facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2010-08-05
 

Na trekingowych ścieżkach... - poradnik

Treking to czas aktywnego wypoczynku, czas, w którym podróż staje się niezależna od czynników cywilizacji, a kolejne dni kształtuje pogoda i krajobrazy skrywane za następną przełęczą czy pasmem górskim.
Tekst i zdjęcia: Tomasz Noga
www.tomasznoga.pl


Treking to czas aktywnego wypoczynku, czas, w którym podróż staje się niezależna od czynników cywilizacji, a kolejne dni kształtuje pogoda i krajobrazy skrywane za następną przełęczą czy pasmem górskim. Rytm tych dni wyznacza miejsce kolejnego zamierzonego noclegu, kolejna dolina, w którą będziemy schodzić, widząc ścieżkę pnącą się z jej dna na przeciwległe zbocza i kolejne oddalone od cywilizacji wioski z przyjaznymi, nierzadko biednymi ludźmi, których miara gościnności jest często wprost proporcjonalna do ich ubóstwa. To czas zwiększonej ilości robionych zdjęć ze względu na otaczające nas góry i roślinność, których kolory zmieniają się o każdej porze dnia, nagradzając trudy dziennej wędrówki widokami w świetle zachodzącego słońca.
Podczas każdej podróży zawsze staram się znaleźć miejsca górskie, aby właśnie doświadczać tego uczucia, odcięcia się od planowania kolejnych dni, kupowania biletów, wyznaczania marszruty i czytania o zwiedzanych zabytkach.

Będąc nastolatkiem i chodząc po Beskidach, Bieszczadach i Tatrach, nawet nie marzyłem, że kiedyś góry te staną się miejscem tylko weekendowych wypadów w okresach, w których pochłania nas codzienność i praca, a gdy przychodzi czas wyjazdu zaczyna się myśleć o górskich spacerach w innych, tych dalszych i bliższych krajach.

Tak jak z czasem zmieniała się sytuacja polityczna w naszym kraju i możliwości wyjazdów, zmieniały się także warunki na szlakach trekingowych, ograniczanie pozwoleniami, koniecznością wynajmowania agencji i niestety większym zatłoczeniem na szlakach.

Wyjeżdżając kilkanaście lat temu pierwszy raz na treking w Himalaje, realizując marzenia z nastoletnich lat, wybrałem treking pod Everest na turnię Kala Pattar (5545 m n.p.m.) i do Everest Base Camp.

Załatwiliśmy pozwolenia, kupiliśmy mapę i autobusem pojechaliśmy w kierunku gór do Jiri. Nieśliśmy wszystko w plecakach przez 3 tygodnie i nie korzystaliśmy z pomocy tragarzy, traktując wtedy ich wynajęcie jako ujmę dla honoru. W Jiri, w którym nie było prądu. zapłaciłem najniższą cenę za nocleg podczas wszystkich podróży – 5 centów za łóżko w miejscowym lodge. Zarobek obsługa miała na posiłkach, które już znacznie odbiegały od ceny noclegu. Po tygodniu dotarliśmy z Jiri przez Luklę do Namche Bazar. Po latach sytuacja polityczna się nieco zmieniła, maoistowska partyzantka zaczęła utrudniać ten odcinek szlaku, i większość przybywających w ten rejon zaczęła startować z Lukli, do której dociera transport lotniczy. Szlak z Jiri do Lukli stał się rzadziej uczęszczany, a przez to ciekawszy, a dalszy odcinek od Lukli zapełnił się grupami zorganizowanymi.

Dzisiaj nierozsądnym wydaje się dźwiganie wszystkiego. Jeśli tylko pozwalają nam na to fundusze, juczne jaki i szerpowie niosący żywność i namioty odciążają nas i pozwalają przemierzyć dłuższe odcinki oraz bardziej skupić uwagę na tym, co dookoła, na robieniu zdjęć, zamiast zmagać się ze zmęczeniem. Należy pamiętać o tym, że idziemy zupełnie w innych warunkach niż w Tatrach i tam mając niespożyte siły, jeśli nie znamy reakcji naszego organizmu na dużej wysokości, sytuacja nas może zaskoczyć, a niesienie ciężkich plecaków zwiększy i przyśpieszy symptomy górskiej choroby. To może spowodować konieczność zawrócenia, czy zejścia niżej i zrezygnowania z zamierzonego celu.

Odmiennie sytuacja z transportem wygląda w himalajach indyjskich, w których w przeciwieństwie do gór Nepalu, nie ma zwyczaju noszenia ładunków przez ludzi, a turyści wynajmują konie. Można oczywiście wynająć organizację całości: z przewodnikiem, kucharzem, namiotem jadalnym, ale chyba sympatyczniej wziąć tylko konie z koniuszym, kupić indyjską maszynkę benzynową i zapakować własne namioty oraz jedzenie zakupione na targu. Wynajmowanie koni przez agencję spowoduje wzrost kosztów, ale nie sprawi nam kłopotów w przypadku chęci zmiany warunków przez właściciela koni. W agencji podpowiedzą nam, ile i jakie produkty kupić, aby wystarczyło, i myślę, że powinno się zachować pewien dystans w ograniczaniu tych ilości. Nauczyło mnie tego ostatnie 1,5 dnia trekingu Lamayuru – Padum na resztkach herbatników. Mile natomiast wspominam niemówiącego po angielsku koniuszego Tenzina, który przez cały 10-dniowy treking skutecznie przekręcał moje imię, pomagał przy gotowaniu, a rano zanim wstaliśmy, gotował herbatę i niczym kogut z niedzielnego „Teleranka” nawoływał: – Tomiiiik, Tomiiik… ćajjj.

W pamięci pozostała mi także rodzina z wioski Zangla, do której doszedłem spragniony bez uzdatnionej wody. Zostałem u nich ugoszczony dzbankiem herbaty. Chciałbym widzieć ich reakcję jak po 2 miesiącach dostali zdjęcie zrobione w ich domostwie z adnotacją z tyłu „Dziękuję za herbatę i pozdrawiam z Polski”. I to chyba też ważne, aby na trekingach pozostawiać po sobie dobre wspomnienie wśród miejscowej ludności i jeśli obiecujemy, że wyślemy, a ktoś jest dla nas uczynny... zróbmy to.

W większości rejonów, zaopatrując się w mapę, możemy dać sobie radę samemu na popularnych szlakach trekingowych, na których w sezonie łatwo będzie znaleźć właściwy kierunek, wyznaczony odchodami jucznych zwierząt, lub idąc za końmi i koniuszym, który i tak z reguły zna drogę. W innych rejonach będziemy zmuszeni do wynajęcia przewodnika. Tak będzie w niektórych częściach Nepalu i w graniczących z Tybetem rejonach Pakistanu. Warunkiem wejścia na lodowiec Baltoro i dojścia do bazy pod K2 jest załatwienie pozwolenia w Ministerstwie Turystyki, wynajęcie przewodnika i wpłacenie 6.000 USD kaucji za ewentualną akcję ratunkową przy użyciu śmigłowca. Wynajęcie kucharza (bez którego przewodnik raczej nie będzie chciał iść) nie jest obowiązkowe, podobnie jak i tragarzy czy podwójnie płatnych koni, ale ciężko byłoby nieść jedzenie na 2 tygodnie, benzynę do gotowania, namioty, śpiwory, obowiązkowy ze względu na przepisy namiot toaletowy i namiot kuchenny, bez którego gotowanie nie byłoby proste w okresie załamania pogody. W przypadku pośrednictwa trekingowej agencji kaucję za ewentualny śmigłowiec płaci dana agencja, ona też załatwia pozwolenie za pośrednictwem Alpine Club w Islamabadzie, a resztę kosztów (przewodnik z telefonem satelitarnym, kucharz, tragarze, wynajem namiotu kuchennego
i sanitarnego, dowóz Jeepem ze Skardu do Askole) negocjujemy i spisujemy w kontrakcie przed wyjazdem z Islamabadu. Konieczną żywność dla nas i tragarzy kupujemy dopiero po dojechaniu do Skardu. Można oczywiście zapłacić za pełną wersję z dodatkowym namiotem jadalnym, rozkładanym stołem i stołkami, zestawem naczyń i sztućców, zostawiając odpowiednio więcej pieniędzy w agencji. W innych rejonach Karakorum nie ma obowiązku korzystania z agencji czy przewodnika, ale szybko zmieniająca się sytuacja polityczna w tym kraju, nie skłania do samodzielnych wypadów w góry czy w ogóle wyjazdów do Pakistanu.

Trekingi w Himalajach warunkujące dobrą pogodę ograniczają nas w pewien sposób czasowo. Wyjazdy trekingowe w góry Nepalu i indyjskie Himalaje najwłaściwsze będą w październiku po letnim monsunie, gdy jest dobra widoczność i na wiosnę na przełomie marca i kwietnia, gdy kwitną rododendrony. Wyjątkiem są Himalaje Ladakhu, do którego nie docierają deszcze monsunowe i gdzie najlepszą porą jest lipiec i sierpień. Podobnie jest w pakistańskim Baltistanie, gdzie szczyt sezonu to lato, a przesunięcie wyjazdu na październik może spowodować, że Baltoro zaskoczy nas warunkami zimowymi.

W miesiącach letnich zapraszają nas południowoamerykańskie Andy z podobno najładniejszą peruwiańską Cordillera Blanca – Białą Kordillerą. Podobnie jak w Himalajach indyjskich nie ma zwyczaju wynajmowania tragarzy, a ekwipunek transportują konie. Nie stosuje się tutaj jak w Indiach maszynek benzynowych tylko „bluety”, do kupienia w peruwiańskich agencjach i sklepach trekingowych. Mając własne namioty, wyruszamy z wynajętymi końmi i ich właścicielem na 4-dniowy trek Santa Cruz. Na miejscach biwakowych plecaki, za radą właściciela koni, ze względu na zdarzające się kradzieże, muszą niestety spać z nami w namiocie, a nie czekać do rana w przedsionku, zanim kolejnego dnia zostaną zarzucone na plecy. Trekingi w Peru czy w Boliwii także stwarzają zagrożenie objawami choroby wysokościowej, zwanej tutaj soroche. Jej skutki może łagodzić w pełni legalna herbatka z liści koki czy też nielegalne przy przekraczaniu granicy liście koki, dostępne oficjalnie na każdym targu warzywnym w Peru i Boliwii. Herbatka z liści koki czy też przeżuwane liście łagodzą ból głowy, likwidują uczucie zmęczenia, głodu czy zimna, ale są niebezpieczne dla zdrowia przy dłuższym korzystaniu.

Innym sztandarowym szlakiem trekingowym w Peru jest słynna „Inca trail” z dojściem do Machupicchu. Do końca 2000 roku szlak był dostępny dla indywidualnych turystów idących w góry po uiszczeniu opłaty za permit. Niestety tym razem nie zdążyłem przed komercjalizacją i w 2001 roku musiałem wędrować 4 dni do „Miasta w chmurach” z przewodnikiem, kucharzem i niesionymi przez konie namiotami. Obecnie szlak z roku na rok jest bardziej zatłoczony, a wejście na górujący nad ruinami szczyt Huayna Picchu możliwe jest tylko przy wczesnym pojawieniu się w ruinach. Znacznie mniej zatłoczone są Andy boliwijskie, w których możemy wędrować, nie spotykając tak wielu turystów jak w Peru. W Soracie okazało się, że wynajęcie przewodnika na jednodniowy spacer w górach Cordillera Real 10 lat temu było tańsze od zakupu mapy.

W miesiącach zimowych zmuszeni jesteśmy do szukania innych rejonów na trekingowe spacery. Niewątpliwie takim miejscem będzie Gwatemala, w której styczeń jest najlepszą porą na górskie wypady, zanim na wiosnę powróci duża wilgotność i upały. Gwatemala, cały obszar Ameryki Centralnej czy Ekwador to rejony nieco innego rodzaju trekingów. W rejonach tych możemy nie tylko wspinać się na szczyty, aby spojrzeć na panoramę dookoła, ale także zajrzeć do środka tych, które są czynnymi lub nieczynnymi wulkanami. Jeśli będziemy korzystać z przewodnika lub agencji, upewnijmy się, czy warunki pozwolą nam dojść w pobliże krateru. Często stosowaną praktyką bywa proponowanie dojścia do krawędzi czynnego krateru, czy w jego pobliże, nawet gdy agencja ma informacje, że nie jest to możliwe. Wulkan Tungurahua (5016 m) w Ekwadorze, który stał się czynny wiele lat temu, od dawna na to nie pozwala. Doprowadziło to do opuszczenia i zrujnowania schroniska w jego pobliżu i z reguły wypady w jego rejon kończą się na wysokości tego miejsca. W czasie mojego pobytu w Gwatemali wygasły wulkan Fuego zaczął być aktywny i przez kilka dni wyrzucał pyły i wypluwał rozżarzone skały. Bez problemu możemy zajrzeć do wnętrza czynnych wulkanów m.in.: w Gwatemali do wulkanu Pacaya i w Nikaragui do niskiego wulkanu Masaya, w którym strażnicy w maskach gazowych na bieżąco kontrolują, z której strony można do krawędzi wulkanu się zbliżyć. W Ekwadorze zaprasza najwyższy z wulkanów Cotopaxi ( 5897 m n.p.m.), do którego dojście to treking w rakach od poziomu 5000 m, gdzie zaczyna się lodowiec.

Wybierając się w podróż w dany zakątek świata, nie zawsze jesteśmy w stanie pogodzić najlepszą porę na wyjście w góry w tym rejonie z innymi atrakcjami, które możemy zobaczyć w danym kraju, mając na uwadze np. okresy świąt i festiwali, okresy godowe czy lęgowe zwierząt tam żyjących, ceny biletów czy możliwości urlopowe. Czasem wychodzimy w góry z pełną świadomością, że nie będzie dobrych widoków i słonecznej pogody, a często jesteśmy mile zaskakiwani. Tak było w Kostaryce, gdy idąc na 2-dniowy treking w Chirippo NP, nie rozumiałem, czemu wszystkim się spieszy w tak piękną słoneczną pogodę. Miałem pełną jasność, gdy wieczorem dochodziłem do schroniska zmarznięty i przemoknięty deszczem, który padał w tym okresie codziennie i każdy z miejscowych o tym wiedział. Gorsze warunki pogodowe, nieprzejrzysta mgła czy przelotny deszcz nie powinny powstrzymywać nas od wyjścia w góry. Właśnie wtedy, szczególnie w rejonach tropikalnych, gdy nie mamy urzekających panoram, zauważamy to, co bliskie: ptaki, niewielkie owady, porosty, mchy i kwiaty, których barwy stają się bardziej intensywne w wilgotne dni.

Z sentymentem wspominam rumuńskie góry Retezat w połowie lat 90., gdy w szczycie sezonu na jeziorem Bucura na wysokości 2040 m były rozbite tylko 4 namioty, z których każdego dnia wychodziliśmy w okoliczne góry, z trudem szukając rzadko umieszczonych oznaczeń szlaków, często je gubiąc i chodząc na przełaj z jedyną dostępną mapą z lat 70., podarowaną mi
przez rumuńskiego "goprowca". Ta bliska Rumunia zawsze była miejscem, gdzie chętnie spędzałem czas i mam nadzieję, że mimo szybkich zmian komercja tak szybko tam nie zagości i pozostaną nam do spacerów mało uczęszczane szlaki mniej popularnych rejonów Rumunii czy Ukrainy, jeśli nie będzie czasu, siły i środków, aby udać się w inne bardziej odległe i wyższe góry.

Zapraszamy do lektury GÓRYtrek, bezpłatnego dodatku magazynu GÓRY, nr 6 (193) czerwiec 2010, gdzie znajdziecie artykuły o trekkingach w różnych rejonach świata.

 Gwatemala. Fot. arch. Tomasz Noga
 Gwatemala. Fot. arch. Tomasz Noga
 Boliwia. Fot. arch. Tomasz Noga
 Boliwia. Fot. arch. Tomasz Noga
 Indie. Fot. arch. Tomasz Noga
 
 Indie. Fot. arch. Tomasz Noga
 Indie. Fot. arch. Tomasz Noga
 Pakistan. Fot. arch. Tomasz Noga
 Pakistan. Fot. arch. Tomasz Noga
 Pakistan. Fot. arch. Tomasz Noga
 
 Nepal. Fot. arch. Tomasz Noga
 Nepal. Fot. arch. Tomasz Noga
 Peru. Fot. arch. Tomasz Noga
 Peru. Fot. arch. Tomasz Noga
 Ekwador. Fot. arch. Tomasz Noga
 
 Ekwador. Fot. arch. Tomasz Noga
 
Goryonline
 
2018-09-21
BIZNES
 

Otwarcie Salewa Store w Warszawie

Komentarze
0
 
Goryonline
 
Goryonline
 
2018-07-25
BIZNES
 

Konkurs Mountopia 2018 rozstrzygnięty!

Komentarze
0
 
Monika Młodecka
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com