facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2009-02-02
 

Druga "Górfanka". Będą kolejne...?

Anna Czerwińska, Górfanka. Na szczytach Himalajów: Mt Everest, Lhotse, Makalu, Wydawnictwo Annapurna, Warszawa 2008.
Każdy, kto choć raz był na spotkaniu z Anną Czerwińską, wie, że potrafi ona mówić dużo, bez przerwy i dość chaotycznie, o wszystkim i wszystkich. Zapewne wiedział o tym, choć być może do końca nie zdawał sobie sprawy, co z tego wyniknie, Roman Gołędowski z wydawnictwa Annapurna, gdy postanowił nagrać opowieści naszej himalaistki i wydać „Górfankę” – wspomnieniowy zapis wypraw i górskiej drogi pani Ani. Cieszymy się, że tak się stało, gdyż dzięki temu do rąk czytelników trafia kolejna część książki, którą każdy, kto interesuje się górami wysokimi, powinien przeczytać.

„Górfanka. Moje ABC w skale i lodzie” – choć z pewnymi zmianami – została zaakceptowana przez środowisko. Przyszedł więc czas na upublicznienie części drugiej, a właściwie ostatniej, gdyż wydarzenia z „Górfanki” nr 1 i z najnowszej pozycji („Na szczytach Himalajów”) dzieli przepaść wielu ekspedycji w różne góry świata, na opis których nie starczyło miejsca w „Górfance” obecnej. Przedsmak tego, co nas czeka za rok (na 2009 wydawca zapowiedział „środkową” część) mamy we wstępach do rozdziałów o Evereście i Makalu.



Teraz możemy poczytać o wejściach na Everest (2000), Lhotse (2001) i Makalu (2006). Z każdego z opisanych w książce ośmiotysięczników pozostały mi w głowie pojedyncze obrazy. Z Everestem wiąże się wspomnienie ciężkiego odwrotu do bazy po ataku szczytowym. W erze komercyjnych wypraw w Himalaje, po lekturze książki Martyny Wojciechowskiej „Przesunąć horyzont”, czy mając w pamięci spotkanie z Agnieszką Kielą-Pałys (znaną z reklamy Ibupromu Max „dla niepokonanych”J), która bez żadnego rozgłosu jako czwarta w historii Polka (po Rutkiewicz, Czerwińskiej i Wojciechowskiej) weszła na Everest, aż trudno uwierzyć, że wyprawa na tę górę mogła mieć tak dramatyczny przebieg. Przy okazji opisu wejścia na Lhotse (i w ogóle po lekturze całej książki Anny Czerwińskiej) niezwykle przyjaźnie wspominam postać Dariusza Załuskiego, wysokogórskiego filmowca pozostającego w cieniu innych himalaistów. Czerwińska opisuje m.in. jego zachowanie, gdy schodząc ze szczytu Lhotse, uratował życie młodemu brytyjskiemu wspinaczowi. Wiele ciepłych słów poświęconych jest Darkowi, w przeciwieństwie do kilku innych ludzi gór (w stosunku do tych, którzy – jej zdaniem – na to zasługują, Czerwińska nie stosuje taryfy ulgowej). Jednak najbardziej sugestywne z całej książki jest wspomnienie samotnego biwaku pod szczytem Makalu. Łatwo sobie wyobrazić samotną postać na ośnieżonym zboczu również dzięki ciekawemu zabiegowi edytorskiemu. Wszystkie strony książki, na których opisywane są wydarzenia nocne, są ciemnogranatowe. Czerwińska biwak przetrwała, następnego dnia weszła ma szczyt i szczęśliwie powróciła do obozu.

Pani Ania podkreśla, że z gór wysokich nie zamierza się wycofywać, więc oprócz relacji ze zdobywania szczytów Korony Ziemi (Czerwińskiej jako pierwszej Polce udało się skompletować „7 Summits”) już za kilka miesięcy mamy nadzieję na „niekończącą się opowieść” ze zdobywania kolejnych ośmiotysięczników. Pani Aniu, do dzieła!

Kamila Gruszka

"Góry", nr 12 (175) grudzień 2008

Goryonline
 
Bartek Pasiowiec
 
Goryonline
 
2018-09-10
HYDEPARK
 

Burka w Nepalu nazywa się sari

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-07-31
HYDEPARK
 

Revelations

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-07-30
HYDEPARK
 

Magazyn TATRY (nr 65)

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com