facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2008-04-23
 

Dziesiąta Buka, znaczy się jubileusz?!

Znak rozpoznawczy Buki, czyli biuletynu Uniwersyteckiego Klubu Alpinistycznego to dla mnie wysoce strawne połączenie części sprawozdawczo-informacyjnej z literacko-wspomnieniową. 
 
Zdarza się tak, że marzenia recenzentów spełniają się i dostają to, czego chcą. Tak jak mi się zamarzyło o ostatniej Buka… I jest odrobinę rocznicowo, na szczęście bez krakowskiej przesady. Klubowicze i VIP-y oprócz dziesiątego numeru otrzymali plakat przedstawiający Galerię Gankową z rozrysowanymi drogami oraz płytkę DVD z obszernymi fragmentami trzech filmów Jerzego Surdela, tworzącymi „Tryptyk tatrzański”. Dzięki temu mogłem w domowych warunkach obejrzeć „Odwrót”, który tak mnie zachwycił na V KFG.           

Znak rozpoznawczy Buki, czyli biuletynu Uniwersyteckiego Klubu Alpinistycznego to dla mnie wysoce strawne połączenie części sprawozdawczo-informacyjnej z literacko-wspomnieniową. Zacznę od tej drugiej, bardziej dla mnie interesującej. „Wpisani w góry” to cykl wspomnień i anegdotek, napisanych przez dziewięciu wspinaczy. Z tej dziewiątki moim faworytem niespodziewanie okazał się Wojciech Święcicki, przypominający nie do końca udane (z punktu widzenia sportowego) wspólne wspinaczki z Andrzejem Marczakiem. To, że nieudane, nie znaczy że nie dające radości, zwłaszcza płynącej z lektury.           

W tej samej konwencji mieści się tekst naczelnego Buka „Chwila której nie zapomnę”, ozdobiony świetną fotką i zawierający kilka uroczych dykteryjek. Naczelny, czyli Jakub Radziejewski, lubi dawać wspinaczom zadania domowe, a z przysłanych tekstów tworzyć cykle. Takie zestawy to inna, wyższa jakość niż pojedyncze teksty.           

„Złote jajo 1979” to znana mi z taborowych opowieści historia zjazdu po wspinaczce na Marmoladzie, zjazdu o tyle niebanalnego, iż dokonanego przy użyciu wyciągu narciarskiego. Był czas, gdy byłem przekonany, że to środowiskowy mit, a tu proszę bardzo – niespodzianka i po prawie trzydziestu latach okazało się, że to zdarzyło się naprawdę. Bomba!           

Kącik dinozaura, jak zwykle, nie rozczarowuje. „Szkocka głodówa” to historia rewizyty polskich wspinaczy na gościnnej inaczej ziemi szkockiej. Zamiast omówienia urokliwy cytacik o gospodarzach: „naród, który zbudował imperium i oddał je, potrafi pogodzić się z takim drobiazgami jak kwatera w kałuży, zupa musztardowa i wspinanie się na czczo”. Polecam.           

Kolejny humorystyczny tekst to „Werniki” o skali pecha mierzonej właśnie w wernikach: od jednego (zrzucenie butów wspinaczkowych na stanowisku) do pięciu (partner, któremu odwidziało się wspinanie na wyprawie wiele tysięcy kilometrów od domu).           

Na pograniczu sprawozdania i literatury umieścić można „Szczęście w nieszczęściu” Wawrzyńca Zakrzewskiego. To relacja, z niestety nieudanego, wyjazdu na Grenlandię w tym samym czasie, gdy działała tam wyprawa Davida i Elizy. Ta eskapada to swoisty festiwal pecha: zagubione bagaże, opóźniony o trzy dni samolot i wreszcie uniemożliwiająca pełną realizację planów pogoda.            

Część sprawozdawczo-informacyjna spełnia swoje zadanie. W końcu cóż milszego może spotkać nas po zakończeniu sezonu niż przeczytanie o sobie w podsumowaniu? A w podsumowań znajdziemy sporo. Jest „Podsumowanie sezonu AD2007 w Tatrach”, zaraz po nim „Początek sezonu zimowego 2007/2008”, nie mogło także zabraknąć obszernego „Podsumowania sportowego AD2007” i na koniec „UKA w Europie”. Miłośnicy excela, statystyk, cyferek, niedocenieni, sponsorowani i inne grupy docelowe dostały należną im porcję informacji.           

W numerze można też znaleźć podstawowe informacje o dwóch rejonach wspinaczkowych. Jeden z nich to Krym, a drugi Val di Mello. W pierwszym tekście więcej konkretów, a w drugim przeważają wspomnienia. Ostatnim tekstem numeru jest relacja z wyprawy na Grenlandię, tym razem autorstwa Elizy Kubarskiej. Można więc porównać ją z tą napisaną przez Davida, a zamieszczoną w GÓRACH 10/07.           

Dziesiąta BUKA dostarczyła mi mnóstwo zdrowej radości i odrobinę inspiracji w czasie mało wspinaczkowych dni tzw. zimy. Dzięki.

Andrzej Mirek

Góry, nr 4 (167) kwiecień 2008

(kg)
Goryonline
 
Bartek Pasiowiec
 
Goryonline
 
2018-09-10
HYDEPARK
 

Burka w Nepalu nazywa się sari

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-07-31
HYDEPARK
 

Revelations

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-07-30
HYDEPARK
 

Magazyn TATRY (nr 65)

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com