facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2009-01-29
 

Carstensz Pyramid Expedition

Relacja z wyprawy Stowarzyszenia "Homohibernatus" autorstwa Zbyszka Bąka na Carstensz Pyramid w ramach projektu Korona Ziemi.
Timika – miasto na wyspie Papua Nowa Gwinea

Wychodzę z samolotu na Nowej Gwineii i oddycham z ulgą. Po zatłoczonej i zanieczyszczonej Jakarcie, skąd wystartowaliśmy, ta zielona, druga co do wielkości wyspa na świecie, co najmniej 5-krotnie większa od Polski, gdzie żyje tylko 2 miliony ludzi, to miła odmiana.
Sama Papua to wręcz neolityczna enklawa, która przetrwała nie tylko dzięki odległości, dzielącej ją od reszty świata i nieprzyjaznej przyrodzie, ale też ze względu na złą sławę jej mieszkańców, którzy zasłynęli jako okrutni wojownicy, łowcy głów i ludożercy.
O skali trudności, jakie napotkali pierwsi badacze mogą tylko świadczyć nazwy dwóch rzek, jakie nadali im Holendrzy przy próbach kolonizacji w 1902 r.: Moordenaar – Morderca i Doodslager – Rzeźnik.
Skład naszej ekspedycji na Carstensz Pyramid (4884 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Australii i Oceanii oraz najwyższy szczyt na Ziemi leżący na wyspie - to międzynarodowa polsko-czesko-serbsko-francuska obsada, którą połączył wspólny zamiar zdobycia szczytu należącego do Korony Ziemi.
Po dniu zakupów i załatwiania formalności związanych z pozwoleniami na trekking w Górach Śnieżnych wylatujemy awionetką do Sugapy, wsi położonej na 2200 m n.p.m w centrum wyspy.

Na miejscu wita nas tłum Papuasów. Jako biali jesteśmy tu rzadkością i budzimy wielkie zaciekawienie. Po przydzieleniu naszej części ekwipunku portersom schodzimy do wsi. Wkoło biegają na bosaka dzieci - większość naga, ale jest to tutaj normą.
Nawet dorośli Papuasi chodzą „odziani” tylko w koteki (odmiana tykwy osadzona na ich przyrodzeniu).
Następnego dnia rano wyruszamy do Suangaamy, ostatniej z osad na naszej drodze przez dżunglę.
Żar leje się z nieba, choć na tej wysokości to rzadkość. Zazwyczaj deszcz pada tutaj przez większość dnia i nocy.
Wkoło pasą się bezpańskie świnie: podstawowe zwierzę hodowlane, które dopiero przy większych uroczystościach jest zjadane lub traktowane jako środek płatniczy.
I dlatego chyba też nie przyjęła się tu religia muzułmańska (wiadomo, że świnia to zwierzę nieczyste).
Następnego dnia we wsi, według wszystkich prawideł, zostaje odprawiona msza chrześcijańska z błogosławieństwem dla wszystkich tragarzy, którzy będą nam towarzyszyć w drodze na szczyt.

Dżungla Nga Palu 3450 m n.p.m. – 4 dni do ataku szczytowego.

Codziennie wstajemy skoro świt, pakujemy plecaki i zwijamy namioty. Lekki posiłek na kuchence gazowej i wyruszamy w 10-godzinną drogę.
Mijamy całe rzesze potoków, strumieni i rzek. Cały czas nogi brną we wszechobecnym błocie, czasami po kostki, a czasem po kolana.
Dżungla niechętnie oddaje nam swoje tajemnice. Przedzieramy się przez nią w ślimaczym tempie, ale i tak robimy po ok. 25 km dziennie.
Wystające gałęzie i korzenie ranią nam nogi i ręce, nic się nie goi, czasami wpadamy w spróchniałe pnie po pas, czasami brniemy przez moczary po kolana w wodzie tak brudnej, że barwę ciężko opisać.
Każdego wieczoru, mokrzy do ostatniej nitki, padamy ze zmęczenia mając nadzieję, że następnego dnia odcinek będzie łatwiejszy i krótszy. Jest na odwrót.
Próbujemy się ogrzać w prowizorycznym szałasie Papuasów przy ognisku, na którym przyrządzają sobie posiłek. Nic nie chce schnąć.

Przyglądamy się im z ciekawością. Z dotychczasowych opisów z książek i Internetu mieli to być krwiożerczy i bezlitośni kanibale, a tu... widzimy pogodnych i serdecznych ludzi, wiecznie uśmiechniętych, którzy chyba jak nikt na świecie uwielbiają się fotografować.
Sami podróżują przez dżunglę na bosaka wzbudzając w nas podziw i dodając determinacji do walki z tym niegościnnym terenem.
Schemat ich 16-osobowej grupy jest prosty: najszybszy z nich niesie wielką brezentową płachtę, aby jako pierwszy dotrzeć do wieczornego miejsca spoczynku i rozłożyć schronienie.
Potem idzie właściwa grupa z częścią prowiantu i naszego ekwipunku, na samym końcu idzie natomiast 2-3 myśliwych, którzy polują na ptactwo mające urozmaicić im posiłki.

Base Camp – 4350 m n.p.m. - atak szczytowy.

Z obozowiska wyruszamy o 2 w nocy i po godzinnym przejściu stajemy u podnóża 400-metrowej ściany. Spoglądam przy świetle czołówki na zegarek: jest 3 w nocy. Zerkam w górę na mokrą, pionową ścianę i już wiem, że nie będzie łatwo. Skala trudności waha się między IV a VI. Wpinamy nasze jumary (przyrządy asekuracyjne) w liny poręczowe i w górę.

Tempo dość ostre, tak jak i ściany skalne, które tną nam bezkompromisowo rękawiczki i dłonie przy wspinaczce.

Nagle słyszę w ciemności z góry krzyk: „Kamień!!!”
Przylegam odruchowo do ściany. Kolega poniżej mnie nie zdąża - dostaje nim w twarz i mimo, że nosimy kaski, nie ratuje go to od ciosu...
Uderzenie odłamkiem na szczęście nie okazuje się tragiczne w skutkach i po opatrzeniu Peter, Czech z Moraw, decyduje się na kontynuację wspinaczki.

Na grań dochodzimy już o świcie: skały lekko oblodzone, temperatura – 5 stopni. Powoli kierujemy się ku najcięższemu z odcinków jakim jest 20-metrowa przeprawa linowa przez uskok nad 100 metrową przepaścią.
Wpinamy nasze karabinki HMS w linę i energicznymi ruchami przeciągamy się w górę.
Wokoło mgła i chmury. Widoczność słaba. Szczyt zdobywamy o 6.25. Pamiątkowe fotki, gratulacje. Jest to kolejno 11,12 i 13 wejście Polaków na tę górę. Dobrze, że szczęśliwe.

Spoglądam teraz na dłoń, w której trzymam kawałek skały zabrany ze szczytu. Przypomina mi w codziennym życiu, jakiego ogromnego wysiłku musimy czasami dokonać w drodze do zamierzonego celu; że kroki które stawiamy są małe i prawie niewidoczne lecz z każdą chwilą przybliżają nas do zwycięstwa; że entuzjazm i determinacja zawsze zatriumfują nad talentem połączonym z lenistwem. Wiem, że warto walczyć o to, co wymarzone.

Będąc w górach nie zapominajmy też o niebezpieczeństwie, które czyha na nas nie tylko w wędrówce na szczyt ,ale też przy zejściu. Dlatego życzę tyle samo zejść, co i wejść. I do szybkiego...

Zbyszek Bąk
Stowarzyszenie „Homohibernatus”
www.homohibernatus.eu

Więcej zdjęć w fotogalerii...

 Carstensz Pyramid Expedition 2009
 Carstensz Pyramid Expedition 2009
 Carstensz Pyramid Expedition 2009
 
KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Goryonline
 
Goryonline
 
Goryonline
 
2018-06-05
HYDEPARK
 

Hajzer. Droga Słonia.

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-05-22
HYDEPARK
 

Nowe „Tatry”

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-05-21
HYDEPARK
 

Wielicki. Jeden dzień z życia

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com