facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS

W najnowszych GÓRACH (270): "Manaslu - Góra Ducha"

Czasem wspinam się na szczyty tylko dlatego, że... są ładne. Tak było z Matterhornem czy Ama Dablam. A ostatnio z Manaslu, czyli znajdującym się w Nepalu ósmą górą świata. Od momentu, kiedy z daleka zobaczyłam białego kolosa, wyróżniającego się dwoma dość charakterystycznymi wierzchołkami, wiedziałam, że na pewno się spotkamy.

Widok na obydwa wierzchołki Manaslu - główny (z lewej) i nieprzekraczający 8000 metrów Manaslu East, czyli Pinakiel; fot. arch. Monika Witkowska

 

TREKKING VS HELIKOPTER


Tym razem pojechałam na wyprawę w kobiecym gronie. Razem z Joasią Kozanecką, kumpelą ze Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich, biegaczką ultra, triathlonistką oraz ironwomenką, stwierdziłyśmy, że warto byłoby połączyć siły i, po wielomiesięcznych przygotowaniach, na początku września 2018 roku zameldowałyśmy się w Katmandu.

 

Prawda jest taka, że w ostatnich latach coraz więcej osób dolatuje helikopterem do bazy pod Manaslu, a dokładniej do położonej na wysokości 3550 metrów ostatniej wioski przed bazą. My wybrałyśmy wersję trekkingową z kilku powodów. Po pierwsze, zwyczajnie chciałyśmy zobaczyć coś więcej niż tylko białe, zlodzone stoki. Po drugie, taki wariant jest dla aklimatyzacji zdecydowanie lepszy, zwłaszcza że po drodze trzeba przejść przełęcz leżącą na wysokości 5100 metrów. Nie bez znaczenia był też fakt, że taka opcja jest po prostu dużo tańsza. Na marginesie, trekking wokół Manaslu to jedna z najpiękniejszych nepalskich tras. Na wędrowców czekają liczne wiszące mosty, wprowadzające w mistyczny klimat stupy ozdobione wszechwidzącymi oczami Buddy, przepiękne widoki i gościnni mieszkańcy.

 

Trekking do bazy pod Manaslu; fot. arch. Monika Witkowska

 

Niestety, wszystko wskazuje na to, że już niedługo urok tego w dużej mierze zapomnianego przez cywilizację regionu pryśnie. Powód? Rozpoczęły się finansowane przez Chiny prace nad budową autostrady prowadzącej docelowo do Tybetu.

 

Trekking do bazy pod Manaslu; fot. arch. Monika Witkowska

 

W siódmym dniu od wyruszenia z Katmandu, a w piątym pieszej wędrówki docieramy do wioski, której nazwę pisze się Samagaun, jednak dla nas i Rosjan jej wymowa jest swojsko brzmiąca, bo to po prostu „samogon”. Nomen omen nadużywanie lokalnych trunków (do wyboru: sklepowego rumu Khukri albo pędzonego w domach bimbru ryżowego) to codzienność. „Co innego mamy robić?” – wzruszają ramionami synowie naszej gospodyni. Mam wrażenie, że jedyną atrakcję dla miejscowych stanowią trekkersi i wspinacze.

 

Samagaun jest ostatnią wioską przed bazą. Obowiązkowo zatrzymują się w niej wszystkie wyprawy, bo to zarazem punkt, w którym przepakowujemy bagaże. Stąd do góry ładunki mogą nosić tylko lokalsi, co w praktyce oznacza kobiety, jako że w tym rejonie to akurat damski biznes. Z nieukrywanym podziwem patrzymy na tragarki, dźwigające na barkach torby ważące po 30 i więcej kilogramów. Niektóre wyglądają, jakby przy okazji szukały sobie mężów – zaraz po wyjściu z wioski zdejmują z głów tradycyjne chustki, a zalotne uśmiechy podkreślają czerwienią szminki.

 

Fot. arch. Monika Witkowska

 

NIE MA ALKOHOLU, NIE MA PUDŻY


Baza rozbita na skraju lodowca, na wysokości około 4800 metrów to całkiem spore namiotowe miasteczko. W trakcie naszej wyprawy zezwolenia na wspinanie dostało 195 osób (w 2019 roku liczba wydanych zezwoleń doszła już do 350!), do tego trzeba doliczyć jeszcze obsługę, licznych tragarzy wysokościowych i przewodników. Jeden z obozów należy do kolegów z wyprawy pod patronatem programu Polski Himalaizm Zimowy, której liderem jest Rafał Fronia – odwiedzamy się wzajemnie, wymieniamy informacje pogodowe, jednak akcję górską prowadzimy niezależnie.

 

W bazie pod Manaslu; fot. arch. Monika Witkowska

 

Za każdym razem przy wyjściu ze swojego namiotowego M-1 gapię się na wznoszący się nade mną Pinakiel, albo inaczej Manaslu East. To niższy z dwóch charakterystycznych wierzchołków, którego wysokość podaje się różnie – czasem 7992, a niekiedy 7895 metrów. Zresztą, w kwestii wysokości głównego szczytu również nie ma zgodności – w niektórych źródłach jest to 8156 metrów, w innych 8163. W logo ekspedycji przyjęłyśmy wersję niższą. :-)

 

Tradycyjnie na wyprawach w Nepalu przepustką do wyjścia w górę jest pudża – buddyjska ceremonia – odprawiona za pomyślność wspinania. Tym razem jest inaczej. Problemem staje się... brak procentów. „Bez alkoholu pudży nie może być, bo zamieszkujący góry bogowie się obrażą” – przekonują Szerpowie, a jak na złość, ładunek z trunkami zawieruszył się gdzieś po drodze. Szef bazy udziela nam dyspensy: „Teraz idźcie w górę, a jak wrócicie, alkohol będzie, więc przed atakiem szczytowym pudżę na 100 procent zaliczycie” – obiecuje. Skoro tak, ruszamy. 

 

***

 

Pełną relację Moniki Witkowskiej z ubiegłorocznej wyprawy na Manaslu znajdziecie w najnowszym, polarnym numerze GÓR.

 

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Goryonline
 
2020-03-27
Tylko w GÓRACH
 

Futurelight… Co to takiego?

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2020-03-24
Tylko w GÓRACH
 

Yukon Quest w wersji biegowej

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2020-03-23
Tylko w GÓRACH
 

Nie wychodź z domu – GÓRY przyjdą do Ciebie

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2020-03-23
Tylko w GÓRACH
 

W najnowszych GÓRACH (272): „Zamarznięte wodospady w Turcji”

Komentarze
0
 
Maciej Piera
 
2020-03-20
Tylko w GÓRACH
 

K2 - Zimowa droga Andrzeja Zawady - część I

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2020 Goryonline.com