facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2009-02-14
 

Viva España! - kwietniowe Pireneje

W kwietniu 2008 udało mi się wraz z narzeczonym wyjechać na urlop do Hiszpani. Celem podróży była Katalonia w trzech odsłonach: miasto, góry i morze.
Po kilkudniowym zwiedzaniu Barcelony, miasta Gaudiego  i ruchliwej ulicy la Rambla, flamenco i hiszpańskiego temperamentu, udaliśmy się w góry. Wobec naszej miernej raczej znajomości hiszpańskiego i - jak się okazało - nieznajomości angielskiego u pani w kasie na dworcu autobusowym, udało nam się dostać bilet nie do tej miejcowości, do której jechać planowaliśmy. Cieszył nas jednak fakt, że miejscowość, do której bilet nam sprzedano, znajdowała się na trasie w Pireneje. Nie zniechęcając się ruszyliśmy w dalszą drogę autostopem. Jak zauważyłam, Hiszpanie, a także inni obcokrajowcy przejeżdżający przez ten kraj, nie wahają się podejmować przydrożnych turystów. Podczas tej drogi, zostaliśmy nawet zaproszeni na kawkę, co było miłym akcentem w podróży. Nasza trasa wyglądała następująco: Barcelona - Lleida - Binefar - Barbastro - Castejon de Sos - Benasque. W miarę oddalania się od zgiełku miasta czułam, że ogarnia mnie spokój. Dzieje się tak zawsze, ilekroć obcuję z przyrodą. Jadąc krętymi drogami przedgórza Pirenejów podziwialiśmy niesamowite widoki - rysujące się na horyzoncie ośnieżone szczyty górskie, a w dole mieniące się w słońcu jeziorka o lazurowym kolorze.
Niestety, pod wieczór, kiedy dojechaliśmy do Benasque, pogoda uległa całkowitej zmianie. Padał deszcz ze śniegiem, było szaro i prawie rozczarowująco. Postanowiliśmy nie tracić czasu i wyruszyliśmy na szlak. Zmrok już zapadał, kiedy dotarliśmy do Cabana de Santa Ana. W Pirenejach jest wiele bacówek, z których mogą korzystać wędrujący. Niejednokrotnie wyposażone są one w stół, prycze czy zapas drewna do kominka. Zmylić mogą kłódki w drzwiach. Nie są one jednak zatrzaśnięte, a jedynie zabezpieczają przed samowolnym otwieraniem się drzwi. Jak się okazuje, bacówki znajdujące się tuż przy często uczęszczanych szlakach, mogą być w nieco gorszej kondycji, niż te, które pozostają na uboczu. Pierwszy nocleg pod dachem i w osłonięciu od wiatru i śniegu.
Następnego dnia, po posiłku ruszyliśmy w drogę. Śnieg nie przestawał padać. Mijający nas turyści, wyposażeni w rakiety śnieżne, nawet nie zapuszczali się w wyższe partie gór. Nikt się nie spodziewał takich ilości śniegu w kwietniu, albowiem z reguły w tym miesiącu panuje tu klimat wiosenny. W związku z zastanym stanem pogodowym do schroniska, do którego się wybraliśmy (Refugio de Estos), nie zachodzili żadni turyści. Kiedy dotarliśmy na miejsce, tj. na wysokość prawie 1900 m n.p.m., okazało się, że jesteśmy jedynymi gośćmi, a oprócz nas przebywali tam jedynie opiekun schroniska i jego pies.
Kolejne dni w górach to cisza i odpoczynek, krótkie wypady i przecieranie szlaków, obserwowanie przyrody, gra w domino i wreszcie oczekiwana poprawa pogody.
Kiedy schodziliśmy z gór, śnieg już topniał. Opuszczając tę piękną krainę i kierując się w stronę Costa Brava mijaliśmy pasterzy przepędzających stada owiec wyżej ku górskim halom. W Pirenejach zaczęła się wiosna.
 w drodze
 ostatnie spojrzenie
 mega Cabana
 powiało wiosną
 podczas zejścia
 
 mikrokosmos
 przyfrunął
 przyroda niejadalna
 w górach
 w górach
 
 słońce wyszło
 poprawa pogody
 Refugio de Estos
 idziemy
 II dzień niepogody
 
 Cabana de Santa Ana
 w drodze
 owczy spęd
 
KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Maciek Szopa
 
2018-05-18
FOTO-VIDEO
 

Tak było na K2 zimą

Komentarze
0
 
Maciek Szopa
 
2018-05-17
FOTO-VIDEO
 

Nowa Zelandia - miejscówki mniej znane

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-05-14
FOTO-VIDEO
 

Meteory - najpiękniejszy rejon na świecie?

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-05-14
FOTO-VIDEO
 

Dave Macleod w końcu odhacza swój wieloletni projekt

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com