facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS

Adam Ondra – „W takich chwilach ciężko mi kontrolować emocje”

„Nie musisz pytać mnie o źródło motywacji. To naturalna część mnie. Wspinam się, bo po prostu to lubię” – tak swoją filozofię przedstawiał Adam Ondra w 2012 roku. Jak jeszcze wyglądało jego podejście do wspinania 8 lat temu? Tego dowiecie się z archiwalnego wywiadu, jaki z Adamem przeprowadził Maciek Szopa. Od tego czasu zmieniło się naprawdę wiele…

Fot. Piotr Drożdż

 

BULDERKI I CYFERKI

 

Maciek Szopa: Gratuluję udanego sezonu jesienno-zimowego 2011. Wygląda na to, że jesteś w życiowej formie.

Adam Ondra: Mam nadzieję :). Ale nigdy nie wiadomo. Dobra forma jest czymś, co niekoniecznie zostaje na długi czas. Kiedy bulderowałem jesienią, z pewnością wciągnąłem swoje najtrudniejsze problemy (Terranovę i Gioię) i znacznie zwiększyłem możliwości siłowe, dynamikę i moc na campusie.

 

Co cię skłoniło do poważnego zabrania się za buldering?

Byłem wyczerpany wytrzymałościowymi przygotowaniami do Mistrzostw Świata w Arco. Miałem ogromną ochotę, żeby nareszcie porobić naprawdę trudne ruchy, przerzucić się na zupełnie inną stronę wspinania, a nie tylko siedzieć na panelu i w kółko ładować obwody. W dodatku nigdy wcześniej nie bulderowałem na poważnie. Traktowałem to jako coś drugorzędnego. Chciałem sprawdzić, jak silny mogę się stać, jeśli skupię się wyłącznie na bulderingu.

 

Jak już wspomniałeś, zeszłej jesieni sieknąłeś dwa megaekstremy: Gioię autorstwa Christiana Core’a i autorską Terranovę. Dla obu zaproponowałeś cyferkę 8c+. Która z tych przystawek była dla ciebie trudniejsza?

Czas spędzony na jednym i drugim problemie był podobny. Terranova przypasowała mi idealnie. Są na niej trikowe ruchy, w których jestem specjalistą – w szczególności nietypowe haczenia piętą. Poza tym od samego początku mojej kariery wspinałem się po specyficznym, wyślizganym wapieniu. Dlatego też wydaje mi się, że Terranova będzie trochę trudniejsza do powtórzenia. To w zasadzie nie jest klasyczny bulder, tylko krótki trawers nisko nad ziemią, nic specjalnie inspirującego…

 

Gioia była z kolei dużo większym wyzwaniem mentalnym. Nerwy były spore, bo jechałem na nią jedynie na dwa dni i byłem w stanie podjąć tylko dwie sensowne próby! Wyobraź sobie, że siedzisz długie godziny w samolocie i w pociągu i nie możesz myśleć o niczym innym. Gioia to niesamowita linia, która zaimponowała mi swoimi gigantycznymi trudnościami „od pierwszego wejrzenia”. Jest megasiłowa, po supermałych chwytach, a to nie pasuje mi aż tak bardzo. Dopiero niedawno nieco poprawiłem się na tego rodzaju ruchach. Dlatego też to przejście miało dla mnie większe znaczenia niż pokonanie Terranovy. Nie mogłem przestać się cieszyć :).

 

Na koncie masz również sporo 8c. Czy twoim zdaniem duża przepaść dzieli trudności 8c i 8c+? To już inna liga?

Oczywiście, że jest gigantyczna różnica między 8c a 8c+. Te dwie linie, o których przed chwilą rozmawialiśmy, wydawały mi się na tyle trudniejsze od innych 8c, że jestem przekonany, iż zasługują na magiczną cyferkę 8c+. Nawet jeśli wielu topowych bulderowców uważa, że 8c to Święty Graal i wszystko, co ekstremalnie trudne, powinno być wycenione właśnie na tę cyfrę. Nie zgadzam się z tym.

 

Zwiedziłeś już większość topowych bulderowych miejscówek Europy. Które twoim zdaniem są najfajniejsze?

Bez wątpienia Fontainebleau. Nigdy wcześniej tam nie byłem i pobyt tej jesieni totalnie mnie rozwalił. Wiele sobie obiecywałem, ale rzeczywistość przerosła oczekiwania. Nie sposób tego opisać. Każdy powinien poczuć tę atmosferę i niesamowitą strukturę skały. To miejsce dla każdego, kto twierdzi, że buldering jest bez sensu. Po wizycie w Font może zupełnie zmienić taką opinię.

 

Wspinałeś się również w Rocklands. Przeszedłeś tam zresztą Monkey Wedding 8c. Prawdą jest, że lepszych kamieni niż w RPA nie ma co szukać?

Jest tam naprawdę surrealistyczny krajobraz, skała jest superjakości, ale nie ma tylu możliwości, na ile to wygląda. Owszem, są tony kamieni, ale absolutne minimum nadaje się do wspinania – reszta jest albo za łatwa, albo za trudna. Przewieszenia często są totalnie gładkie, bez jakiejkolwiek rzeźby. Wszystko też jest mocno rozrzucone, wymaga sporo łażenia, a warun na ekstremalnie trudnych problemach często jest niepewny. Ale ręczę, że warto tam się wybrać. Sam mam nadzieję kiedyś wrócić.

 

Jaki projekt w twojej karierze najdłużej cię zrzucał?

W bulderingu Terranova i Gioia – 11 dni. We wspinaniu sportowym pierwsze przejście Perlorodki 9a+ w moim rodzimym rejonie Moravský Kras zabrało mi 15 dni. Podobnie zresztą jak Golpe de Estado w Siuranie, które pokonałem w 2010 roku i które było moim pierwszym 9b.

 

„Zdarza mi się być sfrustrowanym, kiedy nie wszystko idzie na 100%. W takich chwilach ciężko mi kontrolować emocje”; fot. Piotr Drożdż

 

TRENING I MOTYWACJA

 

„Trenuję głównie poprzez wspinanie” – to twoje słowa. Dużo czasu spędzasz na panelu?

Faktycznie, tak mówiłem, ale było to rok czy dwa lata temu. Teraz dodałem do tego trochę treningu na campusie i raz w tygodniu robię aeroby w dzień restowy, aby wspomóc regenerację. Kiedy jestem w domu, z reguły trenuję we wtorki, środy i czwartki, a weekendy spędzam w skałach. W środku tygodnia trenuję zwykle dwa razy dziennie. Rano, jeszcze przed szkołą, robię trening na domowym campusie (zwykle nie dłużej niż 50 minut), po południu idę na 2–2,5-godzinny trening na panel. Osiągnąłem już poziom, na którym progres bez specjalistycznego treningu siły jest niesamowicie trudny. Wcześniej nie trenowałem siły maksymalnej z jednego powodu – bałem się kontuzji. Kiedy byłem młodszy, wspinanie na limesie nie było dla mnie istotne. Ważniejsze było unikanie kontuzji, żebym mógł uprawiać ten sport na maksa, kiedy będę dorosły.

 

Pilnujesz planu treningowego czy wpadasz na ścianę i robisz to, na co akurat masz ochotę?

Rozpisuję sobie plan treningowy, kiedy wiem, że nie będę spędzał za wiele czasu w skałach. Ale traktuję go raczej orientacyjnie. Wiem dzięki niemu, ile średnio dni zajmuje mi dojście do dobrej formy, ale jak mówiłem, nie trzymam się go zbyt restrykcyjnie. W zasadzie planuję treningi na 2–3 dni do przodu. Dużo istotniejszą sprawą jest słuchanie własnego ciała. Jeżeli czuję, że pomimo ostrego treningu moja forma wspinaczkowa spada, może to być po prostu objaw przetrenowania. Z tego powodu powinienem czasem lekko zwolnić, choć lubię czuć się zładowany, wtedy wiem, że naprawdę trenowałem. Ale to nie zawsze jest najlepsza droga, by stać się mocniejszym.

 

Oprócz treningu na campusie robisz jeszcze jakieś dodatkowe ćwiczenia?

W dni restowe bieganie, jazda na rowerze i pływanie. Ale nie tak, żeby się zajechać. W końcu muszę mieć siłę na wspinanie następnego dnia. Robię też ćwiczenia uzupełniające na plecy i rozciąganie.

 

Dieta, suplementacja, kreatyna, odżywki białkowe?

Staram się uważać na to, co jem. Jeść zdrowo, aby zapewnić sobie odpowiednią dawkę protein i warzyw. Generalnie nie mam specjalnych problemów z utrzymaniem wagi. Mój metabolizm jest jak błyskawica. Jeśli nie mam możliwości wciągnięcia kawałka mięsa, stosuję odżywki białkowe, po treningach wrzucam czasem BCAA, a przed ważniejszymi przejściami także żele energetyczne.

 

Sporo startujesz w zawodach. Lubisz rywalizację?

Starty w zawodach to jedyny sposób na porównanie się z innymi. Jeśli jesteś ambitny, zawody to najlepsza droga, żeby pokazać, kto jest na czele stawki. To jest piękno współzawodnictwa. Ale brakuje temu wszystkich aspektów wspinaczki w skałach. Chodzi tylko o wynik. Dlatego też nie poświęcam się w całości startom w zawodach. Nie jestem nawet pewien, czy w tym roku w jakichś wezmę udział.

 

Spędzasz masę czasu w skałach. Atakowanie trudnych dróg wymaga naprawdę silnej woli. Skąd czerpiesz motywację?

Nie musisz pytać mnie o źródło motywacji. To naturalna część mnie. Wspinam się, bo po prostu to lubię. Tylko czasem, kiedy poświęcam się jakiejś jednej, trudnej drodze, zdarza mi się stracić motywację do jej ciągłego próbowania. Ale wtedy przerzucam się na inną. W tym wszystkim chodzi po prostu o wybieranie sobie wyzwań. To taka swoista rywalizacja z drogą.

 

Wspinasz się ostro i często. Miałeś jakieś kontuzje?

Niespecjalnie. Poza zadrapaniami, guzami i odłamanym kawałkiem zęba miałem tylko kilka razy problem ze ścięgnami. Ale zawsze po tygodniu odpoczynku mogłem bezboleśnie wracać do wspinania.

 

Zdarzają ci się momenty frustracji, czy zawsze ciśniesz na 100% z uśmiechem na ustach?

Zdarza mi się być sfrustrowanym, kiedy próbuję zrobić trudny projekt, który się nie udaje. W takim momencie tracę zainteresowanie tą konkretną drogą, ale nigdy wspinaniem w ogóle. Jedyna sytuacja, kiedy nie jestem wkręcony we wspinanie, ma miejsce wtedy, gdy jest za gorąco albo kiedy jestem zmęczony szaleńczym trybem życia. Ale to nie zdarza się zbyt często.

 

Jak znosisz porażki? Kiedy patrzy się na ciebie po nieudanej próbie na zawodach czy w skałach, widać, że wkurza cię to na maksa.

Oczywiście. Wspinaczka znaczy dla mnie wiele i zdarza mi się być sfrustrowanym, kiedy nie wszystko idzie na 100%. Momenty wkurzenia na szczęście są krótkie, po paru minutach mi przechodzi. Ale fakt – w takich chwilach ciężko mi kontrolować emocje.

 

Kiedy spotkaliśmy się na IMS w Brixen, byłeś świeżo po sesji bulderowej w Val di Mello. Dzień później wygrałeś zawody IMS Bulder Cup, pokonując między innymi Fischhubera i Woodsa, a kolejnego dnia sieknąłeś 9a na Frankenjurze. Najwyraźniej nie masz problemów z regeneracją. Jak wytrzymuje to twój organizm?

No cóż, w tej chwili moje ciało potrzebuje więcej odpoczynku niż kiedyś. Możliwe, że dzieje się tak dlatego, że wspinam się coraz bliżej mojego limitu. Po wspinaniu zawsze staram się trochę porozciągać. Nie zaszkodzi też zrobić jakąś łatwą drogę na „schłodzenie” – w moim przypadku jest to zazwyczaj jakaś 7a.

 

fot. Michele Francia

 

ETYKA

 

Buldering to gra, w której stosunkowo łatwo jest oszukać. Także definicje stylu są w tym przypadku różne. Niektórzy twierdzą na przykład, że bulderu nie da się zrobić onsajtem. Jakie jest twoje zdanie na ten temat?

Oczywiście, że bulder można przejść onsajtem, ale w sytuacji, kiedy startuje ze stania. Onsajtowanie sitstartów to trochę inna sprawa. Nie wiem, jak uważa większość, ale byłoby najrozsądniej nazywać każde przejście w pierwszej próbie fleszem. Ale nie sądzę, żeby ktokolwiek zbytnio się przejmował onsajtowaniem bulderów. A co do flesza to uważam, że dotykanie chwytów, do których jesteśmy w stanie sięgnąć z ziemi, jest absolutnie w porządku i tak robi większość wspinaczy. Większym problemem jest to, że ktoś nie rozumie definicji sitstartu. Czysty sitstart oznacza, że twój tyłek jako ostatni odrywa się od ziemi. Oszukiwanie może często radykalnie zmienić realne trudności, a co za tym idzie – wycenę bulderu.

 

Co sądzisz na temat ograniczników? Uważasz, że można je stosować w celu nieco sztucznego wywindowania trudności?

To zależy od typu ogranicznika. Czasem jest to logiczne, na przykład nieużywanie kantu, ale czasem mocno wymuszone, gdy na przykład nie możemy używać jednego konkretnego chwytu.

 

Zdarzyło ci się kiedyś spreparować chwyt na projekcie? Co w ogóle sądzisz o takich praktykach?

Jestem całkowitym przeciwnikiem kucia chwytów, ale zgadzam się z ich wzmacnianiem w sytuacji, kiedy grożą urwaniem i stanowią zagrożenie dla wspinacza i asekuranta. Wzmacnianie chwytów jest popularną praktyką. Kiedy na jakiejś linii urwie się chwyt, zazwyczaj staram się zrobić drogę bez niego. Ale jeśli nowa sekwencja jest niewykonalna, nie jestem przeciwny doklejeniu chwytu z powrotem. Najgorszą praktyką jest polepszanie istniejącego chwytu, od tego nie ma już odwrotu, w odróżnieniu od sytuacji, kiedy ktoś wywierci nową dziurkę w gładkiej skale. Wtedy ciągle istnieje możliwość, że w przyszłości ktoś zrobi drogę, korzystając jedynie z naturalnej rzeźby.

 

Adam Ondra na Gioia 8C+, Varazze; fot. arch. A. Ondra

 

PLANY NA PRZYSZŁOŚĆ

 

Jakie są twoje najbliższe plany? Sportowe wspinanie z liną czy buldering? A może alpinizm?

Na tę chwilę wspinanie sportowe. Zaprzyjaźniłem się z wiertarką i mam zamiar otworzyć kilka trudnych projektów. To coś, czego nigdy nie robiłem, może za wyjątkiem mojego przydomowego rejonu. Nie mogę się doczekać.

 

Jakich rejonów jeszcze nie odwiedziłeś, a chciałbyś?

Norwegia, ukryte i dziewicze spoty Andaluzji i Sardynii. No i nie byłem jeszcze nigdy w USA. Mam nadzieję, że kiedyś się uda.

 

Wspinałeś się już w Polsce z liną, w Mamutowej. Nie miałbyś ochoty na małą sesyjkę bulderową gdzieś w Ciężkowicach czy Zimnym Dole?

Niewiele słyszałem o tych spotach, ale wezmę je pod uwagę, jeżeli będę w okolicy.

 

Póki co wspinasz się, wygłaszasz prelekcje, masz kaskę od sponsorów. Da się z tego wyżyć?

Jest to możliwe. Oczywiście, nigdy nie będę milionerem, jak inni sportowcy, ale wystarcza mi, że mogę żyć tak, jak to sobie wymarzyłem, kiedy jeszcze byłem dzieckiem.

 

Masz jakieś plany pozawspinaczkowe? Kariera w dużej korporacji czy coś w tym stylu?

Nie potrafię wyobrazić sobie samego siebie za dziesięć czy piętnaście lat. Mam zamiar studiować ekonomię i założyć jakiś biznes. Lubię wyzwania. Jestem aktywną osobą i zajmowanie się tylko wspinaniem to za mało. Trening trzy godziny dziennie jest wystarczający i w dni restowe można zajmować się innymi rzeczami.

 

No i na koniec: kiedy wreszcie zobaczymy jakieś bulderowe 9a?

Teraz akurat nie skupiam się na bulderingu, ale myślę, że do tego jeszcze daleko. Potrzebuję naprawdę dużego progresu. To, że zrobiłem 8c+ w dwanaście dni nie oznacza, że zrobię 9a, jeśli poświęcę na to dwa miesiące. To niestety nie działa w ten sposób. Nie trenujesz, kiedy próbujesz trudnej linii. Potrzebujesz 100% restu przed każdą próbą. Czyli musisz naprawdę dużo odpoczywać. No i gdzieś podczas tego może nastąpić spadek formy.

 

W takim razie życzę braku spadków formy i powodzenia w robieniu progresu.

Dzięki.

 

Rozmawiał: Maciek Szopa

 

Artykuł opublikowany był w Magazynie GÓRY 216 (maj 2012)

 

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Goryonline
 
2020-05-19
Tylko w GÓRACH
 

Elbrus – vademecum zdobywcy

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2020-05-05
Tylko w GÓRACH
 

Aconcagua – vademecum zdobywcy

Komentarze
0
 
Goryonline
 
Goryonline
 
2020-04-23
Tylko w GÓRACH
 

K2 - Zimowa droga Andrzeja Zawady - część II

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2020 Goryonline.com