Proszę czekać...
facebook
 
baner
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
baner
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2014-03-07
 

Superściek - kilka słów o historii legendarnej drogi

21 lutego Sławomir Cyndecki, Jacek Jania i Jan Muskat przeszli Superściek na Kazalnicy Mięguszowieckiej w czasie 15,5 godziny. Jest to prawdopodobnie dopiero dziewiąte (ósme zimowe) przejście te legendarnej drogi. Z tej okazji postanowiliśmy przypomnieć jej ciekawą historię.

 

Sławek na pierwszym wyciągu Superścieku. Fot. arch. Sławek Cyndecki

 

Zanim cofniemy się do przeszłości, opiszmy krótko tegoroczne powtórzenie. Wedle informacji zespołu warunki na drodze były bardzo trudne, temperatura wynosiła -10 stopni. Sławek Cyndecki zrobił klasycznie pierwszy wyciąg pod Portal. Jacek Jania pokonał hakowo (A1) Portal i płyty, zaś Dzwon, również hakowo (A2), poprowadził Jan Muskat. Dla zaoszczędzenia czasu Muskat nie zmieniał starych pętelek w hakach oraz wbijał dziabę do kołka drewnianego. Na kolejnych wyciągach zespół napotkał miejsca A1/A1+, które prowadził Jacek Jania. W kominach wyjściowych nie było lodu, a końcówka okazała się dość niebezpieczna ze względu na sporą ilość niezwiązanego śniegu. Pozostaje nam pogratulować zespołowi spręża i psychy, a my cofnijmy się w czasie do połowy ubiegłego wieku…

 

 

Jan Muskat w środku trudności Superścieku. Fot. Sławek Cyndecki


Droga budziła zainteresowanie już w latach pięćdziesiątych, co zaowocowało próbami Czesława Momatiuka i Adama Wojnarowicza. W 1968 roku Jerzy Milewski i Jacek Rusiecki „Dżak” doszli do okapu Dzwon, omijając Portal z lewej. W sierpniu 1973 roku Marian Piekutowski i Zbigniew Wach dotarli ściśle ściekiem wody do półki pod Portalem. Wreszcie w grudniu Wach wrócił na linię w doborowym towarzystwie Piotra Jasińskiego „Kmiecia”, Wojtka Kurtyki i Krzysztofa Pankiewicza (w poręczowaniu uczestniczył Marek Kęsicki, którego później zastąpił Jasiński). Ze względu na wykorzystanie krytykowanej już wówczas taktyki polegającej na zostawianiu poręczówek i wracaniu na noc do schroniska, którą na pierwszych 80 metrach drogi zastosował zespół, nadano mu w Moku żartobliwą ksywkę – „Elektromontaż”. Ostateczne przejście drogi, które zamknęło usta szydercom, miało miejsce w dniach 28–30 grudnia 1973 roku. Ciekawostką jest fakt, że czwórkowy zespół spotkał na szczycie Kazalnicy Marka Kęsickiego, Bogdana Nowaczyka i Krzysztofa Wielickiego, którzy w dniach 27–30 grudnia dokonali pierwszego zimowego przejścia Filara z Ostrogą i prostowaniem. Jak widać – działo się wtedy na Zerwie!

 

 

Zbigniew Wach podczas pierwszego przejścia Superścieku. Fot. arch. Zbigniew Wach


Zbigniew Wach tak opisywał nowość w „Taterniku”: „Droga jest piękna, wiedzie naturalnymi formacjami w niezwykłej scenerii. Ponieważ trzyma się linii wodospadu, narażona jest na niebezpieczeństwa obiektywne, a trudności zależą w głównej mierze od warunków. […] Zimą jest to jedna z najwspanialszych wspinaczek w Tatrach, zmuszająca do pokonywania zalodzonych płyt i kominów. W górnej części dwa lodospady i pokryte lodem trawki”.


Autorzy drogi podczas pierwszego przejścia użyli około 70 haków (w tym dwóch jedynek i dwóch amerykańskich haków specjalnych), kołków oraz 8 nitów (5 na stanowiskach). W ścianie zostawili około 15 haków, kołki i nity. Z perspektywy czasu Superściek można z pewnością nazwać jednym z milowych kroków w rozwoju polskiego wspinania zimowego w latach siedemdziesiątych.

 

 

Schemat Superścieku. Źródło: Taternik 1/1974


Drogę nie od razu ochrzczono Superściekiem, najpierw nazywano ją Direttissimą Wielkiego Ścieku, a nawet Prostowaniem Ścieku. Drugiego przejścia doczekała się w marcu 1975 roku za sprawą Andreja Belicy i Jana Krcha, którzy w górnej części wytyczyli nowy wariant na lewo od oryginalnej linii.


Na kolejne powtórzenia trzeba było czekać aż do lutego 1980 roku, kiedy na drodze zapanowały wyjątkowe warunki. Umożliwiły one przejście po lodzie, który w tym sezonie zwisał w tym miejscu ściany w niespotykanych dotąd ilościach w postaci dwóch wielkich sopli, które traciły ciągłość w strefie przewieszonej. Unikalny „warun” wykorzystali 21–22 lutego Ela i Jan Fijałkowscy, którzy jako pierwsi pokonali drogę po lodzie w dobrym czasie dwóch dni (choć, podobnie jak poprzednicy, wykorzystali technikę poręczowania). W tym samym czasie w drogę wbił się zespół Ryszard Pawłowski - Przemek Piasecki. Kiedy ten drugi zrezygnował ze wspinaczki, „Napał” postanowił ją kontynuować i dokonał solowego przejścia linii (główny atak 23–25 lutego, z poręczowaniem). „Nie chciałem dać za wygraną i powiedziałem, że jeśli [Przemek] się wycofa, to spróbuję wspinać się dalej sam. Nie miałem żadnego doświadczenia w samotnym wspinaniu – nigdy wcześniej nie robiłem tego w górach. Ale system był dla mnie mniej więcej jasny – przymocowanie liny do stanowiska i przesuwanie na niej prusika. Obycie sprzętowe miałem dobre, chociażby z jaskiń”. – wspominał po latach Pawłowski.

 

 

Ryszard Pawłowski na Superścieku podczas pierwszego przejścia jednodniowego. Fot. arch. Ryszard Pawłowski


Do sezonu 1982/1983 roku zarówno Ściek jak i Superściek czekały na przejście bez poręczowania, które w tym czasie było już reliktem minionej epoki. Oba problemy padły tej zimy – Superściek za sprawą Marka Danielaka i Maćka Pawlikowskiego, którzy pokonali go 18–19 marca 1983 roku.


W 1985 roku ta typowo zimowa droga doczekała się przejścia… letniego. Osoby znające co nieco najnowszą historię taternictwa nie miałyby chyba problemów z odgadnięciem, kto mógł tego dokonać. Tym koneserem był oczywiście Ryszard “Rico” Malczyk, któremu towarzyszył zawsze gotowy na nowe wyzwania Jan Muskat. Riko najwyraźniej znudzony intensywnym sezonem tatrzańskim obfitującym w świetne, ale standardowe przejścia (wśród wielu innych np. I klasyczne przejście Orolina na Wołowej Turni czy III klasyczne przejście klasyczne Pająków i II klasyczne przejście Daga na Kazalnicy) postanowił pod koniec sezonu sprawdzić się na wilgotno-trawiasto-kruchym wyzwaniu. Droga padła 5 października, a w „Taterniku” umieszczono ją wśród najciekawszych… odhaczeń, choć – jak łatwo się domyślić - zespół nie przeszedł klasycznie całej drogi – hakówki używano oczywiście na okapach Portal i Dzwon „Ze względu na niebezpieczeństwa obiektywne droga ta możliwa jest do przejścia tylko w okresach dłuższej jesiennej pogody, a takie warunki nie zdarzają się co roku. […] Mimo świetnej pogody, górnym kominem płynęła woda i ukończyliśmy drogę przemoczeni” – pisał “Rico” w „Taterniku”.

 

 

Ryszard Malczyk. Fot. Jacek Ostaszewski


W połowie lat osiemdziesiątych uwaga czołówki tatrzańskich zimowców zaczęła kierować się ku przejściom jednodniowym ekstremalnych dróg, które jeszcze niedawno wymagały poręczowania i wielodniowych oblężeń. Wyścigu o przejście Superścieku w stylu non-stop nie wygrali ówcześni „młodzi gniewni”, ale przedstawiciele już nieco starszego pokolenia, Ryszard Pawłowski z Janem Nowakiem, którzy na pokonanie drogi potrzebowali zaledwie 18 godzin. Dokonali tego 17 marca 1986 roku.


Ten wynik poprawić mogło dopiero pokolenie zimowych „szybkobiegaczy”, które zawładnęło Zerwą w latach dziewięćdziesiątych. Bliscy szczęścia byli Janusz Gołąb i Bogdan Samborski, którzy w 1992 roku pokonali drogę w trakcie 20 godzin. Rekord pobili ostatecznie Stanisław Piecuch i Jacek Fluder, którzy osiągnęli – do dziś niepobity – czas 13 godzin.

 

 

Linia Superścieku. Opr. Damian Granowski


Mimo tak wyśrubowanych wyników czasowych droga przez kolejne dwa dziesięciolecia cieszyła się zasłużoną sławą zimowej ekstremy. W 2002 roku tak pisał o niej na łamach GÓR Marcin Michałek: „Jedna z najtrudniejszych dróg lodowych w Polsce. Posiada ona oprócz wyciągów lodowych trudne hakowe biegnące przez dwa okapy: Portal i Dzwon. Niestety dość rzadko w dobrych warunkach. Droga bardzo eksponowana. Pierwsze przejście było kolejnym przełomem w pokonywanych trudnościach lodowych”. Nic dodać, nic ująć. A w zasadzie…  warto coś dodać. W dzisiejszej erze przejść zimowo-klasycznych Superściek uchodzi za jeden z największych – o ile nie największy – problem do uklasycznienia na naszej Ścianie Ścian. Czy stanie się to w tym sezonie, czy przyjdzie nam na to wydarzenie jeszcze trochę poczekać? Pożyjemy – zobaczymy.

Opracował: Piotr Drożdż

Źródła:
Drożdż Piotr, Ryszard Pawłowski: 40 lat w górach. Wywiad-rzeka. Góry Books 2013.
Kalita Stanisław, Rico, GÓRY 1991, nr 2  
Malczyk Ryszard, Kocioł Kazalnicy, „Taternik” 1985 nr. 2
Michałek Marcin, Zimowy wykaz dróg na Kazalnicy, GÓRY 2012/1-2
Pamiętnik Krzysztofa Wielickiego (rękopis)
Podumowania sezonów zimowych w “Taterniku”
Wach Zbigniew: Nowe drogi w Tatrach, „Taternik” 1974/1
Żurawski Jan, Kazalnica – drogi zebrane, Warszawa 2012

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Goryonline
 
2017-11-09
HYDEPARK
 

Ostatnia w koronie. Z archiwum Jerzego Kukuczki

Komentarze
0
 
 
Łukasz Kocewiak
 
2017-09-28
HYDEPARK
 

Aconcagua. W cieniu Śnieżnego Strażnika

Komentarze
0
 
Goryonline
 
Goryonline
 
Goryonline
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2017 Goryonline.com