facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2012-06-28
 

Mont Blanc - relacja z wyprawy i poradnik

W tym opisie zawarliśmy wszystkie informacje, które - mamy nadzieje - pomogą naszym następcom. Korzystaliśmy z doświadczeń dwóch wypraw, organizowanych w nieco inny sposób, choć wejście tą samą drogą. Pierwsza nie była udana, z 4360m n.p.m. zawróciło nas załamanie pogody. Rok później zdobyliśmy szczyt.

Uczestnicy – autorzy relacji – czyli kim jesteśmy

Maciek – lat 34, wspinacz z 4-letnim doświadczeniem letnim i zimowym w Tatrach, skończył kurs wspinaczki skałkowej, oraz tatrzański letni i zimowy. Szef wyprawy.
Robert – lat 46, wujek Maćka, od 30 lat turysta beskidzki i tatrzański (tylko latem), bez doświadczenia we wspinaczce,
Grzegorz – lat 20, syn Roberta, turysta tatrzański od 5 lat, nie wspina się.

Droga: droga normalna, przez Tete Rouse, Goutier i Valot, od strony francuskiej.

Potrzebne umiejętności:

Kondycja fizyczna, która pozwoli pokonać codziennie od 700 do 1200 metrów w pionie, przez większą część drogi z plecakiem ważącym 15-20 kg, w zależności od ilości zabieranego jedzenia, wielkości namiotu itp. Dla porównania, 1000 metrów to 400 pięter w bloku. Czyli tak, jakby wejść 40 razy na 10 piętro z plecakiem zawierającym 15-20 litrów wody.

Dobra orientacja w terenie  - przynajmniej 50% członków zespołu powinno mieć niezły zmysł orientacji, który pozwoli zapamiętać drogę (w dużej części słabo oznakowaną lub nieoznakowaną), nie zgubić się w mgle itp.

Technika: radzenie sobie z liną wspinaczkową (węzły, asekuracja), umiejętność wyhamowania przypadkowego „ujechania” na zaśnieżonej grani czekanem, umiejętność „wyłapania” kolegi, który ujedzie w śniegu, umiejętność samodzielnego wychodzenia i wyciągania na linie innych osób ze szczelin lodowcowych, chodzenie w rakach po śniegu i zaśnieżonej skale o trudności Orlej Perci.   

Warianty i budżet

W zależności od budżetu możemy wyprawę zorganizować tanio (nie korzystać z kolejek i schronisk) lub drożej (korzystać z tych udogodnień – tak robi ok. 2/3 wspinających się).  Wersja tania wymaga ok. 50% więcej wysiłku niż najdroższa – nie tylko w sensie podejść, ale też niesienia większej ilości sprzętu, rozbijania i okopywania namiotów, marznięcia nocą (co utrudnia wypoczynek i dobrą aklimatyzację). 

Wariant tani zrobiliśmy rok temu. Zostawiliśmy samochód w Les Houches (1300) i poszliśmy piechotą do Bellevue (1800), a dalej wzdłuż Tramwaj du Mont Blanc do Nid D’Aigle (2372). Stamtąd zaczyna się droga na szczyt. Tego dnia doszliśmy jeszcze do ruiny baraku Forestiere  (chyba ok. 2700), gdzie zostaliśmy na nocleg. Drugiego dnia doszliśmy do Goutiera (3817), a trzeciego do Valota (4360), skąd zawróciła nas – jak i większość zespołów - fatalna pogoda.

Dziś z perspektywy czasu uważamy, że - oprócz pogody - zabrakło nam także aklimatyzacji. Niektórzy, by jej nabrać, robią jeszcze jeden nocleg w Valocie i dopiero potem atakują. Ale nocleg w Valocie jest mało przyjemny – to brudny, obskurny barak, w którym niejeden już wymiotował i załatwiał swoje potrzeby fizjologiczne. Do tego jest w nim zimno, jak w namiocie, bo to tylko dziurawy blaszak. No i nie wiadomo, ile osób wpadnie na podobny pomysł do naszego – czyli tłok może być spory.

Tym bardziej więc dziwimy się wyprawom komercyjnym robionym w 2 dni – pierwszy dzień na 3800, drugi na szczyt. Nawet jeśli wcześniej jest jednodniowa aklimatyzacja na 3800 (wjazd kolejką), to i tak jest to chyba za szybko dla 30-50% ludzi. Potwierdzają to opinie pracowników schronisk, z którymi rozmawialiśmy – ich zdaniem to trochę za duże tempo, wielu uczestników po drodze wymiotuje, ma zawroty głowy, a wystarczyłby 1 dzień dłużej…

Dlatego w tym roku wybraliśmy wariant drogi (ceny w nawiasach). Zanim w ogóle ruszyliśmy, pojechaliśmy wagonikiem Aiguille du Midi na 3800 (35 Euro w dwie strony) i tam aklimatyzowaliśmy się, chodząc do schroniska Cosmiques i z powrotem.  Ćwiczyliśmy przez 6 godzin chodzenie w rakach i asekurowanie się liną podczas upadku i ujechania. Wieczorem zjechaliśmy kolejką na dół do Chamonix. 

Drugiego dnia podjechaliśmy kolejką Telepherique do Bellevue (ok. 8 Euro w 1 stronę), dalej Tramwajem du Mont Blanc do Nid D’Aigle (2372) (chyba ok. 12 Euro w 2 strony) i doszliśmy tego dnia do Tete Rouse (3160). To samo można zrobić tanio, idąc piechotą od Les Houches, byle wyjść wcześnie rano. My rok temu wyszliśmy za późno i nie daliśmy już rady z baraku do Tete Rouse.

Trzeciego dnia doszliśmy szybko do 3817, Goutier. Tam odpoczęliśmy i poszliśmy aklimatyzacyjnie na 4300, po to, by zejść z powrotem na nocleg do Goutiera. Dzięki temu mieliśmy lepszy start na kolejny dzień (jak wiadomo najlepszą aklimatyzację osiąga się, podchodząc kilkaset metrów wyżej, a potem schodząc na nocleg).

Faktycznie, czwartego dnia zdobyliśmy szczyt bez żadnych problemów wysokościowych. Na pewno pomogło nam też to, że nocowaliśmy w schroniskach, a nie namiotach, więc byliśmy dużo bardziej wypoczęci (nie zmarzliśmy też) i nie marnowaliśmy czasu na robienie obozu. Nocleg w Tete Rouse i w Goutierze kosztuje 20 Euro, a dla osób z klubów wysokogórskich połowę. Tyle, że lepiej zrobić rezerwację telefoniczną, bo szczególnie Goutier i  szczególnie latem jest strasznie oblegany. W schroniskach można też dostać ciepły posiłek (7-15 Euro - zupy, omlety, obiady itp.). W Tete Rouse jest kuchnia, gdzie można gotować na własnym palniku. W Goutierze nie ma gotowania (zakaz – trzeba wyjść na zewnątrz), można sobie za to kupić wrzątek za 3,5 Euro litr. Można zostawić wieczorem w kuchni termos i w nocy (wyjście na szczyt jest o 2 w nocy) odebrać już nalany. 

Jeżeli ktoś ma pewność noclegu (rezerwacje) i spory budżet, może w ogóle nie brać namiotu, karimaty, śpiwora, kuchenki, gazu i jedzenia. Ale jest duże ryzyko – jeśli zepsuje się pogoda i będziesz musiał zostać na kolejną noc, a schronisko będzie pełne – pozostanie ew. tylko podłoga. Dlatego my byśmy nie poszli bez śpiwora i namiotu, nawet mając rezerwację. Jedzenie można kupić zawsze, więc tego można nie nosić.

Przy Tete Rouse biwakowanie jest legalne. Przy Goutierze zawsze było nielegalne, ale od tego roku (2005) ponoć faktycznie pilnują. Potwierdzać to może jedynie pośrednio nasza obserwacja: rok temu było kilkanaście namiotów przy schronisku, teraz tylko jeden i to 300 m od schroniska. 

Uwaga – jeśli rozbijamy namiot, zabezpieczmy go bardzo mocno. Najlepiej robiąc kotwicę m.in. 1 metr pod śniegiem, w twardym lodzie. Rok temu, w czasie gdy zespoły wyszły na szczyt, kilka namiotów wywiał wiatr – zabierając ludziom jedzenie, maszynki, śpiwory, karimaty i inny sprzęt. Na tej wysokości to tragedia. Bez sensu kotwiczyć kijami i czekanami – bo te wyjmiesz ze śniegu i zabierzesz na szczyt, a namiot pozostanie niezabezpieczony. Dobra metoda: zrobić wąską dziurkę metr w głąb, wcisnąć worek foliowy - taki na śmieci - dobrze dowiązany do sznurka, wlać do worka wody. Pracochłonne, ale gdy zamarznie – jest nie do ruszenia. A sznurek dowiązujemy do namiotu.

Dalszy ciąg na stronie: http://usmiechniety25.w.interia.pl/. 

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Goryonline
 
Goryonline
 
Goryonline
 
2018-06-05
HYDEPARK
 

Hajzer. Droga Słonia.

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-05-22
HYDEPARK
 

Nowe „Tatry”

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-05-21
HYDEPARK
 

Wielicki. Jeden dzień z życia

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com