Proszę czekać...
facebook
 
baner
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
baner
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2007-08-30
 

Podsumowanie Alpinus K2 Expedition 2007

Jedno jest pewne. Niedługo chcemy wrócić na zachodnią ścianę K2. Bo tegoroczne wejście tylko zaostrzyło nasze apetyty. W przyszłym roku pewnie się nie uda, ale może za dwa lata…



Zaledwie 4 dni po zdobyciu szczytu Nanga Parbat byliśmy gotowi do dalszej drogi. 19.07.2007 z samego rana nasza trójka (Dodo Kopold, Peter Hamor i ja) ruszyła do Chilas. Dzień później siedzieliśmy już w gorącym Skardu i analizowaliśmy zdjęcia naszego kolejnego celu: wytyczenia nowej drogi na zachodniej ścianie K2. Podczas naszego dwudniowego pobytu okazało się, że Skardu jest bardzo ruchliwym miejscem - wracały powoli wyprawy z lodowca Baltoro, spod K2, Broad Peaku i Gasherbrumów. Wszyscy wracający byli zgodni co do jednego - w tym roku pogoda jest paskudna: cały czas sypie śnieg, wieją niespodziewanie silne wiatry i czasem ciężko wytrzymać nawet w bazie. Szczerze mówiąc mieliśmy nadzieję, że w sierpniu się poprawi, bo przecież nie może cały czas sypać…

Po dwóch dniach wypoczynku po Nandze wyruszyliśmy do góry. 28 lipca zakładaliśmy swoją bazę pod południową ścianą K2, na wysokości 4950 m. Przywitał nas oczywiście śnieg. Ale niezrażeni poszliśmy 31 lipca założyć bazę wysuniętą pod zachodnią ścianą - naszym głównym celem. Droga przez lodowiec Savoia okazała się całkiem przyjemna. Mimo ogromnych szczelin już po 4 godzinach staliśmy pod ścianą i patrzyliśmy na nasz wymarzony kuluar. Wnieśliśmy ze sobą po 15-18 kg sprzętu i jedzenia. Ściana zachodnia odsłoniła się nam na pół godziny, tak że mogliśmy zrobić kilka zdjęć i skryła się za chmurami. Stały też dwa namioty rosyjskie: potężna rosyjska wyprawa oblegała zachodnią ścianę już od końca maja - na szczęście ich celem nie była nasza droga.


www.alpinus.com.pl


Dzień później wróciliśmy do bazy po resztę rzeczy. Teraz zaczęła się najtrudniejsza część wyprawy: czekanie na kilkudniowe okno pogodowe, byśmy mogli zaatakować drogę. Po Nandze byliśmy świetnie zaaklimatyzowani. Teraz chcieliśmy iść po prostu do góry, bez zakładania obozów i schodzenia na dół. Przewidywaliśmy, że potrzeba nam na to około 5-7 dni.
Czas w bazie zaczął się dłużyć. Prognozy pogody nic nam nie mogły powiedzieć. Monsun z Bangladeszu stanął gdzieś w okolicy i nie chciał się ruszyć. Co oznaczało, że nikt nie może przewidzieć, czy pogoda się poprawi, czy pogorszy, dopóki monsun nie przemieści się gdziekolwiek. Codziennie rano witał nas deszcz albo śnieg. Pierwszy tydzień jeszcze jakoś siedzieliśmy spokojnie, ale potem zaczęliśmy się niepokoić. K2 nie widzieliśmy prawie w ogóle, zawsze skryte za chmurami. Kiedy się odsłaniało było całkowicie białe, a jego ścianami schodziły wielkie lawiny. Wszystkie wyprawy siedziały w bazie i czekały. Oprócz nas nową drogę chciało robić dwóch Amerykanów. Byli jeszcze w gorszej sytuacji niż my, bo na dobrą pogodę czekali już prawie 2 miesiące.

Mieliśmy czas i czekaliśmy. W kolejnym tygodniu powoli docierała do nas prawda - możemy nie mieć nawet szansy, by dotknąć K2. Pogoda była stabilna. Aż pewnego dnia przyszedł do nas David, Fabricio i Gerlinde i zaproponowali, byśmy razem z nimi ruszyli non stop w kierunku szczytu, tylko że południową ścianą - drogą Cesena. Bez namiotów i śpiworów. Miało się pojawić okno, a właściwie jedno, dwudniowe okienko pogodowe. Taki spontaniczny atak miał szansę powodzenia. Startowałoby 7 silnych osób, które mogłyby zmieniać się podczas torowania w głębokim śniegu. Poza tym wizja kolejnego wyzwania zaczęła nas bardzo interesować. Mieliśmy do wyboru leżeć cały czas w bazie, albo spróbować szczęścia.
Problem był tylko w tym, że mieliśmy cały sprzęt pod ścianą zachodnią. 9.08 poszliśmy zwinąć naszą bazę wysuniętą. 10.08 o godzinie 2 w nocy wyruszyliśmy z bazy głównej na drogę Cesena. W plecakach mieliśmy ciepłe ubranie, picie, trochę jedzenia. Zespół okazał się naprawdę silny, więc szliśmy w równym tempie. O godzinie 8 rano, po 6 godzinach wspinaczki osiągnęliśmy wysokość 6400 metrów, czyli miejsce obozu drugiego. Tutaj wypoczęliśmy 2 godziny i ruszyliśmy dalej. Przed 15-tą byliśmy na wysokości 7100 m w miejscu obozu trzeciego. Niestety pogoda zaczęła się psuć - przyszła mgła i lekki śnieg. Wieczorem ruszyliśmy mimo kiepskiej pogody do góry i o 2 w nocy byliśmy na wysokości 7750 m w okolicach Ramienia K2. To tutaj droga Cesena schodzi się z drogą normalną - drogą żebrem Abruzzich. Niestety zmęczenie dawało się powoli we znaki. Nasza trójka miała za sobą 3 bardzo krótkie noce i zwinięcie bazy wysuniętej. Mimo to o 6 rano wyruszyliśmy w kierunku szczytu. Razem z nami Gerlinde i David; pozostała dwójka się wycofała. Niestety na wysokości około 8000 m śnieg okazał się głęboki, pogoda psuła się dalej i dopadło nas zmęczenie. Cała piątka podjęła decyzję o ostatecznym odwrocie...

Tego samego dnia, po 42 godzinach od startu, byliśmy z powrotem w bazie. Kolejny krok w moim himalajskim doświadczeniu. Bardzo ważny. Przekonaliśmy się, jak pracują nasze organizmy podczas długotrwałego wysiłku i przekonaliśmy się również, że na niski ośmiotysięcznik (po aklimatyzacji takiej jak na Nandze) jesteśmy w stanie wejść w ciągu jednego dnia. No, ale K2 to nie niski ośmiotysięcznik, tylko góra, która jest uważana za jedną z najtrudniejszych. Nie udało się w tym roku...

Czekaliśmy jeszcze w bazie kolejny tydzień. Aż 17.08 dostaliśmy prognozę pogody, stwierdzającą, że do końca miesiąca nadal będzie sypać śnieg. Z ciężkim sercem podjęliśmy decyzję o zakończeniu wyprawy. Z jednej strony żal nam było zachodniej ściany, która nie dała nam w tym roku najmniejszej szansy. Z drugiej byliśmy zadowoleni z naszego szybkiego wejścia na 8000 m drogą Cesena. Zrobiliśmy całą drogę Cesena, która kończy się na wysokości 7800 m dochodząc do drogi normalnej na żebrze Abruzzich. A przede wszystkim okazało się, że nasz zespół jest bardzo zgrany i mam nadzieję, że przed nami sporo wspólnych wyzwań.

Jedno jest pewne. Niedługo chcemy wrócić na zachodnią ścianę K2. Bo tegoroczne wejście tylko zaostrzyło nasze apetyty. W przyszłym roku pewnie się nie uda, ale może za dwa lata…

Piotr Morawski
Alpinus Expedition Team

Źródło: www.alpinus.com.pl

Więcej informacji o wyprawach Piotra Morawskiego na: www.piotrmorawski.com

2007-08-30

(kg)
 

 

 

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Goryonline
 
2017-11-09
HYDEPARK
 

Ostatnia w koronie. Z archiwum Jerzego Kukuczki

Komentarze
0
 
 
Łukasz Kocewiak
 
2017-09-28
HYDEPARK
 

Aconcagua. W cieniu Śnieżnego Strażnika

Komentarze
0
 
Goryonline
 
Goryonline
 
Goryonline
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2017 Goryonline.com