facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2011-12-28
 

Sella - perełka Costa Blanca

Nieuchronnie zbliża się okres pierwszych zimowych wyjazdów w poszukiwaniu ciepła zarówno z powietrza jak i ze skały. Pierwsze odważne ekipy już wybyły w celu spędzenia Sylwestra w tradycyjnym już chyba na tę okazję rejonie dla Polaków, czyli boulderowym Fontainbleau. Jeżeli jest szansa, że wykroi Wam się dłuższy urlop i z chęcią poświęcilibyście go na wspinanie z liną, zapraszam do zapoznania się z moimi propozycjami. Dzisiaj będzie o Selli.

Dojazd - Zakupy


Wydaje mi się, że dla każdego wspinacza, który po cichu liczył na zimowy wyjazd typu low budget, jesień 2011 przebiegła pod znakiem regularnej irytacji. Niby nic się na pierwszy rzut oka nie zmieniło, wyszukiwarki połączeń działają tak samo, strona znienawidzonego Ryanaira chodzi jak dawniej, ale jednak czegoś brakuje. Brakuje połączeń. A jak już się jakieś znajdą, nam z kolei zaczyna brakować cierpliwości i powietrza. 1200 zł. Tyle przez pewien okres trzeba było zapłacić u taniego przewoźnika za lot do Malagi i z powrotem w pierwszej połowie lutego.

Podobne ceny proponowała zdecydowanie wiarygodniejsza Lufthansa, szkoda, że z 5-godzinną przesiadką. Nie lepiej przedstawiała się częstotliwość lotów i ceny do Barcelony czy Reus. Wyjątkiem nie było też Alicante. A to właśnie do tego przepięknego nadmorskiego miasta należy kierować się, gdy za nasz cel obierzemy sobie Sellę. Pocieszeniem może być fakt, że jeśli już wydamy znacznie więcej niż przewidywaliśmy na nasz podstawowy transport drogą powietrzą, kolejne koszty przejazdu są już zdecydowanie do przełknięcia. Z Alicante kursuje bowiem podmiejska kolejka zahaczająca o takie miasteczka jak El Campello, La Vila Joiosa, Cruenta aż po Benidorm.

Nowoczesność kolejki wcale nie idzie w parze z drogimi biletami i za przejazd do Hiper Finestrat (tu najlepiej wysiąść), zapłacimy po max kilka euro na głowę. Hiper Finestrat to takie podmiejskie centrum handlowe i jednocześnie ostatni moment, żeby zrobić większe zakupy żywnościowe. W samej Selli, jeżeli już natrafimy na otwarty sklep to wyglądem i asortymentem przypomni on Wam podobne mini "markety", jakie znaleźć możemy we wszystkich małych westowych miasteczkach, będących ostatnimi bastionami cywilizacji na drodze w skały. Z Finestrat zdani jesteśmy już tylko na łaskę kierowców jadących w kierunku Selli. Na szczęście, ruch jest tam duży, a i drogowskaz na Sellę znajduje się niedaleko, dzięki czemu zachodzi duże prawdopodobieństwo, że szybko złapiemy odpowiadający nam transport, np. w postaci roześmianego lekko podchmielonego Czecha.

Niezmiennie dobrą opcją jest również wypożyczenie samochodu, co w Hiszpanii nie jest w sumie aż tak drogie. Jednak, gdy skonfrontujemy tę możliwość z faktem, że do poruszania się po samej Selli auto jest nam zbędne, pomysł wydaje się finansowo po prostu bez sensu. I o ile nie jedzie z nami nowo narodzony adept sztuki wspinaczkowej lub nie zamierzamy eksplorować pobliskich, o wiele mniej atrakcyjnych rejonów, taki manewr jest zupełnie nieopłacalny.

Spanko - Przewodnik

Sella, czyli jeden z wielu rejonów wspinaczkowych znajdujących się wzdłuż wybrzeża Costa Blanca, jest zdecydowanie najlepszym wyborem, zarówno pod wzgledem ilości dróg, jak i ich jakości. Do tego wystarczy tak naprawdę rzut oka na przewodnik. A skoro już o nim mowa to do wyboru mamy dwie opcje: Rockfax Costa Blanca, gdzie znajdziemy również topo pozostałych spotów, takich jak Aventador czy Gandia oraz wyrabiany chałupniczo przewodnik najlepiej zorientowanego w rejonie lokalsa imieniem Armando, który jest jednocześnie właścicielem i zarządcą jedynego pod skałami wspinaczkowego Refugio.

Po uroczym domku z przylegającym do niego ogrodzie, pełniącym funkcję pola namiotowego nie należy spodziewać się za wiele. A przynajmniej nie więcej niż browarek za 1 euro :-) Armando robi jednak wszystko, by umilić czas swoim klientom, a że jest bez wątpienia człowiekiem postępowym, stara się również wychodzić naprzeciw wszelkim potrzebom i w tym celu zaopatrzył się w obszerną biblioteczkę rozmówek hiszpańsko-....no właśnie, jakich tylko chcecie:), co z roku na rok skutecznie powiększa jego zasób słownictwa i podstawowych zwrotów w prawie każdym europejskim języku. Alternatywą dla spania w domostwie Armanda jest rozbicie namiotu w lasach gdzieś na przeciwko pierwszych pionowych sektorów. Oczywiście nie należy się z tym obnosić, a i wypada utrzymywać nienaganny porządek na wypadek niespodziewanej wizyty jakiegoś lokalsa.

Wspinanie

Wspinanie w Selli dzieli się na "coś dla łydek" i "coś dla ramion". Niestety, z naciskiem na to pierwsze. Jeśli preferujecie techniczne giełganie po oblaczkach i krawądkach ucieszą Was duże ściany absolutnego pionu z długimi przyjemnymi drogami, zarówno łatwiejszymi, jak i sięgającymi prawie ósemkowych trudności.

Wielbicielom zgięcia, dynamiki i kaloryferów polecam Wildside, czyli oddalony o 15 min drogi mur skalny z długimi wywieszającymi się drogami po pozytywnych chwytach. Na uwagę szczególnie zasługują tu takie pozycje jak Oceano, Black is black, Watermark, Ergonometria, Keep the faith czy chyba najpiękniesza droga całego rejonu, długa, prowadząca systemem kaloryferów - Ya somos Olimpicos za 7b+. Kluczowym mankamentem sektora jest jednak temperatura. Ściana posiada wystawę północną, praktycznie cały czas schowana jest w cieniu, wieją na niej silne wiatry i w konsekwencji odczujemy znaczną różnicę temperatur w porównaniu do pozostałych sektorów.

Jeżeli zatem nie wstrzelicie się w warun, co ostatnio zdarza się dosyć często, niezależnie od miejsca i analizy pogody z ostatniej dekady, na Wildsidzie możecie zakosztować nawet i hiszpańskiej zimy. I nie mówię tu o 12 stopniach ciepła i chłodnym wiaterku, tylko o regularnym śniegu (patrz zdjęcie nr 1). Dla porównania warto przejść się pod ścianę znajdującą się na przeciwko Wildside`u. Vips jest na pewno jedną z mniej imponujących skał w okolicy, służy jednak za dobry grzejnik podczas słonecznych dni, których ciepła i tak nie odczujemy podczas wspinania w "lodówce" naprzeciwko. Za ciekawostkę może uchodzić fakt, że Wildside znajduje się tak naprawdę na prywatnym gruncie, co zaczynamy podejrzewać już przy przekraczaniu sporej bramy u podnóży sektora. Dom właściciela widać w oddali na jednym z okolicznych wzgórz, a o nim samym wiadomo tylko tyle, że wykazał się zaskakująco dużym sercem i dobrą wolą, oficjalnie pozwalając wspinaczom na korzystanie z niewątpliwych dobroci potężnych kaloryferów i tolerując nieuniknione wybuchy złości i rozpaczy, najwyraźniej bardzo dobrze słyszalne podczas popołudniowej siesty na ganku.

Niemniej jednak, dobroczyńca prosił łojantów już parę razy o spokój i kolejne ekipy starają się szanować jego stanowisko w obawie przed zamknięciem sektora, co już raz podobno uczynił. Teoretycznie należy też stosować się do zasady "No Kaka", o którą rzekomo również odbyło się parę sporów. Dróg w Selli z roku na rok ciągle przybywa, czego najlepszym dowodem może być stan przewodnika Armanda, który po powrocie do Polski zwrócili nam w zeszłym roku nasi znajomi. Strony pokreślone są od dorysowywania coraz to nowych linii czy wariantów już istniejących. Plusem jest, że Hiszpan dba o ciągłe aktualizacje i po przyjeździe na miejsce dostaniecie raczej nową wersję topo lub skrupulatnie sporządzone appendixy na osobnych kartkach.

Rest

W dni restowe najlepiej przestopować do Alicante. Z własnego doświadczenia wiem, że morze, plaża i palmy dają niezłą odskocznię od ciągłego widoku skał. Podczas naszego pobytu w lutym, temperatura wody była na tyle znośna, że paru śmiałków zdecydowało się na szybką kąpiel (patrz zdjęcia nr 7). Po Alicante warto się po prostu przejść, zwłaszcza po promenadzie wzdłuż morza (szkoda tylko, że równolegle do niej biegnie wylotówka z miasta:P) oraz rynku z ratuszem i okolicach. Oprócz tego znajdziemy tam wszystko, czego nam potrzeba - markety, piekarnie, wifi itd. Oczywiście trzeba brać pod uwagę dzień tygodnia i nieobliczalną hiszpańską siestę.
Drugą opcją jest chillout w samej Selli, np. w jednym z kilku klimatycznych barów prowadzonych przez Anglików. Jeśli jeszcze traficie na transmisję z meczu, to emocje gwarantowane.

Co jeszcze warto wiedzieć

Zarówno samo miasteczko Sella, jak i okoliczne wioski to teren zasiedlony w dużej mierze przez angielskich emerytów, którzy na stare lata, zresztą bardzo słusznie, wypowiedzieli zdecydowane veto chłodno-wilgotnemu klimatowi wyspy i przeprowadzili się do Hiszpanii, by ogrzać trochę spracowane kości. Jakie płyną z tego korzyści dla nas jako wspinaczy? Ano takie, że wyżej wspomniani rezydenci są, można by powiedzieć, wspinaczkowo udomowieni. Znaczy to tyle, że nie powodują wypadku ze strachu przed zakapturzonymi brudnymi postaciami na drodze, a nawet chętnie podwożą je do większych miejscowości, korzystając tym samym z okazji, by uciąć sobie miłą pogawędkę o urokach rejonu i temperaturze morza.

Większość z nich prowadzi mniejsze lub większe kafejki i restauracje oraz wynajmuje przyjezdnym pokoje w swoich obszernych domach. A ponieważ nastawieni są na komunikację z lokalną ludnością, nie tylko wykażą tolerancję dla Twojego fatalnego akcentu, ale również postarają się dostosować swoją wymowę do potrzeb rozmówcy. Tym samym, uzyskanie najistotniejszych informacji nie stanowi większego problemu, jak to często bywa w przypadku obcokrajowców, żyjących w przekonaniu o wyższości swojego języka nad całą resztą.

Rozważajcie za i przeciw i ogarniajcie loty, a już niedługo kolejna propozycja - tym razem tureckie Geyikbayiri, czyli rejon, który jest dla mnie odkryciem wspinaczkowym tego roku :-)

Jeżeli macie natomiast jakieś pytania, co do logistyki, wspinania bądź innych rzeczy, o których zapomniałam wspomnieć w tekście, piszcie proszę na forum goryonline.com lub na mojego maila: monikamlodecka@gmail.com, postaram się na wszystko jak najszybciej odpowiedzieć.

Pozdrawiam,

Ryba
 warun na Wildsidzie
 Ya somos Olimpicos
 Watermark
 Watermark, fot. Ola Przybysz
 klimaty :)
 
 grzanko na Vips
 kąpiel
 8a+ na Vips
 łoi Adaś
 jest potencjał
 
 obleci, no nie?:)
 Sella
 chillout
 Sella z góry
 na wypadek jakbyś się zgubił
 
 wbrew pozorom, Ciemny zgina głównie łydę
 Alicante
 
Bartek Pasiowiec
 
Goryonline
 
2018-09-10
HYDEPARK
 

Burka w Nepalu nazywa się sari

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-07-31
HYDEPARK
 

Revelations

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-07-30
HYDEPARK
 

Magazyn TATRY (nr 65)

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-07-24
HYDEPARK
 

Elizabeth Hawley. Strażniczka gór

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com