facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2009-07-06
 

Pierwsza doba, pierwsze ofiary - Rajd Explore Sweden

W piątek z centrum zatłoczonego Sundsvall wyruszyła parada 22 zespołów z jedenastu krajów, prowadzona przez orkiestrę i rozbawione dzieci niosące flagi narodowe wszystkich zawodników. Po krótkiej ceremonii otwarcia, potężny licznik kilometrów Explore Sweden Monster zaczął bić.
Pierwsze 4 km były sprintem na drugą stronę rzeki, podjazdem na rolkach na szczyt wzniesienia i zbieg w normalnych butach stromym klifem miejskiego parku, w którym dobrze ukryty punkt kontrolny wisiał pod skałą. Sam organizator rajdu szukał go wraz z dziennikarzami dobre kilka minut. Po rozgrzewce zespoły wybierały kolejność następnych trzech etapów: spacer po dachu zabytkowego budynku, 150 metrów pływania w porcie i 14km orienteering w mieście. Speleo Salomon Gore-Tex po małej wpadce z brakiem podbicia punktu na dachu, opuściło Sundsvall w pierwszej dwunastce. Miejscowi mocarze z Lundhags wysunęli się na 4-minutowe prowadzenie.

Pierwszy „normalny” etap prowadził na wschód, po szutrach i asfaltach rowerowe tramwaje pędziły przez 120 kilometrów na przemian w górę i w dół. Po podbiciu punktu numer 3 na szczycie 300-metrowej góry, nie wolno było z niej zjechać normalną drogą, ale prowadząc rowery przez las na skróty, bez ścieżki. Niby nic strasznego, ale marsz w SPD-ach po omszałych skałach nigdy nie należy do szybkich. Cały etap nawet najwolniejszym zespołom zajął 7 godzin.

Na strefę zmian szwedzki Lundhags wpadł z kilkunastoma minutami przewagi nad goniącymi ich Duńczykami i FJS. Włożenie rolek zajęło dwie minuty i już pędzili w kierunku oddalonego o 16 km Midadventure – rzecznej plaży i wyspy, na których czekały krótki kajak dla jednej osoby w zespole, bieg dookoła wyspy dla dwóch oraz park linowy dla czwartej. Potem zawodnicy spotykali się i już całym timem zjeżdżali do wody i płynąc około 200 metrów kończyli etap. Pierwszy zespół już miał dwie godziny przewagi nad dziesiątym.

Mimo że pogoda (oprócz krótkiego deszczu) była dobra, a woda tak ciepła jak powietrze (23 stopnie), Speleo Salomon trochę zmarzło i gdy przed północą opuszczali swój support (zespół wspomagający, przygotowujący jedzenie i sprzęt), mieli około 140 minut straty. Bez świateł (słońce zachodzi po 23, ale całą noc jest na tyle jasno, że na drogach nie potrzeba dodatkowego oświetlenia) zaczynali 256 km pedałowania: jeden długi przelot, bez żadnych punktów do podbijania...

Żadnej nawigacji, żadnego urozmaicenia, czysta siła i odporność na sen. Dwanaście godzin po asfalcie, 10 minut snu w rowie. Jechałam z supportem i minęliśmy Polski zespół o 2 w nocy, śpiewali „A kiedy przyjdzie także po mnie...” – tekst, który przykleił się do nich jeszcze przed zawodami. Zegarmistrz światła pomógł im wyprzedzić trzy teamy, ale senny monster nie dał o sobie zapomnieć i śpiąc w rowie dali się wyprzedzić Rosjanom. W sobotę po 11 rano oba teamy skończyły w jednominutowym odstępie. Piotrek Dymus z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru podsumował noc: „to jakby próbować zarżnąć się bagietką” ...

Tylko dwa pierwsze zespoły (Lundhags i FJS) nie spały po rowerze, po 15 minutach w w strefie zmian sprzętu pognały na treking wysokogórski. Cała reszta spała (Speleo Salomon Gore-Tex 45 minut) lub długo marudziła u supportów. Czekał ich 60 km marsz, co najmniej 19-20 godzin z 12 kg plecakami (jedzenie na dobę, raki, czekan, 50 metrów liny, 4 karabinki, jumar, uprząż itp.).

Sobota od rana była słoneczna, ale nad Explore Sweden zebrały się chmury. Nad ranem organizator wypadł samochodem z drogi i wybuch poduszki uszkodził mu oko. Norweski zawodnik teamu Merrell doznał kontuzji ścięgna i po 24 h rajdu jego zespół zszedł z trasy. Pech nie ominął też Speleo – Piotrkowi Hercogowi wróciła podobna kontuzja ścięgna przy kolanie i w góry wychodził już na mocnych środkach przeciwbólowych. A na lodowej, zaporęczowanej ściance, którą mieli przechodzić zawodnicy, zrobiło się tak krucho, że po przejściu dwóch pierwszych zespołów punkt zamknięto i skrócono (choć to może już na szczęście) cały marsz o kilka trudnych kilometrów. Gdy Artur Kurek z kolegami i Iriną Safronovą, wychodził na trek ta informacja nie była jeszcze znana, ale na pewno na górze wiadomość nie zepsuła im nastroju, który po śnie wyraźnie się poprawił.

W niedzielę nad ranem nasz zespół ukończył marsz przez góry i lodowiec jako czwarty, co znaczy że moc jest z nimi! Na stronie www.exploresweden.se działa relacja na żywo, a w zakładce Multisport można śledzić zespoły dzięki 24h pozycji GPS. Zapraszamy do kibicowania!

Monika Strojny
 fot. Monika Strojny
 fot. Monika Strojny
 fot. Monika Strojny
 fot. Monika Strojny
 
Goryonline
 
Goryonline
 
Goryonline
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2019 Goryonline.com