facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2013-09-04
 

Kordyliera Królewska

Cristian w charakterystyczny dla niego, flegmatyczny sposób krzątał się w swojej kanciapie po sufit upchanej czekanami, ekspresami i innym sprzętem wspinaczkowym: „Weźcie ze sobą dwie butelki whisky i jak będą chcieli wam zabrać plecaki, to zaproponujcie im drinka. Jak dobrze pójdzie to odpuszczą, a jak nie... To wiecie – jest ryzyko, jest zabawa”.

Szwajcar już od wielu lat mieszka w La Paz – stolicy Boliwii. Nieco przy tym zdziwaczał, ale robi wrażenie człowieka, który dobrze zaaklimatyzował się w tym miejscu. My wprawdzie byliśmy tam dopiero od kilku dni, ale już całkiem nieźle poznaliśmy miasto. Mieliśmy ulubiony comedor oraz ulubioną wypożyczalnię sprzętu wspinaczkowego, której właścicielem był właśnie Cristian – nasze źródło wiedzy o niemal każdym
zakątku gór Cordillera Real.

Real – znaczy królewska


Gdy w połowie szesnastego wieku na terytorium dzisiejszej Boliwii (a wówczas Górnego Peru) przybyli hiszpańscy konkwistadorzy, oniemieli na widok zapierających dech ośnieżonych szczytów wznoszących się ponad Altiplano. To właśnie oni nadali pasmu nazwę Cordillera Real – z hiszpańskiego: Góry Królewskie.

 

 

Zachodnia ściana Huayana Potosi. Fot. Agnieszka i Mateusz Waligóra


Miejsce to było równie ważne dla rdzennych mieszkańców, Indian Aymara. Dziś góry nie straciły nic ze swego starożytnego piękna. Nadal  przykuwają wzrok wspinaczy z całego świata ze względu na łatwy dostęp z La Paz oraz bardzo dobre warunki. Rozciągają się niemal od samego brzegu jeziora Titicaca na zachodzie i majestatycznego masywu Illampu i Ancohuma po wspaniałą południową ścianę najwyższego szczytu w paśmie – Illimani, górującego nad boliwijską stolicą.

Pośrodku znajduje się masyw Condoriri z trzynastoma szczytami pięciotysięcznymi – to właśnie przez jego bazę miał prowadzić nasz trekking. Słyszeliśmy od co najmniej kilku osób o zbrojnych napadach w zachodnich rejonach Cordillera Real. Od przykrych niespodzianek miały nas uchronić rzeczone butelki z whisky oraz dużo szczęścia.

Taniec gwiazd nad Kordylierą Królewską

Ruszyliśmy raźno, zaopatrzeni w gaz, prowiant (w tym ponad piętnaście bananów) oraz dodatkowe kilka kilogramów sprzętu fotograficznego. Cała trasa miała być pętlą wokół sześciotysięcznika Huayna Potosi – i to u jego podstawy rozpoczęliśmy naszą wędrówkę. W ciągu kilku godzin wspięliśmy się na ponadpięciotysięczną przełęcz, po pokonaniu której naszym oczom ukazał się widok Condoriri – masywu nazwanego tak ze względu
na podobieństwo do lecącego kondora oraz obecność tych andyjskich ptaków w jego okolicach. Chyba najbardziej charakterystycznym szczytem jest Cabeza de Condor – głowa kondora, a także strzelista Aguja Negra oraz znajdujący się nieco na uboczu Pequeño Alpamayo – nazwany tak ze względu na podobieństwo do szczytu Alpamayo leżącego w Peru, a przez wielu mianowanego najpiękniejszą górą świata.

 

 

 

Polską granią... Fot. Agnieszka i Mateusz Waligóra


Do campo base dotarliśmy następnego dnia wieczorem – zmęczeni, ale szczęśliwi i oczarowani pięknem okolicy. Pokryte lodem pionowe ściany, laguna Chiar Khota – w języku aymara Czarne Jezioro – oraz kilkanaście namiotów wspinaczy z całego świata, między innymi ze Stanów Zjednoczonych, Francji i Brazylii. Wszystko razem tworzyło klimat niesamowitego miejsca przepełnionego nieskażonym pięknem gór. Nawet po zmroku natura zaprasza na spektakl, w którym główną rolę odgrywają setki tysięcy gwiazd. Brzmi sielankowo, ale do dziś jednym ze wspomnień tej nocy są dla mnie przemrożone palce dłoni oraz trzy niemal w pełni wyczerpane akumulatory w aparacie – to wszystko celem zatrzymania w kadrze tego szalonego tańca na nieboskłonie.


Następnego dnia, nieco niewyspani ze względu na nocną fotografię, ruszyliśmy w stronę kolejnych przełęczy. Z powodu słabej jakości, niedopracowanych map problem w tym rejonie sprawia nawigowanie. Poruszaliśmy się głównie wzdłuż ścieżek wydeptanych przez lamy i pokrewne im alpaki – zwierzęta od setek lat zamieszkujące okolice. Tego dnia zobaczyliśmy szybującego kondora, choć jak twierdzą miejscowi, niestety jest to coraz trudniejsze. Po kolejnych dwóch dniach pośród ścieżek znaczonych (nieraz bardzo obficie) przez zwierzęta dotarliśmy do przełęczy Zongo, znajdującej się na wysokości 4800 m n.p.m. To stąd startują wyprawy na szczyt Huayna Potosi – najpopularniejszej góry w Kordylierze Królewskiej.

 

 

... do szczytu. Fot. Agnieszka i Mateusz Waligóra


Wyżej niż kondory


Mówią o nim, że jest najłatwiejszym sześciotysięcznikiem świata. Przez wspomnianą przełęcz prowadzi droga jezdna, dzięki której codziennie kilkanaście osób próbuje przekroczyć swoje możliwości, pokonując o 88 metrów granicę sześciu tysięcy. W La Paz dziesiątki agencji wspinaczkowych oferują kompletną wyprawę zawierającą przewodnika, transport, wyżywienie i sprzęt. A jak sprawa trudności na tej górze wygląda naprawdę? Cristian:
„Prawda jest taka, że większość ludzi zabierających klientów na ten szczyt nie posiada jakichkolwiek uprawnień. Prowadzą ich na 2–3-metrowych linach i o tragedię nietrudno. Już niejedna osoba zakończyła swą drogę na szczyt w szczelinie lodowca”. Na koniec jednak dodał: „Wy jesteście Polacy, a to samo przez się znaczy, że nie trzeba wam tłumaczyć, o co w górach chodzi”. Nie był to jedyny raz, gdy po ujawnieniu naszej narodowości padały słowa uznania. Podobne słyszeliśmy także w campo base pod boliwijską Sajamą – najwyższą górą tego kraju. Na tę renomę
uczciwie zapracowali polscy alpiniści, którzy między innymi wytyczyli nową drogę przez lodowiec na Aconcagua oraz jako pierwsi wspięli się na wierzchołki leżących na pograniczu Chile i Argentyny gór Ojos del Salado i Tres Cruces. O wyczynach tych opowiada książka „Wyżej niż kondory” autorstwa Wiktora Ostrowskiego – uczestnika tamtych wypraw.

Huayna Potosi nosi także polski ślad – grań szczytowa nazywana bywa Polską, ze względu na śmiertelny wypadek, któremu przed wieloma laty uległ na niej jeden naszych rodaków.

 

Całość artykułu znajdziecie w GÓRACH nr 222 (Październik, 2012)

 

Tekst: Mateusz Waligóra
Zdjęcia: Agnieszka i Mateusz Waligóra

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Goryonline
 
2018-05-22
HYDEPARK
 

Nowe „Tatry”

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-05-21
HYDEPARK
 

Wielicki. Jeden dzień z życia

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-04-10
HYDEPARK
 

Górskie wyprawy fotograficzne

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-04-03
HYDEPARK
 

Zwyciężyć znaczy przeżyć. Ćwierć wieku później

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-03-14
HYDEPARK
 

Denis Urubko – „Skazany na góry”

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com