facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2014-07-08
 

Masherbrum - sukces i tragedia

Polacy na Masherbrumie – sukces w cieniu tragedii

 

Masherbrum, źródło: summitpost.org

 

W 1981 roku Polski Klub Górski zorganizował wyprawę na dziewiczy, mierzący 7806 m n.p.m., południowo-zachodni wierzchołek Masherbruma. Planowano wejście od południa. W składzie wyprawy znaleźli się Piotr Młotecki (kierownik), Józef Białobrodzki (lekarz), Marek Fijałkowski, Andrzej Heinrich, Janusz Lewandowski, Marek Malatyński, Przemysław Nowacki, Grzegorz Siekierski i Jacek Szczygieł.


Baza wyprawy stanęła w połowie sierpnia. Po miesiącu założone były już także obozy I, II, II i IV – ten ostatni na wysokości 6800 m n.p.m. 16 września wyszli z niego w kierunku szczytu Heinrich, Malatyński i Nowacki. Ze względu na odległość, świeży śnieg i trudności napotkane po drodze nie zdołali tego dnia osiągnąć wierzchołka. Po nocy spędzonej w jamie śnieżnej na przełęczy między wierzchołkami (ok. 7800 m) ruszyli w dalszą drogę. Do pokonania mieli kilkusetmetrową, ostrą grań. Trudy poprzedniego dnia i biwaku dały im się mocno we znaki. Na szczyt dotarli dopiero o 15.30. Pogoda była wyśmienita. Połączyli się z bazą i po 40 minutach zaczęli schodzić. Wydawało się, że mimo zmęczenia, są w nienajgorszej formie. 


O 18.30, kiedy zapadał zmierzch, u Malatyńskiego wystąpiło zaburzenie widzenia. Polacy poruszali się wówczas trudną, eksponowaną granią. Kiedy Heinrich – zaalarmowany przez Nowackiego – próbował wrócić, żeby pomóc kolegom, doszło do wypadku. Malatyński i Nowacki obsunęli się 10 m na stronę północną (w kierunku lodowca Baltoro), co spowodowało także niekontrolowany upadek Heinricha na stroną południową. Dzięki temu, że byli związani liną, która wytrzymała szarpnięcie, nie spadli w przepaść. W oficjalnej notatce sprawozdawczej z wypadku czytamy:

 

„Lina, która przechodziła w trawersie opierając się o występ śnieżny, nie mogła być użyta do ewentualnego podciągania usytuowanych niżej partnerów, gdyż zachodziła obawa urwania się niepewnego występu i groźba kolejnego upadku wspinaczy, tym razem znaczniejszego.

(...) Wiatr wiejący z dużą siłą od lodowca Baltoro utrudniał Heinrichowi kontakt głosowy z dwójką znajdującą się niżej. Na jego wołania, aby próbowali przejść na drugą stronę grani (do niego) na stok zawietrzny zdołał wyłowić zaledwie kilka słów Nowackiego: »spada mi z buta rak«, »nie rozumiem…«. (…)

Przy tym wszystkim Malatyńskiego i Nowackiego paraliżowała jakaś niemoc. Nie zdołali zdobyć się nawet na zrobienie sobie stanowiska asekuracyjnego. (…) 

Dojście Heinricha do dwójki przyjaciół – bez asekuracji – po zapadnięciu nocy było niemożliwe (teren zbyt skomplikowany i trudny). Po pierwszej próbie, która tylko dzięki zatrzymaniu się liny na występie śnieżnym nie zakończyła się lotem wahadłowym było oczywiste, że Heinrich nie może korzystać z liny przy zejściu” 

[P. Młotecki, Notatka sprawozdawcza wyprawy Polskiego Klubu Górskiego MASHERBRUM SW /7806 m/, Warszawa, dn. 20.10.1981 r., archiwum PKG].

 

Heinrich spędził noc na zawietrznej. Dzięki temu – mimo że nie miał śpiwora, kurtki puchowej ani płachty biwakowej – udało mu się przetrwać noc. Jego partnerzy nie mieli tyle szczęścia. Kiedy rano udało mu się zamocować linę i dojść do swoich towarzyszy, obaj już nie żyli. Z obozu IV z pomocą ruszył zespół wspierający, a z II wyniesiono tlen. Po 16.00 Heinrich dotarł do czwórki, a następnie w towarzystwie kolegów dotarł do bazy. Po zejściu przyznał, że do tej pory nie wspinał się na równie trudny szczyt w górach wysokich (a na koncie miał już wyprawy m.in. na Lhotse 1974, K2 1976, Kangczendzongę 1978, zimowy Everest 1980).

Janusz Kurczab, komentując błędy wyprawy, napisał:


„Taktyce wyprawy można było wiele zarzucić. Przede wszystkim – opóźnienie. Połowa września to nie jest pora, w której można bezkarnie atakować wysokie szczyty Karakorum. Panują tu już wtedy zbyt niskie temperatury i wieją bardzo silne wiatry. Przy niedostatecznej aklimatyzacji alpiniści mocno ryzykowali, decydując się na szturm ze zbyt nisko położonego obozu. Wystarczy porównać: pierwsi zdobywcy mieli do pokonania 220 m od ostatniego obozu, Polacy prawie 1000! W rezultacie za sukces zapłacili najwyższą cenę”.

[Kurczab J., Polskie Himalaje, t.5:Największe tragedie, Warszawa 2008]

 

 

Żródła:

Kowalewski Z., Paczkowski A., Karakorum. Polskie wyprawy alpinistyczne, Warszawa 1986

Kurczab J., Polskie Himalaje, t.5:Największe tragedie, Warszawa 2008

Młotecki P., Notatka sprawozdawcza wyprawy Polskiego Klubu Górskiego MASHERBRUM SW /7806 m/, Warszawa, dn. 20.10.1981 r., archiwum PKG

Goryonline
 
2018-01-27
GÓRY
 

Nanga Parbat - Pomoc w drodze!

Komentuj 0
Łukasz Ziółkowski
 
2016-05-12
GÓRY
 

Tragedia na Makalu - nie żyje dwóch Szerpów

Komentuj 0
Łukasz Ziółkowski
 
Łukasz Ziółkowski
 
Łukasz Ziółkowski
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com