facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2008-02-01
 

Majówka w Höllentalu AD 2007

Biegiem pod Blechmauera i start w drogę. Ale rzęchy... No tak, wypada, żebym to ja prowadził tę płytę za osiem. W sumie ok, wcale strasznie nie wygląda. Nie ma to jak onsajt, gdy z dołu widzi się całą sekwencję. Podchwyt, odciąg, podchwyt, dołożenie....


- Jedziesz do Blo?
+ Eee? Na głazy?
- No, no!
+ Eeee...
- Będzie fajnie!
+ A nie lepiej do Hollentalu?
- Przekonałeś mnie.

[...]
[...]
[...]

5.10, magiczna godzina. Czas wstawać. A może jeszcze chwilkę? Tak właśnie, nie ma się co spieszyć. Pośpiech jest niezdrowy - podnosi ciśnienie, powoduje raka i choroby serca, arytmie, dolegliwości jelitowo-żołądkowe, próchnicę, łysienie i ma zgubny wpływ na osoby w twoim otoczeniu. Nie ma się co spieszyć... Zdrowie jest ważniejsze.

[...]

5.45... Jasna cholera! Już tak późno!? No nie, nie wyrobię się. A może jednak? Tak, tak. Na pewno mi się uda. Jajecznica, bułeczka (ciemna i ziarnista oczywiście) i mała czarna.
Szybko trzeba się dopakować, uruchomić prawie niezawodny silnik Duratec 1.8 l i w drogę. RMF? A może Mozart? Lepszy będzie rock. W końcu jest 6.10.

[...]

Czemu Ci ludzie jeżdżą jak osły??!! K***!! Muzyka podobno łagodzi obyczaje.. Gówno prawda! Masz szczęście, gościu, że jesteśmy oddzieleni dwiema parami drzwi... Uspokoić oddech, 10 głębokich wdechów i wydechów, zamknąć oczy... Taaa, tyle, że prowadzę. Relaksacyjny trans szlag trafił.

Napewno prosto?
+ Tak, tak! Bankowo!
- Jesteś przekonany? W tamtym roku jechałem jakoś inaczej...
+ Staaary, zaufaj mi.

[...]

20 km dalej trzeba się zawracać. Zapamiętać: ograniczyć zaufanie do osobnika X.

[...]

Hmmm. Ciemny las - to pamiętam. Ale gdzie te straszne ściany?

Wreszcie jesteśmy na miejscu. Szybki rekonesans i plany na dzień następny. Piwo, obiad i do spania.
Taak. Zapowiadają lekki deszcz w południe. Super.. Deja vu? Biegiem pod Blechmauera i start w drogę. Ale rzęchy... No tak, wypada, żebym to ja prowadził tę płytę za osiem. W sumie ok, wcale strasznie nie wygląda. Nie ma to jak onsajt, gdy z dołu widzi się całą sekwencję. Podchwyt, odciąg, podchwyt, dołożenie. Przymagnezjować. Dwójka, podchwyt, krawądka, krawądka, oblak, bania.... i jeb. No tak. Komu jak komu, ale mi to zasięgu brakuje.

[Trzy stanowiska wyżej pojednanie polsko-niemieckie]

- Hello!
+ Hello!
- How are you?
+ Nice... My fingers hurt a lot.
- Yeah. What’s the route?
+ Tricky, tricky... And quite hard. We drink a lot last night!
- Yeah. Where are you from?
+ Germany.
- Nice. I’m from Poland.
+ Poland? Yeah! I know two polish words: kurva, rabota!

Dwa dni później biegiem pod Blechmauera. Deja vu?
Ale tłum. Na Zacięciu chyba z siedem zespołów. Uff... Całe szczęście, że nie musimy tam iść. Krótka kłótnia z samotnym bratem z Republiki Czeskiej.

- [My jesteśmy pierwsi]!
+ Wy? To znaczy ty i...? Kto?
- [No ja i mój partner].
+ A gdzie jest Twój partner?
- [Załatwia (się?)].
+ To poczekamy.

[10 minut później]
+ No i gdzie ten Twój partner?
- [Poszedł do samochodu, bo zapomniał butów].
+[Szeptem:] P***y Pinokio!

[...]

Ale jaja. 10 osób czeka, aż gość się ruszy, a facet wisi w bolcie i gada z żoną o obiedzie. W końcu się ruszył, ale za to zaczął walić kamieniami. Cholerny świat.

Grzesiu idzie. Coś jakby niemrawo. Tak trudno? No way! Przecież tu jest tylko osiem.
Szybka zmiana na prowadzeniu, w końcu nikt tego nie robi dla przyjemności... Styl jest najważniejszy. Czesi na stanowisku poniżej dają upust tłumionej niechęci:
- Zapier***ć!
+ Panowie! Trochę ogłady! Stres jest niezdrowy, a styl najważniejszy!
Nie ma to jak onsajt, gdy wszystkie plamy magnezji widoczne są z kilometra.

[Na stanowisku powyżej]
Facet od obiadu zrobił stan z 4 boltów. No tak, bezpieczeństwo jest chyba ważniejsze niż styl. Zrozpaczona, zapłakana żona przychodzi na stan [skądinąd blond-piękność o aparycjach gwiazdy telenoweli; niby ładna, ale ze szmaty to napewno nie daje]. Jak by ją tu pocieszyć? Litościwie ją okłamać, że góra łatwiejsza i mniej straszna? Taaa... Jeszcze kamieniem zarobię. Bezpieczniej chyba przywdziać szelmowski uśmiech i stwierdzić:
- Yeah!

Jeszcze dwa wyciągi, dwa batony, łyk wody z koksem i zjazdy.

[Na trzecim zjeździe z kolei po zrzuceniu liny]
- Ktoś ciągnie za linę!
+ Że co?
- No mówię Ci!

Po zjeździe okazuje się, że to dwie niewiasty próbują się wycofać z drogi, którą robiliśmy dwa dni wcześniej. Jako, że próbują to zrobić za pomocą liny pojedynczej, opuszczając się nawzajem raz po raz, na każdym spicie zostawiając karabinek, HMS’a, bądź ekspres - zadaję długo wyczekiwane pytanie:

 Może pomóc?
+ Ufff... Chętnie.
- Droga nie puściła?
+ Nie bardzo. Tam na górze to odległości między spitami są jakieś takie duże...
- A jak się tu znalazłyście?
+ No chciałyśmy iść na taką VI, ale była zajęta...
- [Dobry wybór]...

VI i VIII. VI plus II daje VIII. II wcale nie jest takie trudne. Logika logiką, ale rzeczywistość jest dużo bardziej brutalna.

Wieczorna impreza, której sponsorem była firma The North Face, dała się nam mocno we znaki. Zatem następny dzień to wspinanie w przesławnym Adlitzgraben.
Eh... Monster robi wrażenie.
Równie wielkie [jeśli nie większe] wrażenie robią roznegliżowani, opaleni na mahoń osobnicy o wspaniałej muskulaturze [wszystko naturalnie wyhodowane]. Przy tym są oni elokwentnymi, nonkonformistycznymi erudytami o nienagannych, angielskich manierach i stalowych szponach.

VI, VII, VIII a nawet IX. Drogi padają jak muchy.

Jedynym ograniczeniem jest brak skóry na rękach i zbyt mała ilość aminokwasów [wszystko naturalne - wszak hydrolizat białka serwatkowego jest w 100% naturalny].

W drodze powrotnej przystanek - Billa.

- Monsieur, Shiraz czy Merlot?
+ Cóż za wykwintna propozycja! A na co Pan ma ochotę?
- Ten oto Syrah zachęca mnie niezmiernie. Ta barwa!
+ A ta cena!
- C’est la vie!
Tak właśnie. C’ est la vie!


Bohaterowie tragedii w 5-ciu aktach
(fot. Krzysztof Rychlik - KW Kraków, Trango)


Zator spowodowany czeskim obiadem
(fot. Krzysztof Rychlik - KW Kraków, Trango)


Pozowanie do zdjęć (fot. Krzysztof Rychlik - KW Kraków, Trango)


Sponsor imprezy (fot. Krzysztof Rychlik - KW Kraków, Trango)


Monsterów dwóch (fot. Krzysztof Rychlik - KW Kraków, Trango)



Krzysztof Rychlik (KW Kraków, Trango)

Źródło: www.turnia.pl

2008-02-01

(kg)

Goryonline
 
Bartek Pasiowiec
 
Goryonline
 
2018-09-10
HYDEPARK
 

Burka w Nepalu nazywa się sari

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-07-31
HYDEPARK
 

Revelations

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-07-30
HYDEPARK
 

Magazyn TATRY (nr 65)

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com