facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2012-02-02
 

Wspinanie i inne sporty

W naszym środowisku powszechnie została zaakceptowana teza, że wspinanie to coś więcej niż sport, to styl życia. Dla tych, którzy skwapliwie przyjęli ją jako prawdziwą, definiowanie wspinania jako sportu jest deprecjonujące, a wręcz obraźliwe.
Dziś amatorskimi metodami trudno jest wytropić pięknoducha, który wprowadził tę opinię do obiegu, ale jeśli zaczną się profesjonalne poszukiwania, to znalezienie go ułatwi wskazówka, że wychowanie fizyczne nie było jego ulubionym przedmiotem, a szczególnie nie przepadał za sportami zespołowymi. Mogę wyobrazić sobie, że tak bardzo ucieszył się, iż wreszcie znalazł sport dla siebie, że postanowił go na swój sposób dowartościować. Tuż za tym sztucznie, niepotrzebnie gloryfikującym nasze zajęcie stwierdzeniem niestety idzie lekceważenie dla innych sportów, które przecież są tylko sportami i niczym więcej.

Barwy klubowe, zgrupowania, tłuściutcy działacze i co najważniejsze: psujące wszystko duże pieniądze, czyli brud komercji... A u nas wspinaczy, jak wiadomo, obowiązują: czysta pasja, bezinteresowne poświęcenie, zatracenie, i pogarda dla konsumpcyjnego trybu życia, kokieteryjnie ocierająca się o anarchię. Takie myślenie to dla mnie przykład szlachetnego, ale jednak zaślepienia przez miłość do wspinania wzniesionego tu na piedestał; rodzaj klap założonych na oczy pozwalających widzieć tylko wspinanie jako godne mnie zajęcie. Takie podejście można by tolerować, ale zupełnie niepotrzebnie stoi za nim pogarda, niechęć, a co najwyżej pobłażliwy uśmiech wobec innych olimpijskich bądź nieolimpijskich dyscyplin sportowych.

Curling jest żałosny, skoki narciarskie i wyścigi samochodowe są śmiertelnie nudne, golf jest dla dziadków z brzuszkiem, itd. Te często słyszane opinie otwierają katalog negowania innych sportów. Dla mnie taki sposób myślenia jest bliski kibicom piłkarskim zwanym kibolami, dla których istnieje tylko jedna drużyna i jedna bramka, a kto nie z nami, ten przeciw nam.



Gra w kulki. Fot. Andrzej Mirek

Wspinaczkowe absurdy z perspektywy laika

Bez ośrodka badań opinii publicznych, więc niefachowo, przypatrzmy się krytyczno-analitycznie temu, czym zajmujemy się z perspektywy laika, który nigdy nie związał ósemki, a jedyną rzeczą, którą wiązał, był krawat lub sznurówki. Pal licho, że nie najprostszą trasą wchodzimy na wierzchołek, na który zazwyczaj można wejść terenem nieco mniej nachylonym. Wejście na Mont Blanc normalną drogą jest czytelnie umotywowane dla każdego wyłącznie poziomo poruszającego się człowieka, ale już wejście wspinaczkowe jawi się jako nikomu nie potrzebna fanaberia. Dlaczego oni wspinają się w zimie, dlaczego bez tlenu, czemu nie z opaską na oczach albo w płetwach?

Spróbujmy przywrócić nasz mózg do stanu myślenia przedwspinaczkowego, a może niektóre rytuały oglądane z tamtej perspektywy wydadzą się nam śmieszne, dziwaczne lub chociaż sekciarskie. Czyszczenie chwytów szczoteczką do zębów, zaznaczanie stopni kreseczkami magnezji czy wreszcie nieprawdopodobna dla laika niechęć do przytrzymania się ekspresa i wreszcie głośno manifestowana rozpacz z powodu odpadnięcia z drogi – tragedia zupełnie niezrozumiała dla niewspinającego się. Nieraz zdarzało mi się tłumaczyć krzyk i rozpacz osobnika, który właśnie odpadł, choć fizycznie nic mu się nie stało, ale mimo tego, że się starałem, to w oczach pytających widziałem jedynie błysk niezrozumienia dla problemu. Absolutnym rekordzistą jest tu Biedruń, po którego z dołu przybiegła ekipa z noszami, gdy odpadł, wspinając się w Ospie.

I kto jest śmieszny: grupka pań zamiatających miotełką lód przed czajniczkiem, by uderzyć w inny, czy człowiek, który tygodniami lub miesiącami próbuje „zdobyć” kilka metrów, a w skrajnych przypadkach brakujących centymetrów skały, podczas gdy metr obok są chwyty sprowadzające to wszystko do poziomu dostępnego dla początkującego wspinacza?
Czy dla kogokolwiek poza hipotetycznym rywalem ma znaczenie fakt, czy prowadzimy piątki czy sześćpiatki? Machnięcie skrzydełkiem motyla w Brazylii może mieć większy wpływ na pogodę w podkarpackim niż to, czy robimy Nienasycenie z jednym blokiem, czy bez niego.
Wspinanie jest powszechnie postrzegane jako sport ekstremalny i niebezpieczny. Sporą część winy za to połączenie biorą na siebie media wyczekujące igrzysk, czyli głównie krwi oraz prawdziwych, nieogolonych, ogorzałych, twardych mężczyzn do reklam.

Całość artykułu znajdziecie w GÓRACH, nr 1-2 (188-189) Styczeń - Luty 2011

Tekst i zdjęcia: Andrzej Mirek
Bartek Pasiowiec
 
Goryonline
 
2018-09-10
HYDEPARK
 

Burka w Nepalu nazywa się sari

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-07-31
HYDEPARK
 

Revelations

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-07-30
HYDEPARK
 

Magazyn TATRY (nr 65)

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-07-24
HYDEPARK
 

Elizabeth Hawley. Strażniczka gór

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com