facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2010-08-17
 

Trekking dookoła Manaslu

Nepal od zawsze mnie przyciągał. Ten niewielki kraj leżący u stóp najwyższych gór świata jest miejscem magicznym. Nie dość, że można się tutaj wspinać na szczyty ośmiotysięczne, latać na paralotni, spływać rwącymi rzekami, to można zwyczajnie chodzić po górach. Kraj ten oferuje najpiękniejsze na naszym globie piesze trasy trekkingowe.
Tekst: Marek Bytom

Nepal
od zawsze mnie przyciągał. Ten niewielki kraj leżący u stóp najwyższych gór świata jest miejscem magicznym. Nie dość, że można się tutaj wspinać na szczyty ośmiotysięczne, latać na paralotni, spływać rwącymi rzekami, to można zwyczajnie chodzić po górach. Kraj ten oferuje najpiękniejsze na naszym globie piesze trasy trekkingowe. Dodając do tego bardzo urozmaiconą etnicznie i kulturowo społeczność jesteśmy w królestwie na dachu świata.

Po przemierzeniu najbardziej znanych tras trekkingowych pod Everestem i Annapurną zacząłem tutaj szukać czegoś nowego i innego. Trasa do bazy pod najwyższą górą świata jak i podążanie wzdłuż doliny Kali Gandaki pozostawiły u mnie niesamowite wrażenia. Lecz czując niedosyt i zbyt wielkie zagospodarowanie turystyczne tych zakątków świata chciałem zobaczyć coś innego. Przeglądając mapy Nepalu moją uwagę i zainteresowanie zaczął wzbudzać Manaslu. Zacząłem coraz głębiej czytać i zbierać informacje. Temat krążył za mną jakiś czas i w końcu postanowiłem zorganizować wyjazd trekkingowy dookoła tego szczytu ośmiotysięcznego. Zebrałem grupę znajomych i pojechaliśmy. Już w Polsce kontaktowałem się z moją znajomą agencją w Nepalu, aby przygotowała grunt pod wyjazd. W końcu po paru tygodniach przygotowań jesteśmy w samolocie. Lecimy przez Helsinki do stolicy Indii - Delhi. Potem już tylko krótki lot do Kathmandu i stajemy u wrót Himalajów.

Kathmandu jest fajnym miejscem. Osobę będącą pierwszy raz w Azji może trochę przerażać. Zgiełk, hałas, wszędzie słychać klaksony samochodów i motocykli. Po ulicach przemieszcza się mnóstwo ludzi, nie brakuje naciągaczy oraz sprzedawców oferujących nam różne rzeczy. Nad tym wszystkim unosi się zapach palonych kadzidełek. Śpimy w turystycznej części miasta na Thamelu. Jest tutaj dużo miejsc z dobrym jedzeniem, knajpek z muzyką na żywo. Pierwsze dni pobytu to obowiązkowa wycieczka po najbardziej znanych zabytkach w stolicy Nepalu. A więc koniecznie zobaczyć musimy stare miasto, wejść po długich i stromych schodach do świątyni małp oraz odwiedzić największą stupę buddyjską - Bodhnath. Jeden dzień poświęcamy na załatwienie reszty formalności związanych z trekkingiem, zakupem gazu oraz innego potrzebnego sprzętu. Po trzech dniach spędzonych w mieście z samego rana pakujemy się do naszego wynajętego autobusu. Naszym celem jest kilkugodzinna jazda do dawnej stolicy Nepalu Gorkha. Towarzyszy nam bardzo sympatyczny przewodnik Lama oraz sześciu tragarzy. W sumie pierwszy raz korzystam z usług porterów oraz przewodnika. Niestety w rejonie Manaslu konieczne jest ich posiadanie.

Gorkha to bardzo ciekawe miejsce. Odwiedzamy klasztor znajdujący się na szczycie wzgórza. Po raz pierwszy podziwiać możemy całą grupę Manaslu o zachodzie słońca. Wydaje się nam bardzo odległa. Ale cóż, mamy prawie trzy tygodnie, aby się do niej zbliżyć, a nawet obejść ją dookoła. Kolejnego dnia rozpoczynamy naszą wielką przygodę z Górą Ducha. Taką nazwą określa się Manaslu. Pomimo, że towarzyszą nam tragarze, którzy niosą większość naszych bagaży, plecaki mamy obładowane. W sumie każdy z nas ma do noszenia po około 15 kg. No ale nie przyjechaliśmy się tutaj obijać, a trochę się spocić :)
 
Trasa wokół Manaslu jest przepięknie widokowa. Pierwsze dni trekkingu to wędrowanie wśród bujnej roślinności. Po drodze mijamy wioski - jakby czas się w nich zatrzymał w momencie ich powstania. To już mój czwarty trekking w Himalajach, ale pierwszy raz czuję, że poznaję prawdziwy Nepal. Nie ma tutaj ani hoteli ani schronisk, jak to ma miejsce po Everestem, Annapurną czy w dolinie Langtangu. Jest tutaj natura w czystej postaci. Już od pierwszego dnia śpimy we własnych namiotach oraz stołujemy się w miejscowych chatach. W sumie nasz jadłospis nie różni się niczym od tego, co jedzą Nepalczycy. A więc dziennie zajadamy dal bata czyli ryż z warzywami i soczewicą, na śniadanie tybetański chleb, jajka, czasem jakaś kaszka. Nasze posiłki urozmaicamy własnym prowiantem.
 
W albumie Jurka Kukuczki o Himalajach wyczytałem że: "Droga do bazy pod Manaslu prowadzi wzdłuż rzeki Buri Gandaki. Jest to jedna z najpiękniejszych dolin, jakie znam". Zgadzam się w zupełności z naszym największym himalaistą. Byłem już w różnych górach na świecie, lecz dolina u stóp Manaslu jest wyjątkowa. Sceneria zmienia się codziennie. Mamy tutaj wspaniałą bujną roślinność, przepiękne wodospady, strome strzeliste ściany oraz pięknie ośnieżone i zalodzone szczyty.
Podczas naszej trasy wspięliśmy się na wysoką przełęcz Larka La, skąd podziwiać można wspaniałą panoramę Himalajów. Na długi czas pozostaną w mojej pamięci obrazy, dźwięki oraz zapachy z tego trekkingu. Każdy, kto szuka prawdziwego Nepalu, powinien zawitać w ten rejon, póki jest on jeszcze tak dziki.
Niestety i tam kiedyś dojdzie do zagospodarowania turystycznego, więc straci się tutaj ten magiczny klimat.

Manaslu - 8156 m.

W spisie Indyjskiej Służby Topograficznej był szczytem XXX, początkowo nazywany Kutang I. Obecna nazwa Manaslu pochodzi z sanskryckiego słowa manasa oznaczającego ducha bądź duszę. Jest  jednym z  najpóźniej  zbadanych  ośmiotysięczników. Leży około 70  kilometrów na wschód od Annapurny. Pierwszej dokumentacji fotograficznej dokonał w roku 1950  Toni  Hagen podczas przelotu  samolotem. W  tym samym roku pierwsi badacze Brytyjscy dotarli pod szczyt. Ocenili oni, że do atakowania szczytu mogły się nadawać jedynie wschodnie stoki góry. Spostrzeżenia Brytyjczyków potwierdzili dwa lata później Japończycy, którzy obrali Manaslu jako cel wyprawy narodowej. Pierwsza wyprawa japońska w 1953 osiągnęła wysokość 7750 m. Mimo dużej determinacji próba zdobycia szczytu podjęta w 1953 roku nie przyniosła powodzenia. Himalaiści nie mieli odpowiedniego wyobrażenia o ogromie masywu i długości całej drogi. Mimo założenia dziewięciu obozów okazało się, że obóz szturmowy stał za daleko od szczytu i próba jego zdobycia załamała się 400 metrów poniżej wierzchołka, na olbrzymim plateau leżącym u podnóża kopuły szczytowej. Również kolejne dwie wyprawy w  1954 i 1955 roku nie przyniosły powodzenia i dopiero czwarta z kolei zakończyła się sukcesem. 9 i 11 maja 1956 r. wierzchołek  Manaslu osiągnęło czterech alpinistów japońskich.

Etapy trekkingu  

  
Dzień 1. Gorhka (1100 m) - Khanchok (1100 m) 
A więc pora wyjść w góry. Z obładowanymi plecakami wyruszamy z centrum Ghorki na szlak naszej wędrówki. Pierwszy etap krótki - zaledwie czterogodzinny. Ale pierwsze dni trekkingu muszą być takie, aby się rozchodzić. Po drodze mijamy parę wiosek, w których ludzie jakoś dziwnie się na nas patrzą. Chyba z powodu naszych dużych plecaków. Etap zakańczamy na łące z pięknym widokiem na grupę szczytów Annapurna. Stołujemy się w miejscowej chacie. Zajadamy się pysznym ryżem z warzywami tzw. dal - batem. 
 
Dzień 2. Khanchok (1100 m) - Arughat Bazar (490 m) 

Etap bardzo  podobny do wczorajszego. Pięciogodzinny marsz wśród pól uprawnych oraz łąk. Co chwilę przechodzimy przez wioski, gdzie mile nas witają. Etap kończymy w sporym miasteczku Arugat Bazar. Rozkładamy swoje namioty niemalże w samym jego centrum, czym wzbudzamy zainteresowanie miejscowej ludności. 
 
Dzień 3. Arughat Bazar (490 m) - Soti Khola (710 m) 
Z Arughat Bazar trasa trekkingu będzie wiodła doliną rzeki Buri Gandaki niemalże aż do jej źródeł. Jest bardzo upalnie. Po drodze mijamy piękne wodospady. W jednym z nich niemal wszyscy szukają schodzenia. A więc jest i kąpiel i opalanie się. Etap kończymy na polu, gdzie wszędzie rosną bananowce. Tradycyjnie na kolację ryż. 
 
Dzień 4. Soti Khola (710 m) - Machma Khola (890 m) 

Z Soti schodzimy do koryta rzeki Buri Gandaki, by potem wspiąć się zalesionymi, a miejscami skalistymi i urwistymi zboczami do kolejnej wioski. Pojawiają się pierwsze widoki na ośnieżone szczyty, które wydają się być już blisko. Wszędzie podziwiać możemy poletka ryżowe. Późnym  popołudniem dochodzimy do sporej wioski Machma Khola, gdzie z trudnością znajdujemy miejsce na biwak.
Na kolację ryż, warzywa i soczewica. 
 
Dzień 5. Machma Khola (890 m) - Lauri (1140 m) 

Nasze śniadania też wiele się nie różnią. Jemy takie same produkty co miejscowa ludność. W tym rejonie nie ma wygodnych schronisk ani restauracji, jak to jest na większości tras trekkingowych w Nepalu. A więc każdego dnia mamy jajka, tybetański chleb, kaszkę oraz musli. Oczywiście mamy zapas swojego jedzenia zabranego w kraju, ale zostawiamy go na dalsze etapy, gdzie już nie będzie można nic u miejscowych kupić. Dzisiejszy etap niewiele się nie różni od pozostałych. Raz z górki, raz pod górkę. Póki co jesteśmy jeszcze dosyć nisko. Przekraczamy rzekę Buri Gandaki po stumetrowym wiszącym moście. Przejście robi wrażenie. Natomiast nasze miejsce noclegowe jest wymarzone. Nasze namioty otaczają  przepiękne skalne ściany - czuję się jak na tatrzańskim biwaku. Na kolację udaje nam się zdobyć u miejscowych parę kilogramów ziemniaków. Smakują cudownie. 
 
Dzień 6. Lauri (1140 m) - Philim (1570 m) 

Etap bardzo krótki. Po prawie tygodniu spędzonym w górach należy się mały odpoczynek. Po trzech godzinach wędrówki dochodzimy do sporego miasteczka Philim. Rozbijamy się w jego centrum na łące. Oczywiście nie możemy sobie darować, aby się nie powłóczyć. A  więc odwiedzamy świątynię oraz miejscową szkołę. Na kolację zajadamy się makaronem z warzywami oraz ziemniakami. Choć na trochę udaję się nam odpocząć od ryżu. 
 
Dzień 7. Philim (1570 m) - Bihi (2130 m) 

Od dziś zdecydowanie szlak wznosi się coraz wyżej. Opuszczamy wioskę przez pola kukurydzy i prosa. Sceneria zmienia się, teraz rzeka Buri Gandaki płynie urwistym kanionem, a szlak wznosi się powyżej. Często musimy jednak tracić wysokość i schodzić niżej, by znów mozolnie odzyskiwać metry. Nocujemy na małym skrawku płaskiej łąki, przy małym  nepalskim gospodarstwie. Wracamy do tradycyjnego ryżu na kolację.

Dalsza część relacji na stronie Marka: http://www.marek.bytom.pl/relacjamanaslu22008.html
 Trekking dookoła Manaslu
 
Goryonline
 
2018-11-07
HYDEPARK
 

Nowe „Tatry”. Góry, wolność i niepodległość

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-10-19
HYDEPARK
 

Film „No Trace Tatra” na jesiennych festiwalach

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-10-16
HYDEPARK
 

Wanda Rutkiewicz. Jeszcze tylko jeden szczyt

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com