facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2009-03-12
 

TINOS - Siedziba Bogów

Grecka wyspa na Morzu Śródziemnym, tysiące bloków skalnych, idealny rejon na zimę. Krótko mówiąc: podarunek od bogów dla wspinaczy.

Tekst i zdjęcia: Christian Pfanzelt
Tłumaczenie: Piotr Górka

Buldering w środku stycznia. Nie ulega wątpliwości, że jest to możliwe. Również u nas, w Bawarii. Nie można tylko być zbyt wrażliwym. Można sobie odmrażać tyłek przy minusowych temperaturach w jakiejś leśnej dziurze w Allgäu, ryzykując zarazem odmrożenie opuszków palców. Nie ma problemu. Osobiście wolę jednak o tej porze roku wybrać się na tury. Błękitne niebo, słońce, wspaniały górski świat, wyciskające siódme poty podejście, a podczas zjazdu puch lekki jak wata cukrowa. Odmrożenia wykluczone. Jednakże bywa też tak, że z uwagi na wykonywany zawód nie zawsze można wybrać sobie miejsce pracy.

Gdy Andreas Bindhammer zadzwonił do mnie, nie musiał mnie długo przekonywać o walorach Tinos, nowego topowego europejskiego rejonu bulderowego. Grecka wyspa na Morzu Śródziemnym, tysiące bloków skalnych, idealny rejon na zimę. Krótko mówiąc: podarunek od bogów dla wspinaczy. Poza tym są naprawdę gorsze rzeczy niż wykonywanie swojego zawodu na słonecznej greckiej wyspie.


Christiana Bindhammera pojedynek z Kreativity 8B...



Kilka dni później siedzimy we trójkę, tzn. Andreas i Christian (Chri) Bindhammerowie oraz moja skromna osoba w Airbusie A320, który leci w kierunku Aten. Pod nami rozpościera się wspaniała panorama zapraszających na tury Alp.

Głównym eksploratorem wyspy obok kilku Greków jest Harry Röker, przyjaciel Bindhammer Brothers. Harry i jego ekipa byli na Tinos już ubiegłej zimy i otworzyli wiele pierwszych „niegreckich” bulderów. W tym roku Harry przebywa samotnie na wyspie już od ponad dwóch tygodni. I nie próżnuje.

Nasz lot nie trwa długo. Po dwóch godzinach lądujemy w Atenach w samo południe. Nie należy się jednak cieszyć zawczasu. Dojazd na miejsce przeciąga się. Prom dobija do portu w Rafina dopiero o 16.00. Docieramy na Tinos w pół do dziewiątej wieczorem. Jesteśmy na nogach od prawie 16 godzin i w związku z tym odpowiednio czujemy się odpowiednio zmęczeni. W międzyczasie zrobiło się zupełnie ciemno. Nie mamy pojęcia, gdzie się znajdujemy.

Jednakże Harry wita nas dokładnie w miejscu, do którego przybiliśmy, pozbawiając nas wątpliwości co do sensowności naszych działań. Z otwartymi ramionami i promiennym uśmiechem woła „Witamy w bulderowym raju Tinos”. Brzmi to wszystko nieco śmiesznie: opuściliśmy nasze rodzinne Alpy, oddalamy się od gór coraz bardziej, od dobrych czterech godzin kołyszemy się na promie i nagle mielibyśmy znaleźć się w bulderowym raju? W każdym bądź razie póki co ani śladu głazów. Pierwszy komentarz Chrisa: „przynajmniej w kwestii pogody wygląda to zdecydowanie lepiej niż podczas naszych treningów z drużyną narodową w Fontainebleau”. Na szczęście miało się okazać, rzeczywistość wyglądała…. o wiele, WIELE lepiej.


Andreas Bindhammer na Strandpirat 5C...



Następnego ranka szybko przemierzamy okolicę. Jazda z południowego wybrzeża na północne zajmuje nam jedynie 25 minut. Przy powierzchni wyspy wynoszącej ok. 200 km2 przemieszczanie się nie jest większym problemem. Wszystkie buldery znajdują się w północnej części wyspy. Byliśmy ich ogromnie ciekawi. Harry jest pełen euforii, w końcu jesteśmy pierwszymi gośćmi na „jego” bulderowej wyspie. Pierwszy rejon nosi nazwę Livada Beach i coś w sobie ma – to płaskowyż usiany głazami idealnymi do uprawiania bulderingu, bezpośrednio nad morzem. Wspaniałe formacje skalne, wyglądające jakby sam bóg mórz Neptun wyrzucił je z głębin Morza Egejskiego. Widok jak z bajki; nierzeczywisty i piękny zarazem.

Po krótkiej rozgrzewce chłopcy zabierają się na poważnie do roboty. Harry pokazuje nam swój bulder, z którego jest szczególnie dumny. W ubiegłym roku udało mu się go pokonać startując z pozycji stojącej. The She 8A+. Brakuje jednak jeszcze startu z siadu. Bracia Bindhammerowie powinni sobie poradzić z tym problemem, ponieważ mocy im nie brakuje. Niesamowicie atletyczna, trójwymiarowa wspinaczka w dachu, zakończona sekwencją w rysie wymaga od potencjalnych pogromców pełnego zaangażowania: odpowiedniego spręża, wykorzystania stopni, zmysłu orientacji, gibkości i siły maksymalnej.

Warunki są prawie optymalne. Moi trzej królowie bulderingu życzyliby sobie tylko nieco więcej wiatru. Wówczas tarcie byłoby jeszcze lepsze. Chris wymyśla genialny układ ruchów do startu z pozycji stojącej. W ten sposób pierwsza część problemu stosunkowo szybko zostaje pokonana przez obu braci. Pozostaje jeszcze kwestia startu z siadu. Podczas gdy Christian i ja jesteśmy zajęci fotografowaniem, rozlega się mrożący krew w żyłach krzyk. Mnie prawie wypada aparat z ręki, Christian sięga w próżnię. „Albo któryś z chłopaków coś sobie złamał, albo udało się zrobić start z siadu.” Na szczęście wydarzyło się to drugie i Harry nie posiada się z radości. W ten sposób powstał najtrudniejszy obecnie grecki bulder. Wycena opiewa na 8B, a problem nosi nazwę Kreativity. Dla Christiana i Andiego nie starczyło już niestety światła dziennego, ale to w końcu nie koniec naszego pobytu na wyspie...

Ciąg dalszy artykułu oraz więcej informacji o Tinos w: GÓRY, nr 4 (167) kwiecień 2008

Goryonline
 
Bartek Pasiowiec
 
Goryonline
 
2018-09-10
HYDEPARK
 

Burka w Nepalu nazywa się sari

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-07-31
HYDEPARK
 

Revelations

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-07-30
HYDEPARK
 

Magazyn TATRY (nr 65)

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com