facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2011-06-26
 

Denali: Łatwe sukcesy i trudne porażki

W maju na lodowcu Kahitna znajdującym się w bezpośrednim otoczeniu Denali na Alasce działał zespół w składzie Colin Haley i Nils Nielsen. Bilans wyjazdu był imponujący. W ciągu 41 dni wyprawy udało im się wejść m.in na „Mini Moonflower” północnym kuluarem oraz na Mt. Francis Wschodnią Granią, na której Haley zaliczył swoją pierwszą przygodę z wpadnięciem do szczeliny lodowcowej.

Jak wspomina na swoim blogu (http://colinhaley.blogspot.com/2011/06/kahiltna-2011-easy-peak-bagging-and.html) „było to moje pierwsze wpadnięcie całym ciałem, bo wpadnięcia po pas zdarzały mi się już wcześniej. Na szczęście byliśmy związani”. Ponadto zespół wszedł, także na Mt. Humble.
Pomimo trudności, które przykładowo na „Mini Moonflower” Haley porównuje do popularnych dróg na Mont Blanc du Tacul, zespół pokonywał je solo, symultanicznie wiążąc się jedynie w trudniejszych i bardziej wymagających miejscach.



Wszystkie powyższe przejścia stanowić miały jedynie wstęp do poważniejszych działań na Begguya (znanej szerzej jako Mt. Hunter) oraz Denali. 23 maja zespół zaatakował północny filar Mt. Hunter kombinacją dróg Deprivation i drogą Bibler-Klewin. Podobnie jak wcześniej zespół pokonał większość sciany, do wyciągu kruksowego na żywca w swoim tempie i wzajemnym towarzystwie. Kruksowy wyciąg, choć nietrudny bo zaledwie WI5, w ocenie zespołu zasłużył sobie na prefiks X ze względu na znaczne, blisko 20-metrowe runouty. Siłą rzeczy panowie pokonali ów wyciąg związawszy się uprzednio. Droga biegła następnie poprzez trzy pola lodowe, które także z łatwością udało się przejść. Z chwilą pokonania ostatniego pola doszło do gwałtownego załamania pogody. „Sądziliśmy, że załamanie będzie chwilowe, więc kontynuowaliśmy wspin granią wypatrując jakiejś szczeliny, w której moglibyśmy się schować. W szczelinie spędziliśmy kilka godzin jedząc i nawadniając się z dala od śniegu i wiatru na nami. Do tej pory całość od podstawy górnej części lodowca do naszej szczeliny udało się nam pokonać w 9 godzin, z czego byliśmy bardzo zadowoleni”. Po odpoczynku zespół spakował się i ruszył w kierunku szczytu tylko po to, by na własnej skórze odczuć pogarszające się warunki pogodowe. Zapadła decyzja o odwrocie i to blisko 600 metrów pionowego terenu pod szczytem. Pierwsze zjazdy nie należały do przyjemnych. Zespołowi ciągle towarzyszyły pyłówki. Kolejne zjazdy przebiegały już drogą Bibler-Klewin, ponieważ Deprivation charakteryzuje się nieliniowym przebiegiem i serią trawersów. Całość zjazdów północnym filarem, czyli blisko 1500 m udało się wykonać wiercąc tzw. Abałakowy i - co ważne - nie zostawiając ani jednej taśmy.




„Po naszej próbie na Begguya spakowaliśmy obóz i przenieśliśmy się pod Denali do camp 14.". Po kolejnej aklimatyzacji zespół przeszedł drogę Rescue Gully, którą następnie zjechał (sic! na nartach) ostrożnie omijając odcinki niebieskiego lodu.


Na kolejny sukces nie trzeba było długo czekać. „6 czerwca Nil po raz pierwszy, a ja po raz 11 stanąłem na wierzchołku Denali uprzednio pokonawszy Upper West Rib.” Zaledwie dwa dni później zespół znów pojawił się na szczycie, tym razem wchodząc drogą Orient Express i podobnie jak ostatnio zjechał drogą na nartach.




Po tak przeprowadzonej aklimatyzacji panowie byli gotowi na konsumpcje dania głównego wyjazdu, którym miała być Grań Cassina. W bazie czekały też inne zespoły ostrzące sobie zęby na tę drogę, jednak nie najlepsze warunki pogodowe i ciągłe opady świeżego śniegu nie sprzyjały wyborowi zespołu, który przetoruje drogę dla innych. „Nastał 17 czerwca, a czas wyjazdu dobiegał końca, więc lekko pesymistycznie, ale pełni zapału opuściliśmy camp 14. Podobnie jak w zeszłym roku podeszliśmy przez Sesttle`72 Ramp i do tego miejsca było genialnie. Idąc w świeżym śniegu szliśmy umiarkowanym tempem, rozważnie wydatkując energię, by dojść do miejsca cielenia się lodowca w niecałe 3 godziny. Po nawodnieniu i małym obiedzie ruszyliśmy do góry drogą Japanese Couloir ”. Na drodze panowały świetne warunki, więc zespół znów pokonał ją żywcując. Zaraz nad drugim odcinkiem mikstowym przetykanym głębokim śniegiem spotkało ich coś, co Haley na swoim blogu określił jako „very scary experience” (red. interpretacje po przeczytaniu poniższego pozostawiam Wam). „Nils wspinał się z przodu i przypadkowo uwolnił małą deskę śnieżną tuż nade mną. Nie była duża, jednak warstwy śniegu były bardzo gęste i prawie zmiotły mnie z drogi. Nie trzeba mówić, że jak doszedłem nad drugi odcinek mikstowy, by się nawodnić, byłem trochę roztrzęsiony i niezbyt skory do dalszego napierania. Na kolejnych odcinkach trzymaliśmy się już blisko skał, by zminimalizować ryzyko podcięcia czegokolwiek. Gdy doszliśmy do trzeciego odcinka skalnego zatrzymaliśmy się i zrobiliśmy przerwę. Przedzieranie się przez głęboki śnieg kompletnie nas wykończyło i uznaliśmy, że kontynuowanie wspinania w takim stanie nie będzie bezpieczne. Wycofaliśmy się trawersując południową ścianą do Upper West Rib, skąd wróciliśmy do camp 14. I to był koniec naszej wyprawy”.

Trzeba przyznać, że był to kawał wspaniałej przygody. Niesamowite jest jednak to, że ta dwójka porusza się po alaskańskich sześciotysięcznikach w sposób, jaki większość zjadaczy chleba na tej planecie robi to po alejkach osiedlowych supermarketów. Czapki z głów.



Adam Latusek

Bartek Pasiowiec
 
Bartek Pasiowiec
 
Goryonline
 
2018-09-20
GÓRY
 

TPN walczy ze śmieciami na górskich szlakach

Komentarze
0
 
 
Piotr Michalski
 
2018-09-20
GÓRY
 

Słowacy pod Mont Blanc - powstały dwie nowe drogi!

Komentarze
0
 
Bartek Pasiowiec
 
2018-09-20
GÓRY
 

Manaslu: Monika Witkowska dotarła pod C3!

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com