facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2004-12-30
 

Czwarty rodzaj prawdy

Pracowania na Rzecz Wszystkich Istot, wnosząc swój wkład w obchody pięćdziesiątej rocznicy utworzenia TPN...


Znana z ekologicznego radykalizmu Pracowania na Rzecz Wszystkich Istot, wnosząc swój wkład w obchody pięćdziesiątej rocznicy utworzenia Tatrzańskiego Parku Narodowego, wydała książkę Tomasza Boruckiego pod tytułem "Prawda w sporze o Tatry". Rubryka z recenzjami to nie miejsce na polemikę. Moim zadaniem jest podpowiedzieć Czytelnikom, czy książkę warto przeczytać, czy nie. Od razu więc powiem - jej lektura to strata czasu.

Autor brał rozbieg do tej książki, drukując w magazynie "Góry i Alpinizm" artykuł, którego rozwinięciem jest "Prawda..." Nie było to posunięcie najbardziej eleganckie, bowiem jeśli ma się komuś coś do zarzucenia, należy powiedzieć to przede wszystkim zainteresowanemu, a nie pobrzękiwać szabelką na łamach niezbyt popularnego czasopisma.
Od lektury odstręcza już sam tytuł, sugerujący, że autor ma monopol na prawdę, co ze zrozumiałych względów możliwe nie jest. Ze słowem "prawda" dobrze współgra słowo "obiektywizm", lecz książka jest tak naprawdę peanem na cześć byłego dyrektora TPN Wojciecha Byrcyna i paszkwilem na obecnego dyrektora TPN Pawła Skawińskiego, więc z obiektywizmu nici. Dyrektor Byrcyn przedstawiony jest niczym święty Jerzy, walczący nie z jednym, lecz z wieloma smokami, którymi byli różnego rodzaju lobbyści, koledzy z pracy, decydenci. Pan Borucki zaznacza co prawda, że i dyrektorowi Byrcynowi zdarzało się podjąć błędne decyzje, były one jednak błędne tylko trochę, a na dodatek wymuszone. Powszechnie wiadomo, że jeśli w jednej kwestii dyrektor stawiał zasieki i barykady, to w innych przejawiał niezwykłą uległość i tolerancję. Był postacią kontrowersyjną i pisanie o nim w tonie, w jakim pisze pan Borucki, jest skokiem na główkę do pustego basenu.
Jeśli czytelnik, który nie był nigdy w Tatrach, miałby wyrobić sobie pogląd na ich stan obecny na podstawie lektury omawianej książki, nabierze przekonania, że "Taterki nase kochane" to spalony ugór, na którym wśród budek z pamiątkami dogorywają nieliczne świstaki. Dobrze nie jest, turystyka tatrzańska to wąż zjadający własny ogon i na pewno do wielu kwestii można mieć zastrzeżenia, jednak i ten obraz jest z gruntu fałszywy, a przedstawianie dyrektora Skawińskiego jako przekupnego dyletanta, również przypomina skok na główkę do pustego basenu.

Książka poświęcona jest trzem sprawom - wykupywaniu od osób prywatnych terenów, mających wejść w skład TPN, pomysłowi olimpiady zimowej w Zakopanem oraz rozbudowie kolejki na Kasprowy.
Wykupywanie ziemi nie było sprawą prostą, wiązało się z nią wiele dramatów i trudno uwierzyć, by władze PRL grały w tej sprawie uczciwie. W tekście pana Boruckiego kwestia ta przedstawiona jest niejasno, nie korzysta on też ze zbyt wielu źródeł, by ukazać różne aspekty problemu.
Część poświęconą olimpiadzie autor z powodzeniem mógł sobie darować, ponieważ jest ona już raczej nieaktualna.
Jeżeli zaś chodzi o kolejkę na Kasprowy, to jeśli nawet ma rację (ja osobiście marzyłabym, aby kolejki nie było, a jej "modernizacja" wydaje mi się pomysłem chorym) to forma, w jakiej przedstawia swoje argumenty oraz retoryka, jaką się posługuje, nie pozwalają traktować go jak poważnego dyskutanta. Jeśli chce się kogoś pokonać, należy być precyzyjnym i dysponować argumentami nie do podważenia. Zamiast tego pan Borucki pisze językiem egzaltowanej pensjonarki, wpadając miejscami w histerię, co czyni jego wywody śmiesznymi.
We wstępie autor pisze, że, według górali, są trzy rodzaje prawdy: cysto prawda, tyz prawda i g... prawda. Wydaje mi się, że autor wzbogacił tę kolekcję o czwartą pozycję - swoją własną prawdę, która najbardziej podobna jest do gumy - można ją naciągać wedle uznania.

Jest ta książka bublem pod względem wydawniczym. Kiedy znów o tym piszę, z nudów chce mi się ziewać - nie ma redakcji (styl, składnia!) ani korekty (interpunkcja!). Zatem jak zwykle - samoróbka. Występuje w niej tyle rodzajów czcionek, podkreśleń i wyróżnień, iż tekst staje się niekomunikatywnym gąszczem, przez który przebić się mogą tylko najwytrwalsi. Tak więc nie wystarczy machać szablą - broń musi być odpowiednio dobrana i ostra. Tępa nadaje się tylko do walki z wiatrakami.

Tekst: Beata Słama

"Góry", nr 12 (127), grudzień 2004

(kb)

 

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Goryonline
 
Goryonline
 
Goryonline
 
2018-06-05
HYDEPARK
 

Hajzer. Droga Słonia.

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-05-22
HYDEPARK
 

Nowe „Tatry”

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-05-21
HYDEPARK
 

Wielicki. Jeden dzień z życia

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com