facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2014-04-29
 

Na zielonej planecie Kalamarka

Nazwa Kalamarka skojarzyła mi się z czymś dzikim, egzotycznym i odległym. Zapachniała Orientem, a może zabrzmiała, jakby była rodem z Amazonii? Nie potrafiłem konkretnie umiejscowić owej tajemniczej destynacji. Jakże wielkie było więc moje zdziwienie, gdy dowiedziałem się, że leży niecałe 200 kilometrów od granicy z Polską – na Słowacji – i że majówkę spędzimy właśnie tam!

Pierwsze wrażenie jednak szybko powróciło, gdy po kilku godzinach jazdy znaleźliśmy się na miejscu. Wszechobecna zieleń faktycznie jest amazońsko soczysta, a ponad dwadzieścia stopni w cieniu i wysoka wilgotność powietrza jeszcze bardziej spotęgowały złudzenie przebywania w dżungli.

 

 

Wspinanie na lekko wywieszającym się sektorze Indian. Fot. Patryk Różecki

 

Pierwotna wizja przekopywania się przez mchy i wspinania terenem czysto rolniczym okazała się na szczęście daleka od rzeczywistości. Oprowadzani przez „naszego lokalsa”, Jasia Malikowskiego, który Kalamarkę zna jak mało kto, bezzwłocznie przystąpiliśmy do ataku na miejscowe klasyki. Muszę przyznać, że takiego nagromadzenia pięknych dróg się nie spodziewałem. Strach przed glonami szybko zmienił się w ekscytację jakością i estetyką skały. Okazało się, że jest dobrze przygotowana i wyczyszczona, a nawet zielone połacie mają niezłe tarcie i trzymanie. Jednak do pierwszych prowadzeń trzeba podejść z pokorą i na spokojnie zapoznać się z nowym rodzajem wspinania oraz nastawić psychę na dość wysoko umiejscowione pierwsze wpinki, a czasami także dalekie wyjścia nad przelot.

Pradziadek Zimermana i gwiazda amerykańskiego freeclimbingu

Rejon powstał na skutek aktywności wulkanicznej, skała to warstwowo ułożone andezytowe „wafle”, oferujące wspinanie po lekko przewieszonych, dość dobrze uklamionych drogach. Jednak niewiele chwytów się zagina i trzeba mocno pracować nogami, by nie wyjechać z obłych krawądek – czyli jest technicznie, a zarazem dość moralnie.
Na szczęście skała jest twarda, więc bardzo często można dołożyć coś swojego. Asekuracja z kostek jest tu dozwolona, a nawet zalecana, zważywszy że czasami na kilkunastu metrach drogi za komplet stałych przelotów robią dwa kruchy i zjazd. Etyka, na wzór tej piaskowcowej, nakazuje otwierać nowe drogi z dołem (chyba już nie zostało za wiele miejsca).

 

 

Na własnej też fajnie można zadawać. Fot. Patryk Różecki

 

Wspinanie na wędkę, choć często praktykowane przez lokalsów, jest podobno niemile widziane. Zniechęcać do top rope’a mają jednopunktowe stanowiska zjazdowe. Taki charakter działania wynika z faktu, że jest to jeden z pierwszych rejonów skałkowych na Słowacji. Treningowo przed górami wspinano się tu już w latach trzydziestych, traktując Kalamarkę jako „cvičné skaly”. Wertując przewodnik, można napotkać perełki w rodzaju linii poprowadzonej w 1899 roku przez pewnikiem kilkunastoletniego Zimermana, w zespole z własnym pradziadkiem, wycenionej na IV i wiodącej przez okap! Czy „piątki minus”, której pierwszego przejścia dokonał: „neznámy rumunsky partizan”, prawdopodobnie żywcując, i to w dużym pośpiechu.


W 1973 roku pokonana została tutaj najtrudniejsza wówczas droga na Słowacji – Antygrawitacja. Ceniona jest na VII–, ale kto się wstawił, wie, że na pewno nie jest to ruta spod znaku łatwej cyfry. Smaczku dodaje pierwsza wpinka umieszczona około szóstego metra, którą dostajemy w nagrodę za pokonanie startowego buldera, stanowiącego o trudności drogi. Czynu tego jako pierwsi dokonali Igor Koller wraz z Janem Hazuchą, ale nawet dziś za powtórzenie z dołem można spodziewać się braw od zgromadzonych w sektorze słowackich lezców.


Nie wszystkie cesty na szczęście wyglądają w ten sposób. Kalamarka, jak wiele rejonów na Słowacji, ostatnimi czasy doczekała się akcji czyszczenia i wymiany starej asekuracji. Często obok starych kruchów zostało coś dobite, a wiele nowszych linii ma komfortową liczbę ringów i rogi zjazdowe na stanowisku. Kalamarka wydaje się idealna dla początkujących i na wiosenny rozwspin. Zawdzięcza to dużej liczbie dróg o przystępnej wycenie, niezłym chwytom oraz przyjaznej dla skóry drobnoziarnistej skale. Szybko można też narobić metrów, bo cały rejonik jest mocno skondensowany.

 

 

Zielona planeta Kalamarka! Fot. Patryk Różecki

 

Przeskakując z drogi na drogę, idąc po prostu wzdłuż ściany, w parę godzin spokojnie da się zrobić około dziesięciu wstawek. Pasaży spod znaku V jest tutaj na pewno ponad 200, większość z obiciem „dla ludzi”, chyba że istnieje możliwość dołożenia własnej asekuracji. Za zestaw standardowy spokojnie wystarczy 6–8 ekspresów, set średnich kości i 2–3 friendy. Chcąc powspinać się po trudnościach około „ósemki” UIAA, należy przygotować się na kilkuruchowe bulderki po dość małych, obłych krawądkach w pionowej skale (na przykład sektor Horanen) lub dłuższe, około dwudziestometrowe ciągi po oblaczkach w lekkim przewieszeniu w sektorze Indian. Po kilku dniach wspinanie może wydawać się trochę monotematyczne ze względu na podobieństwo chwytów i płytowy charakter większości dróg. Na szczęście sytuację ratują dość liczne kanty, okapy oraz różnej szerokości rysy i zacięcia. O wyjątkowości rejonu świadczy fakt, że przedstawiciele james.sk przy okazji górskiego festiwalu, którego gościem była Lynn Hill, zaprosili ją na wspólne wspinanie właśnie do Kalamarki. Krótki film dokumentujący to wydarzenie można obejrzeć poniżej:

 

 

Więcej informacji oraz zdjęć znajdziemy tutaj: www.kalamarka.sk.

Dalszą część artykułu znajdziecie w GÓRach nr 228


Tekst i zdjęcia: Patryk Różecki

Goryonline
 
2018-10-16
HYDEPARK
 

Wanda Rutkiewicz. Jeszcze tylko jeden szczyt

Komentarze
0
 
Goryonline
 
Bartek Pasiowiec
 
Goryonline
 
2018-09-10
HYDEPARK
 

Burka w Nepalu nazywa się sari

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com