bardzo długa kolejka chętnych, mimo dużych kosztów uczestnictwa – w tym sezonie wynoszą one średnio 43 000 dolarów.

 

Podsumowując – najpewniejszym sposobem na udział w wyprawie na Mount Vinson jest wykupienie pakietu, który obejmie całą logistykę: od Punta Arenas po Antarktydę i z powrotem. Naszym zdaniem będzie jedynie dotarcie do Chile i stawienie się w ustalonym miejscu. Jeśli natomiast wyprawę organizuje firma z Polski, już w drodze do Chile wspólnie zarezerwujemy przelot, hotele itp.

 

 

Więcej na temat logistyki wyprawy na Mount Vinson przeczytacie w obszernym artykule Tomasza Kobielskiego, lidera agencji Adventure24.pl. Znajdziecie go w najnowszym, polarnym numerze GÓR.

 

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Goryonline
 
2019-12-12
Tylko w GÓRACH
 

W najnowszych GÓRACH (270): "Sulztal - okolice Amberger Hütte"

Komentarze
0
 
Maciej Piera
 
2019-12-11
Tylko w GÓRACH
 

Denis Urubko wyrusza na Broad Peak i K2!

Komentarze
0
 
Monika Witkowska
 
2019-12-11
Tylko w GÓRACH
 

W najnowszych GÓRACH (270): "Manaslu - Góra Ducha"

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2019-12-09
Tylko w GÓRACH
 

W najnowszych GÓRACH (270): "Zimowy trawers Hardangerviddy"

Komentarze
0
 
Goryonline
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2019 Goryonline.com