facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS

W najnowszych GÓRACH (268): "Nie byłoby Haliny, gdyby nie Tatry"

O emocjach związanych z poznawaniem niezwykłej, skomplikowanej osobowości i o przypominającym śledztwo zbieraniu materiałów do biografii prekursorki kobiecego himalaizmu, Haliny Krüger-Syrokomskiej, z Anną Kamińską rozmawia Andrzej Mirek.

Pierwsze szczyty zdobywała w chustce na głowie... Halina w Tatrach na Żabim Mnichu, 1964 rok. Fot. arch. rodzinne Janusza Syrokomskiego i Marianny Syrokomskiej-Kanteckiej

 

Tatry pojawiają się na początku i na końcu górskiej drogi Haliny. Jaka była ich rola?


Ogromna! W Tatrach wszystko się zaczęło, to znaczy to, co w historii Haliny jest najważniejsze – miłość do gór. Miała do nich serce. To nie był ktoś tylko z duszą sportowca i talentem do wspinaczki. Ona świetnie się w górach czuła – z innymi taternikami i taterniczkami, w dzikiej przyrodzie. Zazwyczaj zatrzymywała się w Kurniku, obok schroniska nad Morskim Okiem. W tym legendarnym miejscu wspinacze nocowali, śpiąc obok siebie, gotując razem, kradnąc sobie warzywa i jedząc zupę z jednej menażki, w oparach suszących się skarpet, kiełbasy, a czasem wódki. Halina dojrzewała tam jako człowiek gór, ktoś, kto dobrze sobie radzi w grupie, buduje więzi, jest częścią wspólnoty i chodzi z innymi w ściany, by razem robić różne drogi. […]


Masz teorię, dlaczego Halina tak soczyście przeklinała?


Tak. Po pierwsze zdarza się, że kiedy ktoś przeklina, chce sprawić, żeby go ktoś, kurwa, zauważył. W czasach, gdy Halina dojrzewała jako wspinaczka, kobiety miały być według mężczyzn niewidzialne. Na pewno jest to właśnie głos, by ją zauważono – uznano jej przejścia, jej odwagę czy w ogóle zaangażowanie w górach. Po drugie, w środowisku w tamtym czasie wiele osób przeklinało, nie tylko Halina, i staram się to też pokazać w książce. Było to immanentną cechą górskiej społeczności – jak mi to zresztą tłumaczyła jedna z koleżanek Haliny: „Wszyscy żeśmy strasznie klęli w górach, bo kiedy traciliśmy sprzęt, którego w Polsce nie można było kupić, albo coś innego działo się w czasie wspinaczki, co nie było OK, to jak tu się nie denerwować?!”.

 

Po trzecie, Halina od dzieciństwa mówiła co myśli wprost, bez ogródek. Więc to, że używała soczystych przekleństw, było cechą jej temperamentu i ułatwiało komunikację. Miało to pomóc w przekazaniu innym tego, co mówiła, myślała i czuła. Halina nie owijała w bawełnę, bo nie chciała tracić czasu na poprawność, dyplomację czy grę pozorów. Wydaje mi się, że wolała mówić, jak jest, bo to ułatwia sprawę. To oczywiście tylko teorie, zbudowane na skąpych informacjach, do których mamy dostęp.


Kurs wspinaczkowy w Tatrach, lata 70. Fot. arch. rodzinne Janusza Syrokomskiego i Marianny Syrokomskiej-Kanteckiej

    
Zaskoczyła mnie seksualna swoboda obyczajowa panująca w Kurniku i jego okolicach. Nie obawiałaś się pisania o tym?


Nie! Uważam, że o wspinaczach należy pisać jak o ludziach z krwi i kości, którzy tak samo jak mają serce i czy inteligencję, mają chuć, a nie są tylko – używając określenia Wandy Rutkiewicz – maszynami do wspinania. Ważne było zresztą dla mnie, by sportretować środowisko i pokazać Halinę na jego tle, bo ją samą było bardzo trudno uchwycić. Układałam tę historię z okruchów, bo powstawała zdecydowanie za późno, właściwie w ostatnim możliwym momencie. Moi rozmówcy, osoby z pokolenia Haliny, najbliżsi, którzy ją pamiętali, to ludzie w wieku 80, 90 lat, z natury mało wylewni. Wszystko, co zdążyłam od nich wydobyć, było na wagę złota. Zdaję sobie sprawę z wielu luk, pytań bez odpowiedzi, rzeczy, do których nie mamy i nigdy nie będziemy już mieli dostępu. To naturalne. Jednak uważam, że Halina jest warta tego, by zachować o niej pamięć. Książka może być cieńsza lub grubsza, ale na zawsze pozostaje zapisaną opowieścią. Halina jakby wraca do nas z gór: możemy się nią inspirować, czerpać z jej historii i wzmacniać, jak to robią kobiety, które sięgają po moje książki. […]    

 

Czy jest jakiś wątek, którego nie zamieściłaś w biografii Haliny, ponieważ pojawił się za późno lub był zbyt intymny?


Tak, nie weszły na przykład wspomnienia, na które jeden z rozmówców nie wyraził zgody. Żałuję, chociaż w tekście subtelnie zarysowałam to tak, że każdy inteligentny czytelnik domyśli się i niepotrzebne mu wykładanie kawy na ławę. W książce znalazło się wszystko, co kluczowe, ale nic, co byłoby obnażaniem, odzieraniem z intymności, krzywdą dla bohaterki. Nikomu nie wolno odbierać godności. Zamieściłam to, co miało wpływ na życie Haliny, jej los, wybory, decyzje itd. Myślę, że trochę pikanterii zyskała dzięki rodzinie, która zgodziła się rozmawiać otwarcie, a nie zamiatać niewygodne rzeczy pod dywan. […]


 

Pełen wywiad z Anną Kamińską znajdziecie w najnowszym, tatrzańskim numerze GÓR

 

 

Książka HALINA. DZIŚ JUŻ NIE MA TAKICH KOBIET. OPOWIEŚĆ O HIMALAISTCE HALINIE KRÜGER-SYROKOMSKIEJ dostępna jest w naszej księgarni – KsiążkiGór.  

 

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Goryonline
 
2019-10-15
Tylko w GÓRACH
 

W najnowszych GÓRACH (269): „Korona Gór Polski na szybkości”

Komentarze
0
 
Maciej Piera
 
Maciej Piera
 
2019-10-02
Tylko w GÓRACH
 

Jaki czekan w góry? Radzi Maciej Ciesielski

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2019-09-27
Tylko w GÓRACH
 

W najnowszych GÓRACH (269): „Nanda Devi East 1989”

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2019 Goryonline.com