facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS

W najnowszych GÓRACH (269): „Wrzesień w Pirenejach”

Padał mokry śnieg, przenocowałam w jakimś przypadkowym miejscu. Nie było tam nic ciekawego i już niemal położyłam się spać, kiedy chmury się lekko przetarły i na wprost mnie wyrósł cień pięknej góry. Na mapie zobaczyłam, że to Vignemale. Po zmierzchu temperatura spadła i namiot dosłownie w jednej chwili z mokrego zrobił się oblodzony. Stwardniał, zaczął szeleścić, odsłonięte poły wejścia przymarzły do boków. Był wrzesień.

Biwak pod Vignemale; fot. Katarzyna Nizinkiewicz

 


JESIENNA NOSTALGIA


Górne piętra doliny Marcadau. Bez planu szukam miejsc, w których jeszcze nie byłam. Mało ich, znam niemal całe Pireneje. Z rozpędu przywiezionego z Polski obiegam jeziorka Lac d’Embarrat, Lac du Pourtet i Lac Nère. Nie schodzę do schroniska Wallon, trawersuję pod Col de Cambalès. Znam ją, ale jesienna, pozbawiona śniegu jest inna niż zapamiętana z lata. Inny jest też Balaitus, teraz jakby skarlały, szary. Przebiegam przełęcz San Martin, najłatwiejsze zejście do Hiszpanii, omijam schronisko Respomuso i z nadzieją przejścia przez Gramo Nero ruszam w górę GR 11. To miejsce też znam tylko z zimy. Jesienią wszystko wydaje się ciemne, dziwnie ciasne. Słońce zachodzi bezbarwnie i po chwili blask odbity od chmur maluje wierzchołki jaskrawą czerwienią. Nierzeczywiście, jakby kończył się świat. Rozbijam namiot tam, skąd powinien odchodzić mój szlak – nieznakowany, więc nie mam pewności. Śpię bardzo długo. Budzę się zdziwiona. Jest ciasno, ciemno, chociaż dochodzi ósma. Wyglądam. Na namiocie leży śnieg. Jakieś 20 centymetrów.

 

Odpuszczam, schodzę w dolinę, przy Barranco Respomuso robi mi się żal, więc odbijam do stawów Ariel. Lubię je, lubię niedalekie Aremouit, ale nad Col de Palace siedzi burzowa chmura, sypie śnieg. Znów odwracam się na południe, schodzę do Sallent de Gállego, suszę się w barze, coś jem. Do nocy obchodzę jeszcze embalse de Lanuza. Wiatr przegania ostatnią chmurę. Rozbijam namiot w przydrożnych krzakach. Świecą gwiazdy i światła dalekich wsi. […]

 

Biwak pod Collado de Infierno; fot. Katarzyna Nizinkiewicz

 

CZERWONE OKIENNICE, GRANATOWE JEZIORA


Col de Mulleres. Zimą, kiedy byłam tu ostatnio z Josém, podejście było dość paskudne. Myśląc o tym, zagapiam się, automatycznie idę za kopczykami (które wcześniej tu nie stały) i znajduję się w nieznanym mi miejscu. Ścieżka, niepokazana na żadnej z moich map, wspina się skalistym żlebem. Wyraźnie widzę ślady deptania, są kopczyki. Nie chcę zawracać. Żleb wypłaszcza się w poszarpanym kotle. Śnieg, głazowisko, bardzo dziko. Wyżej spokojna przełęcz i skaliste zejście, nieoznakowane i miejscami strome, tuż pod ścianą Vignemale. Czyli to Col des Oulettes. Pojęcia nie miałam, że jest przechodnia! Z namiotu widzę lodowiec. Nad Vignemale przechodzi atmosferyczny front. Nietypowy, chmury z Hiszpanii. – W takim razie nie ma ucieczki przed deszczem – powie mi rano strażnik w schronisku Oulettes de Gaube.

 

 W drodze na Col de Culaus; fot. Katarzyna Nizinkiewicz

 

Przejście przez Col d’Arraillé jest łatwe, niepotrzebnie się go kiedyś bałam zimą. Pada, nie ma żadnych widoków. Schronisko Estom otwarte, wyziębione. Nie palą w piecu, dopiero jesień. Dostaję kubeczek wrzątku (nietypowo, jak u nas w Polsce), suszę nim przemoczone rzeczy. Słucham, że ktoś włamał się do schroniska zimą, niszcząc drzwi. Jest prywatne, niezobowiązane do oferowania sali zimowej. Próbuję tego kogoś tłumaczyć – może myślał, że walczy o życie? – chociaż trudno mi w to uwierzyć. Kiedyś zimą w Pirenejach bywali tylko bardzo szczególni ludzie. Tacy, którzy niczego nie niszczą. Żal mi, że to też się zmienia…

 

Schodzę, podchodzę do schroniska Russell. Chmury zostają w dolinie, wyżej jest sucho. Ścieżka łatwa, wspominam marzec, kiedy tu byliśmy z Josém. Niemal się poddaliśmy. Na wietrznej hali, która teraz okazuje się skalnym rumowiskiem, nie zauważyliśmy skrętu do lasu i chyba z godzinę szukaliśmy ścieżki w innych miejscach. Pamiętam, jak się ucieszyliśmy, widząc czerwone okiennice Russell... Jak tam było przytulnie i ciepło, zwłaszcza w porównaniu ze śniegową dziurą, która z braku namiotu mogłaby być naszym jedynym schronieniem... Teraz okiennice pokazują się trochę później. Las jest gęsty, liście dopiero żółkną. Wiem, że nie będę sama. W błocie odcisnęły się dwa męskie ślady. Schronisko jest obwieszone przemoczonymi ciuchami. W kominku płonie. Nocą przychodzą jeszcze dwaj Francuzi. Wszyscy znikają o świcie. […]

 

Tekst i zdjęcia: Katarzyna Nizinkiewicz

 

Więcej o jesiennej wędrówce w Pirenejach przeczytacie w najnowszym numerze GÓR (269), w naszym cyklu „Góry, gdzie pieniądze są zbędne”.

 

 

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Maciej Piera
 
2019-10-24
Tylko w GÓRACH
 

Ryszard Pawłowski o ostatniej wspinaczce Jerzego Kukuczki

Komentarze
0
 
Maciej Piera
 
Goryonline
 
2019-10-15
Tylko w GÓRACH
 

W najnowszych GÓRACH (269): „Korona Gór Polski na szybkości”

Komentarze
0
 
Maciej Piera
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2019 Goryonline.com