facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2005-10-13
 

Nowa droga ścianą Rupal na Nanga Parbat!

Wygląda na to, że w tym roku komisji przyznającej Złoty Czekan przybyła bardzo poważna kandydatura do nagrody.


Wygląda na to, że w tym roku komisji przyznającej Złoty Czekan przybyła bardzo poważna kandydatura do nagrody. Wśród wielu wybitnych dokonań tego roku to, o którym będzie mowa, wyróżnia się wizjonerstwem i śmiałością. Mowa o pokonaniu nową drogą w stylu alpejskim około 4,5-kilometrowej ściany Rupal, najwyższej, południowej flanki Nanga Parbat (8125 m), którą uznaje się za najwyższą ścianę na świecie.
Jak dotąd od tej strony prowadziły trzy wspinaczki: najstarsza Droga Messnerów z 1970 roku, Droga Schella (1976 r.) oraz Droga polska (Carsolio – Kukuczka) ’85. Donosiliśmy o emocjonującej, szczęśliwie zakończonej akcji ratunkowej po Tomaža Humara, który próbował samotnie poprowadzić nową drogę w linii spadku największego spiętrzenia ściany. Udało mu się dotrzeć na wysokość około 6400 m, gdzie utknął w skrajnie niebezpiecznym lodowym labiryncie, na omiatanym przez lawiny żebrze śnieżnym. Zagrożenia obiektywne w tej części ściany oraz dramatyczne wydarzenia nie odstraszyły jednak kolejnych śmiałków. Inna rzecz, że nie byli to ludzie przypadkowi. Pod ścianą pojawił się bowiem świetny zespół Vince Anderson – Steve House. Dla House’a było to już „drugie podejście” do tej ściany. W ubiegłym roku wraz z Brucem Millerem doszli do wysokości około 7450, jednakże dolegliwości Steve’a zmusiły ich do odwrotu.
Zespół, bogatszy o zeszłoroczne doświadczenia House’a, najpierw przez dłuższy czas aklimatyzował się na Drodze Schella i przeczekiwał złe warunki. Gdy ścianą sunęło już nieco mniej lawin, zdecydowali się wyruszyć (1 września). Tego dnia pokonali (bez asekuracji) bodaj najbardziej ryzykowny odcinek – zbocza śnieżne pocięte torami lawin – i osiągnęli względnie bezpieczne żebro skalne, po czym zabiwakowali w szczelinie pod kluczową barierą. Nazajutrz w ciągu kilku godzin uporali się z najtrudniejszym fragmentem – wylodzonym zacięciem. Nad nim teren umożliwiał już wspinaczkę z lotną asekuracją. Biwak wypadł po przejściu około 300 m skalnego żebra. Kolejnego dnia podeszli pod ostrogę kolejnego żebra. Rok wcześniej House i Miller wybrali drogę niebezpiecznym, ale łatwym zboczem. Tym razem, z uwagi na spore ilości niezwiązanego śniegu (a co za tym idzie, znaczne zagrożenie lawinowe), poszli, ambitnie i logicznie, wprost pod ostrze skalnego żebra. Na nim czekało na Amerykanów kilka wyciągów mikstowego wspinania, po którym wydostali się na lodowy stok. Trzeci biwak wypadł pod serakiem na wysokości około 6200, po 18 godzinach walki. 4 września pokonali kolejne 800 m deniwelacji, przechodząc mało strome zbocze śnieżne i następne trudne żebro skalne. Stopniowo dawało się we znaki zmęczenie i wysokość. Następnego dnia dwójka wyszła na wspinanie dopiero o 10.30 i mozolnie zdobywała wysokość śnieżnym stokiem. Wspinacze ponownie osiągnęli ostrze żebra, tym razem na wysokości około 7400 m, w pobliżu miejsca ubiegłorocznego odwrotu.
6 września o 3.30, szóstego dnia wspinaczki, wyruszyli do ataku szczytowego. Mieli ze sobą linę i jeden plecak z trzema litrami wody i jedzeniem. Wstawał wspaniały dzień. Powoli wznosili się bądź w kopnym śniegu, bądź łatwymi lodowymi zboczami, które wyprowadziły ich w miejsce połączenia z Drogą Messnerów. Przedwierzchołek osiągnęli o 16.00, natomiast główny wierzchołek Nangi przywitał ich o 17.45. Good day to be alive! – jak mawiają – zaiste, „dobry dzień, by być żywym”! Radość nie trwała długo, przed nimi była jeszcze długa droga do biwaku, do którego dowlekli się dopiero o 3.30 nad ranem.
Po krótkim odpoczynku, już o ósmej rozpoczęli zjazdy na Lodowiec Merkla, na którym ponownie połączyli się z Drogą Messnerów. Do końca dnia udało im się zejść do obozu pierwszego na wysokości 5500 m. Chcieli iść dalej, ale skończyły się baterie w jedynej latarce, co wymusiło biwak. Stąd mogli już słuchać tryumfalnego bicia w bębny i obserwować płonące na ich cześć ognie w dolinie... Nazajutrz o 14.00 byli już w bazie, szczęśliwi i serdecznie witani.

Powstała droga Anderson – House 5.9 WI4, prawie 4500 m jest wydarzeniem wybitnym, jednym z najważniejszych przejść tej dekady w Himalajach.

Po latach aktywności i dominacji na szczytach ośmiotysięcznych wypraw komercyjnych lub prowadzonych w stylu oblężniczym, wreszcie można napisać, że wejście na ośmiotysięcznik stało się jednym z najważniejszych dokonań alpinistycznych w górach najwyższych.

9 (136) 2005

(kg)

Bartek Pasiowiec
 
Goryonline
 
2018-09-20
GÓRY
 

TPN walczy ze śmieciami na górskich szlakach

Komentarze
0
 
 
Piotr Michalski
 
2018-09-20
GÓRY
 

Słowacy pod Mont Blanc - powstały dwie nowe drogi!

Komentarze
0
 
Bartek Pasiowiec
 
2018-09-20
GÓRY
 

Manaslu: Monika Witkowska dotarła pod C3!

Komentarze
0
 
Bartek Pasiowiec
 
2018-09-18
GÓRY
 

Manaslu: Polki już w obozie 2!

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com