facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2011-04-14
 

Nevado Coropuna (6425 m) - info

Trzeci szczyt Peru, wznosi się w Kordylierze Wulkanicznej ok. 150 km na pn.-wsch. od Arequipy.
Jest śnieżno-lodowym masywem o długości 20 i szerokości 12 km, z 50 km2 lodowców oraz
sześcioma wierzchołkami przewyższającymi 6000 m. Nikt jeszcze nie dokonał trawersowania wszystkich sześciotysięczników Coropuny.

Nevado Coropuna to masyw wciąż jeszcze słabo poznany, a informacje o wejściach w tym rejonie są skąpe i fragmentaryczne, podobnie, jak dane o wysokościach poszczególnych wierzchołków oraz ich nazwach.


Masyw Coropuny od południa. Fot. Marek Szpot

W rozmaitych źródłach odnotowałem kilkanaście wysokości głównego wierzchołka, które różniły się nawet o kilkaset metrów (!). Skromnie przedstawia się także obraz kartograficzny terenu. Nie istnieją żadne dokładniejsze mapy tego olbrzymiego obszaru, poza niedostępną dla cywilów peruwiańską mapą wojskową, której kopię udało nam się zdobyć. Oczywiście brak też jakichkolwiek przewodników alpinistycznych, zaś nieliczne internetowe relacje i opisy wejść na Coropunę roją się od błędów i sprzeczności. Nikt już co prawda nie twierdzi – jak w 1863 r. peruwiański geograf Paz Soldan – że Coropuna wraz z sąsiednią Solimaną (6093 m) to najwyższe szczyty Ziemi, wciąż jednak literatura i Internet pełne są chaotycznych i często kuriozalnych danych o tym masywie.

Coropuna nie przyciąga wzroku dramaturgią stromych ścian i strzelistych turni. Jest to wybitnie bałuchowata formacja z nielicznymi żebrami skalnymi, pokryta lśniącym płaszczem lodu i śniegu. I choć pozornie nie oferuje nadmiaru ekstremalnych wrażeń, to jednak – jak się okazało – jest znacznie bardziej wymagająca, niż na to wygląda.

Niewątpliwie najbardziej interesującym fragmentem masywu jest jego kulminacja pn.-zach. z najwyższym wierzchołkiem Principal, o zweryfikowanej już wysokości 6425 m, oraz wybitny szczyt górujący w pd.-zach. części masywu, zwany przez Indian Coropuną Apu – o wysokości
6356 m. Wysokość tego ostatniego, choć odbiega od wcześniejszych danych, można uznać za wiarygodną, gdyż ustaliliśmy ją pomiarem GPS na szczycie. Pokrywa się też co do metra z najnowszymi pomiarami udostępnionymi nam przez przewodników peruwiańskich. Oba te szczyty łączy dwukilometrowa grań z wciętą pośrodku szeroką, śnieżną przełęczą bez nazwy,
spod której spływa ku północnemu zachodowi największy, również nienazwany, lodowiec Coropuny.

Celem naszej wyprawy nie był główny szczyt Principal (6425 m), lecz znacznie ciekawsza Coropuna Apu (6356 m). Principal został zdobyty w 1911 r., zaś pierwszego polskiego wejścia dokonali w 1976 r. Bernard Koisar i Ryszard Dyga. Nie natrafiłem na żadną udokumentowaną wzmiankę o późniejszym wejściu Polaków. Dość liczne były natomiast wejścia alpinistów z innych krajów, a w latach 1989-93 Amerykanie prowadzili na szczycie zakrojone na dużą skalę badania glacjologiczne i klimatologiczne. Wejście na ten wierzchołek nie przedstawia problemów technicznych, choć wymaga sporej kondycji i dobrej aklimatyzacji. Czekan służy jednak wyłącznie do podpierania, lina zaś może się przydać tylko w wypadku wpadnięcia do szczeliny. Przy dobrej pogodzie można się uwinąć w kilkanaście godzin wraz z zejściem, startując z obozu poniżej granicy śniegów. Niedawno miałem okazję rozmawiać z Bernardem Koisarem o ich wejściu z 1976 roku i ze zdumieniem usłyszałem, że na całej trasie przez lodowiec, a później stokami góry, podchodzili wygodnie po twardych, gładkich „betonach”, nie napotkawszy nawet najmniejszego penitenta. Dziś, po 34 latach, cała ta trasa pokryta jest oceanem metrowych penitentów – jeszcze jeden dowód szybko zmieniającego się klimatu.
Szczyt Principal jest niemal niewidoczny od strony zachodniej, skąd prowadzą drogi podejścia przez kamienną pustynię z rejonu jeziora Pallacocha. Aby go ujrzeć, trzeba wspiąć się wysoko lodowcem lub na stoki Coropuny Apu.

Dlaczego wybraliśmy Coropunę Apu, a nie Principal lub któryś z pozostałych sześciotysięczników masywu? Jak już wspomniałem, uznaliśmy go za najciekawszy – a to z dwóch powodów. Nie najważniejszym z nich, ale istotnym był fakt, że na Coropunie Apu najpewniej nie stanął jeszcze żaden Polak. W każdym razie w ciągu dwóch lat poszukiwań
nie natrafiliśmy na żadną wzmiankę na ten temat. O ile więc z czasem nie pojawią się wiarygodne i udokumentowane informacje, które temu zaprzeczą, to nasze wejście pozostanie pierwszym polskim wejściem na ten sześciotysięcznik.
Jednak zasadniczym powodem zainteresowania Coropuną Apu była fascynująca legenda związana z tą górą. Z perspektywy tysięcy kilometrów kwadratowych skalnych pustkowi i jałowych wyżyn, otaczających masyw Coropuny, ten właśnie wierzchołek sprawia wrażenie
najwyższej, majestatycznej kulminacji i od niepamiętnych czasów – dla niezliczonych pokoleń Indian, zarówno w czasach Inków, jak i w dziejach kultur preinkaskich – stanowił świętą górę, zwaną Apu.

Na obszarze tym od kilkunastu lat pracują polscy i peruwiańscy archeolodzy, którzy w 2001 r. dokonali niebywałego odkrycia o randze tak doniosłej, jak odkrycie Machu Picchu. W miejscu zwanym Maucallacta, co w języku keczua oznacza Stara Osada, na wysokości ok. 3600 m odnaleziono główne sanktuarium Coropuny – sztucznie usypane wzgórze kształtem naśladujące sylwetkę doskonale widocznej stąd góry, otoczone ruinami ponad 200 budynków. Już w czasach preinkaskich przybywały tu wielotysięczne pielgrzymki Indian z ogromnych obszarów, tu znajdowała się „wyrocznia”, podobna do delfickiej, tu przez niezliczone stulecia skupiało się życie religijne, kwitła sztuka, kultywowano obrzędy, których kulminacją było składanie ofiar z ludzi, pozostawianych w górach, nierzadko w strefie wiecznych śniegów na wysokościach 5000-6000 m. Kilka takich mumii odnaleziono w tej okolicy, wśród nich na stokach pobliskiego Ampato (6288 m) słynną „Juanitę” sprzed 500 lat, będąca ozdobą muzeum w Arequipie. Wiele innych zmumifikowanych ciał bez wątpienia tkwi w lodzie lub skałach w niedostępnych zakątkach Coropuny. Do dziś w grocie Pumahuillca, na wysokości 4820 m, miejscowi pasterze czczą mumię sprzed setek lat, składając jej ofiary z liści koki i alkoholu domowej produkcji. Cudzoziemcy nie są tu mile widziani i tylko nieliczni przybysze z zewnątrz znają lokalizację tego miejsca.

Archeolodzy od lat penetrują trudno dostępne obszary wokół Coropuny, na których znaleźli już ponad 120 stanowisk związanych z życiem i kultem pradawnych mieszkańców tych ziem. Dziś nie ulega już wątpliwości, że Coropuna była jedną z najważniejszych świętych gór na całym obszarze Ameryki Południowej.
Pod nazwą Apu kryje się specyficzna, niezwykle ważna kategoria w religijności górali andyjskich, których całe życie związane jest ściśle z górami i bez reszty uzależnione od ich kaprysów klimatycznych. Apu to moc w najbardziej transcendentnej formie, utożsamiana z wybranymi górami, pokrytymi wiecznym śniegiem, który topiąc się, spływa w doliny życiodajną wodą. Góra Apu jest swoistą kondensacją mocy – tych życiodajnych, lecz także destrukcyjnych – od których zależy los człowieka. Przez tysiąclecia wytworzyły się w Andach fascynujące formy kultu, w wielu miejscach żywe do dziś, których sens odsłania wszechstronną więź człowieka z górami – nie tylko w wymiarze praktycznym, lecz także w sferze emocjonalno- estetycznej i religijnej. Kult gór to jedna z najbardziej archaicznych form religijności, a południowoamerykański kult Apu jest jego wzorcowym przykładem. Nevado Coropuna była jednym z najpotężniejszych Apu – w legendach Indian utożsamiana z miejscem, z którego wyszli ich przodkowie i do którego odchodzą duchy zmarłych. W myśl ich wierzeń wnętrze góry skrywa wspaniałe rajskie ogrody, a wśród pasterzy krążą opowieści o pomarańczach i grudkach złota znajdywanych w mętnych strumieniach lodowców. W kwitnącej niegdyś osadzie Maucallacty zaistniał jeden z fenomenów archaicznych religii świata – fizycznego upodobnienia sanktuarium do świętej góry. „Świątynie są replikami góry kosmicznej” – stwierdza cytowany na wstępie wybitny religioznawca Mircea Eliade. Coropuna to „góra kosmiczna”, pramatka, bogini, przed którą chyliły czoła niezliczone pokolenia Indian i którą opisywały XVI-wieczne kroniki hiszpańskich konkwistadorów. Ale Coropuna to także piękna i majestatyczna góra, emanująca specyficznym czarem i tajemnicą. Indianie wierzą, że jej tchnienie może sprowadzić „sopladurę del cierro” – dziwną i nieodwracalną chorobę psychicznego uzależnienia. Może ludzie „wybrani przez Coropunę” to jej współczesne ofiary? A może i my ulegliśmy jej przed dwoma laty, gdy po raz pierwszy zuchwale naruszyliśmy świętą przestrzeń góry. Odrzuciła nas wtedy, ale nie pozwoliła już o sobie zapomnieć.

Tekst: Mirek Mąka

GÓRY, nr 3 (202) marzec 2011

Goryonline
 
2018-10-16
HYDEPARK
 

Wanda Rutkiewicz. Jeszcze tylko jeden szczyt

Komentarze
0
 
Goryonline
 
Bartek Pasiowiec
 
Goryonline
 
2018-09-10
HYDEPARK
 

Burka w Nepalu nazywa się sari

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com