facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2006-05-26
 

Majorka 2006 - relacja

Okres od 4 do 19 kwietnia był dla filmowej ekipy Hybryda Film Studio czasem spełnienia zimowych marzeń o wspinaczce i skokach...


Okres od 4 do 19 kwietnia był dla filmowej ekipy Hybryda Film Studio czasem spełnienia zimowych marzeń o wspinaczce i skokach w malowniczych miejscach na skałach skąpanych słońcem tuż nad brzegiem morza. Doskonałym miejscem do urzeczywistnienia tych snów okazała się Majorka. Celem wyjazdu było odnalezienie i dokonanie pierwszych skoków na tej pełnej niespodzianek wyspie, leżącej w basenie Morza Śródziemnego w pobliżu wybrzeży Hiszpanii. Poszukiwania te realizowane były oczywiście w połączeniu ze wspinaczką w wielu bardzo zróżnicowanych rejonach skalnych. Całość uwieczniono na ośmiu 60-minutowych taśmach filmowych. Już niedługo zaowocuje to powstaniem ok. 20-minutowej relacji z tej sielankowej eskapady.

Niemal każdy dzień na Majorce oznaczał dla nas wizytę w innym rejonie skalnym i każdy kolejny różnił się charakterem wspinania od poprzednich. Na pierwszy ogień z hasłem "wygrzać zmrożone zimą zadki" poszedł rejon Cala Santanyi zwany również Tijuana. Po 5 miesiącach zimy takie miejsce śmiało można nazwać rajem. Skalny mur o długości 200 m, 10 m od morza, wystawa południowa, blisko 50 m dróg od 4+ do 8a. Spędzamy tam 2 dni upajając się widokami fal i smażąc się na rozgrzanych słońcem skałach. W tym czasie w Katowicach padał śnieg...

Kolejne dwa dni spędzamy w Cala Magraner, do której bez dokładnych wskazówek niezbyt łatwo jest trafić. Auto zostawia się ok 15-20 min. od skał w charakterystycznej uliczce z dużą ilością skrzynek pocztowych. Cala Magraner to piaszczysto-kamienna plaża, której dodatkową atrakcją jest mur skał o wysokości do 25 m, wcinający się w morze. Znajduje się tam około 100 dróg o trudnościach do 8a+ z dużą ilością pięknych dróg do 7a. Wspinanie w tym rejonie jest dosyć zróżnicowane. Można wybrać grotę z drogami w przewieszeniach po naciekach i kaloryferach, drogi płytowe, rysy, drogi startujące z morza czy trawersowanie nad taflą wody połączone z przyjemną kąpielą.

W pobliżu znajduje się zapadlisko EL CUENCO z podobno pięknymi drogami od 6c+ do 8b. Po około 4 h poszukiwań nie udało nam się go jednak odnaleźć, Dopiero pod koniec wyjazdu dowiedzieliśmy się, że leży ono na terenie prywatnym i można się tam wspinać tylko po wcześniejszym, najlepiej telefonicznym uprzedzeniu właściciela pobliskiej farmy. Pewnym utrudnieniem może być dla niektórych fakt, że mówi on tylko po hiszpańsku. Wskazane jest więc odwiedzić wcześniej, któryś ze sklepów wspinaczkowych w Palma De Mallorca i zapytać o szczegóły.

Poszukiwania wspinaczkowego Eldorado jakim miało być EL CUENCO na tyle nas zmęczyło, że postanowiliśmy, iż nadszedł czas na pierwszy dzień restu. Poświęciliśmy go na dotarcie na północny kraniec wyspy - przylądek Formentor.

Po drodze w pobliżu miejscowości Alcudia znaleźliśmy nasz pierwszy ciekawy skok. Trudność ok II+, ale za to ok 50 m nad taflą morza. Dostarczył nam wiele przyjemności i wiedzieliśmy, że to dobry początek naszych "skocznych" poszukiwań.

Jeszcze tego samego dnia trafiliśmy na Mirador Mal Pas w pobliżu wspinaczkowego rejonu  Creveta. W tej malowniczej okolicy znaleźliśmy najwięcej możliwości wykonania ciekawych skoków. Ich niewątpliwą atrakcją był fakt, że znajdowały się ponad 230 m nad morskimi falami. Utrudnieniem z kolei - duża ilość kibiców.

Trudności skoków oscylowały w granicach II - III i zaliczam je do najbardziej estetycznych spośród tych, które kiedykolwiek robiłem. Nie mogliśmy sobie odmówić dodatkowej przygody i skok o trudnościach II+ w scenerii: góry, niemieccy turyści, morze, słońce, 230 m pod nami zrobiliśmy bez asekuracji. Skok nazywa się "Estetico" i z tego co wiemy jest najwyższym skokiem wykonanym przez Polaków bez asekuracji o tych trudnościach. Jeśli jest inaczej - proszę o informacje.

Nie samymi skokami jednak człowiek żyje, więc i na wspinanko znaleźliśmy trochę czasu. Początkowo byliśmy zawiedzeni naszą wizytą w rejonie Creveta uznając, że jest to pewnie dobry rejon, ale na lato. Ściany mają głównie wystawę północno-zachodnią i w kwietniu jest tam dosyć zimno. Zmieniliśmy jednak zdanie, gdy odkryliśmy kilka pięknych, lekko przewieszonych dróg o długości 25-30 m o trudnościach 6c+/7a. Niemniej jednak Crevetę łatwiej polubić w gorące, letnie dni.

W okolicy warto odwiedzić również takie rejony jak: Boquer Valley, Punta a la Nao, a w szcególności Son Xanquete. Jakkolwiek by nie oceniać charakteru wspinania w tych skałach, jedno jest pewne - widoki będą piękne!

Zatęskniliśmy trochę za ciepłą skałą i ruszyliśmy w kierunku malowniczej miejscowości Soller. Zanim jednak tam dotarliśmy całą drogę zachwycaliśmy się pięknem górskiej części Majorki. Ilość skał i kanionów na odcinku pomiędzy przylądkiem Formentor i Soller z pewnością przewyższa to, czym nas obdarowała natura w naszym kraju.

Do rejonu Port de Soller jechaliśmy z pewnymi obawami czy, aby wspinaczka będzie tam możliwa. Jeszcze kilka lat temu nad tymi skałami budowany był ogromny hotel, a spadające kamienie stwarzały poważne zagrożenie. Mieliśmy jednak nadzieję, że budowa jest już ukończona i wszystko wróciło do normy. Okazało się, że nie jest, ale do normy wróciło. Inwestor najwyraźniej zbankrutował, a inwestycja wyglądała na wstrzymaną. Należy się spodziewać, że kiedyś wspomniane problemy zaistnieją na nowo. Oby tak się nie stało, bo wspinanie w Port de Soller jest wyśmienite. Dwie groty oraz kilkudziesięciometrowy mur skalny o wystawie południowej, oferują około 40 dróg o trudnościach do 8a+. Długość niektórych dróg dochodzi do 35 m. Można tam zasmakować westowego wspinania nie oddalając się dalej niż 5 min. spacerkiem od ostatniej knajpki.

Wspinaczka w mniejszej grocie zakończyła się dla mnie niespodziewanym lotem i wizytą w miejscowym Ambulatorio (bardzo przydała się europejska karta zdrowia E1). Poszarpanej dłoni nie dało się niestety zaszyć i gojenie musiało odbyć się w sposób naturalny. Dodatkowo strzaskane udo nie pozwoliło mi czerpać dalszych przyjemności ze wspinania, a tym bardziej skakania na Majorce. Reszta część składu miała się jednak dobrze i była spragniona dalszych przygód. Udaliśmy się więc w kierunku uroczej Valdemossy, aby tam w pobliżu Port de Valdemossa świętować Dzień Wielkanocny.

Śniadanie Wielkanocne było bardzo uroczyste i nigdy żaden z nas nie świętował w takich okolicznościach przyrody. Nie zabrakło oczywiście tradycyjnych pisanek i innych potraw takich jak: suszone morele, banany, figi, sery pleśniowe, salami i oliwki.

Nasze ucztowanie trwało prawie do południa. Później był czas na wspinanie. W okolicznych skałach najbardziej spodobały nam się te przewieszone tuż nad drogą dojazdową do Port de Valdemossa. Po skończeniu wspinanka można wylądować na dachach przejeżdżających aut. Na sprawdzenie innych sektorów nie mieliśmy już czasu, ponieważ bardziej zależało nam na odwiedzeniu, podobno doskonałych rejonów Sa Gubia i Fraggel. Tam chcieliśmy spędzić ostatnie 3 dni naszej wspinaczkowej wyprawy. Nagłe załamanie pogody zmieniło jednak trochę nasze plany. W kwietniu na Majorce pada podobno maksymalnie przez 3 dni. Niestety 2 z nich przypadły na końcówkę naszego pobytu na wyspie. A szkoda, bo okazało się, że Sa Gubia to wspinaczkowa studnia bez dna. Niesamowicie piękny kanion z drogami sportowymi i kilkuwyciągowymi.
W dodatku wyeksplorowany jest tylko u wlotu. Dalej nikt się nie zapuszcza, bo jest wystarczjąco dużo wspinu na dzień dobry. Żałowaliśmy, że nie trafiliśmy do Sa Gubii wcześniej. Śmiało można tam spędzić kilka dni delektując się różnorodnym wspinaniem. W padającym deszcu i przy akompaniamencie grzmotów majorkańskiej burzy udaje się poprowadzić jedną drogę, co przy tak dużej ilości skał dookoła mogło nas tylko rozłościć.

Przy tej pogodzie wizyta we Fraggel Rock nie miała sensu. Nie dane nam było ujrzeć osławione, przewieszone tufy, najbardziej sportowego rejonu na wyspie. Z pewnością nadrobimy to przy okazji naszej kolejnej wizyty na Majorce. Uciekamy przed deszczem i przemieszczamy się na przeciwległy, wschodni, bardziej płaski kraniec lądu. Zatoczyliśmy więc koło objeżdżając Majorkę wzdłuż wybrzeży. Trafiamy do ruin malowniczego zamku Castel De Santueri, usadowionych na solidnej, skalnej konstrukcji. Ten naturalny fundament twierdzy, okazuje się ciekawym rejonem wspinaczkowym z pokaźnych rozmiarów jaskinią w roli głównej. Drogi znajdują się głównie u jej wlotu, tam gdzie jeszcze dociera światło. Niestety wiele z nich nosi ślady ingerencji dłuta. Niemniej jednak sama wspinaczka dostarcza pozytywnych wrażeń. Ot taka majorkańska Mamutowa...

Na koniec wracamy tam, gdzie wszystko się dla nas zaczęło. Tijuana na długo zostanie w naszej pamięci i zawsze będzie nam się kojarzyć ze spełnionymi zimowymi marzeniami.

Sebastian Chrząszcz
HYBRYDA FILM STUDIO

Sponsorzy wyprawy:




Więcej: http://www.hybryda.pl

2006-05-26

(kg)

 

Bartek Pasiowiec
 
2018-09-18
GÓRY
 

Manaslu: Polki już w obozie 2!

Komentarze
0
 
Wojtek Szatkowski
 
Bartek Pasiowiec
 
Goryonline
 
2018-09-05
GÓRY
 

Kobieca wyprawa „Manaslu 2018 Awilux Discover”

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com