facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2010-01-07
 

Bieszczady Expedition Team 2009

Kolejny wyjazd grupy szwendaczek.pl tym razem w Bieszczady.
W połowie grudnia a dokładnie w dniach 12 - 13 wybraliśmy się na weekend w Bieszczady. Do Wołosatego dojechaliśmy busem w wersji tzw. wersji Lux (dvd, nawiew, klima) w godzinach porannych w sobotę. W czasie drogi pojawiały się już pierwsze pytania: czy jest śnieg (prognozy co nieco wspominały o tzw. ”lekko może poprószyć”), niektórzy po całotygodniowej pracy po prosty zasnęli zaczerpnąć sił na zdobywanie szczytów.

Poranek w Wołowatym przywitał nas śniegiem i niską dość temperaturą. Po przepaku lekko zaspani, po zaczerpnięciu łyka ciepłej herbaty ruszyliśmy na trasę. Udaliśmy się czerwonym szlakiem w stronę Przełęczy Bukowskiej. Pierwsze kroki zawsze są trudne zwłaszcza po dłuższej nieobecności w górach - zatem uznaliśmy, co niektórzy, że ten odcinek był aklimatyzacyjny. Na przełęczy chwila na wyrównanie oddechu, łyk herbatki i energetyczny baton. Idąc wyżej w stronę Rozsypańca i Halicza mieliśmy możliwość przyjrzeć się Bieszczadom w bajkowej, zimowej scenerii! Zasypane śniegiem drzewa i zmrożone na wietrze płatki białego puchu zrobiły na nas niesamowite wrażenie! Niestety ogólnie panowała słaba widoczność, a mroźny, silny wiatr sprawiał, że twarze nam drętwiały z zimna.

Widoki rekompensowały wszelkie niedogodności związane z padającym śniegiem, słabą widocznością i mroźnym wiatrem, który powodował ze na brwiach tworzyły nam się sople.

Na Przełęczy pod Tarnicą zebraliśmy się do gromadki, a było nas nie lada 20 osób w różnym stopniu zaawansowania i motywacji do podejmowania dalszych ataków. Część z nas zdecydowała się wdrapać na szczyt, niektórzy, co bardziej przemarznięci, udali się z Przełęczy bezpośrednio w dół w stronę Ustrzyk Górnych. Zdobywcy Tarnicy (1346 m n.p.m) mogli rozkoszować się kolejnymi zimowymi widokami z ośnieżonym całkowicie krzyżem na szczycie i również rozpoczęli schodzenie do Ustrzyk. Cały czas otaczała nas cudna, zimowa sceneria i towarzyszył nam ostry mróz.

Po całodziennej marszrucie około godz. 17:00 udało nam się dotrzeć do jedynej czynnej w Ustrzykach Górnych knajpki, gdzie mogliśmy zagrzać się i zjeść coś ciepłego.  Po ciepłym obiadku i napitku w knajpie ustrzykowej przeszliśmy kilkaset metrów do Hotelu Górskiego, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg. Tu rozlokowaliśmy się w komfortowych pokoikach (tym razem czekały na nas 2-osobowe pokoje z łazienkami), wzięliśmy ciepły prysznic, a następnie spotkaliśmy się na posiadówce w hotelowej restauracji. Tu każdy dostał „kartkę” na gratisowe piwo, więc poczuliśmy się tak, jak byśmy wrócili do czasów naszego dzieciństwa, gdy rodzice ustawiali nas w długaśnych kolejkach z kartkami w ręku.

Tego wieczoru również świętowaliśmy urodziny jednej z uczestniczek wyjazdu wznosząc toast szampanem i śpiewając jej „Sto lat”. A jako ostatni punkt wieczoru w planach mieliśmy hotelowe saunowanie! Po całodniowym wymarznięciu większość z nas chętnie skorzystała z tej możliwości wygrzania swoich kości  A po odprężającej, rozgrzewającej saunie zalegliśmy w łóżeczkach i spaliśmy twardo aż do niedzielnego ranka.

W niedzielę rano zeszliśmy na hotelowe śniadanko przygotowane dla nas w formie szwedzkiego stołu. Po obfitym śniadanku zebraliśmy się pod hotelem, a następnie udaliśmy się w stronę czerwonego szlaku prowadzącego na Połoninę Caryńską.

Przez noc dopadało jeszcze sporo śniegu, więc trasa była praktycznie nietknięta ludzką stopą. Można powiedzieć, że przecieraliśmy dziewiczy szlak. Widoczność tego dnia była nieco lepsza niż w sobotę, ale i tak pozostawiała wiele do życzenia. Na trasie robiliśmy oczywiście postoje na ciepłą herbatkę i drobne przekąski.

Gdy wyszliśmy na otwartą przestrzeń połoniny wiał dosyć silny, zimny wiatr i padał śnieg, ale my okapturzeni, dzielnie parliśmy do przodu. W najwyższym punkcie Połoniny Caryńskiej (1297 m n.p.m.) trudno było cokolwiek powiedzieć nie mówiąc o tym, że wiał silny, mroźny wiatr oszraniając nas całkowicie. Rozpoczęliśmy schodzenie do Brzegów Górnych. Ci, co byli tu wcześniej, zdecydowali wdrapać się jeszcze na Połoninę Wetlińską do Chatki Puchatka. Jednak większość zakończyła górską wędrówkę w Brzegach Górnych i została zgarnięta przez naszego busa, który dowiózł nas do knajpy Czartoryja w Wetlinie.

Tu spałaszowaliśmy zamówiony dzień wcześniej obiadek w postaci placków po bieszczadzku, kotletów schabowych, pierogów, zup pomidorowych i innych żurków. Wszystko było cieplutkie i smaczne. Popijaliśmy oczywiście grzanym, złotym trunkiem. Po jedzonku zapakowaliśmy się do busa i ruszyliśmy w drogę powrotną do Warszawy. Czas biegł szybko, gdyż podczas dosyć długiej trasy oglądaliśmy filmy na DVD. Jakoś ok. 2 w nocy dotarliśmy do stolicy, więc mogliśmy położyć się jeszcze na kilka godzin we własnych łóżeczkach przed czekającymi nas w poniedziałek obowiązkami.

Wszystkich chętnych zapraszamy do wspólnego podróżowania.

www.szwendaczek.pl

 grupa szwendaczek.pl
 W drodze
 Połonaina Caryńska
 Zdobycie Caryńskiej
 Zima...
 
 Zimowe Bieszczady
 Szlak...
 
KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Goryonline
 
Goryonline
 
Goryonline
 
2018-06-05
HYDEPARK
 

Hajzer. Droga Słonia.

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-05-22
HYDEPARK
 

Nowe „Tatry”

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-05-21
HYDEPARK
 

Wielicki. Jeden dzień z życia

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com