facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2006-08-19
 

JOSUNE BEREZIARTU - Jak żywe srebro...

Dotychczas nie przedstawialiśmy szerzej sylwetki najlepszej skałołazki świata, Josune Bereziartu. Jedynej – obok Lynn Hill – kobiety w historii sportów wspinaczkowych, która śmiało rywalizuje z najlepszymi mężczyznami.



Dotychczas nie przedstawialiśmy szerzej sylwetki najlepszej skałołazki świata, Josune Bereziartu. Jedynej – obok Lynn Hill – kobiety w historii sportów wspinaczkowych, która śmiało rywalizuje z najlepszymi mężczyznami. Trudno sobie wyobrazić lepsze miejsce na zamieszczanie takiego materiału niż Numer Kobiecy. Oto pierwsza część rozmowy, jaką przeprowadziliśmy z fenomenalną Baskijką.

Piotr Drożdż: Czytałem, że inspiracją do spróbowania wspinaczki był dla ciebie film dokumentalny o wspinaczce w Verdon Gorge, który oglądnęłaś w telewizji....

Josune Bereziartu:
Zgadza się. Film opowiadał o dwu dziewczynach, które wspinały się w Verdon. Dokument był wyświetlany w ramach serii „A Filo De Le Impossible”. W dwudziestą rocznicę tego programu wzięłam w nim udział. To był odcinek „Filar Kantabryjski”.

Czy miałaś w szkole jakiekolwiek kłopoty z powodu hobby wspinaczkowego?

Nie. A to dlatego, że zaczęłam się wspinać, gdy byłam już stosunkowo „dojrzała”, miałam wówczas 17 lat. Przez całe życie byłam niezależną osobą. Moi rodzice zawsze mnie wspierali i kiedy zaczęłam się wspinać, uznali to za coś normalnego.

Od samego początku miałaś ambicje, aby być dobrym wspinaczem?

Tak!!! Kiedy byłam młodsza, byłam jak żywe srebro. Po zobaczeniu tego programu, najchętniej od razu pobiegłabym się wspinać. Jestem z natury bardzo konsekwentna. Jeśli czegoś chcę, to nie ustaję, dopóki tego nie osiągnę. Tak było i wtedy. Nie zaznałam spokoju, aż zaczęłam się wspinać. Udało mi się to bardzo szybko, bo chłopak mojej siostry znał kilku wspinaczy, więc nie miałam problemu z poczynieniem pierwszych kroków.

Wspominałaś, że poznanie Rikara było bardzo ważnym, jeśli nie przełomowym momentem w twojej wczesnej karierze. Co zmienił on w twoim podejściu do wspinania?

To prawda. Rikar mieszkał w sąsiedniej miejscowości. On i jego przyjaciele byli w tym czasie zaliczani do grona najlepszych wspinaczy w Kraju Basków. Znaliśmy się, ponieważ wspinaczkowe środowisko było w tym czasie stosunkowo niewielkie. Jednak kiedy zaczęliśmy ze sobą chodzić, uświadomił mi, jak ważny – jeśli chce się robić postępy we wspinaniu – jest trening. Dopiero wtedy tak naprawdę zdałam sobie z tego sprawę. Od tego czasu we wspinaniu zmieniło się wiele rzeczy. Atmosfera w środowisku wspinaczkowym, popularność tego sportu... Jednak w treningu wciąż trzymam się zasad, które sobie wówczas przyswoiłam.

Na jakim poziomie wspinał się w tym czasie Rikar?

To był koniec lat osiemdziesiątych i robił 8b, ale już dwa lata później przeszedł 8b+.

Czy interesowaliście się wtedy na poważnie teorią wspinaczkowego treningu czy też pochodziliście do niego bardziej intuicyjnie? Powiedz, proszę, coś o metodach treningowych, jakie wówczas stosowaliście.

Wspinaczkowym treningiem interesowałam się do tego stopnia, że tłumaczyłam sobie artykuły na ten temat z francuskiego i angielskiego. Chociaż równocześnie, muszę przyznać, na początku podchodziliśmy do tego trochę „na czuja”. Starałam się przenosić metody i systemy treningowe wypracowane w innych sportach indywidualnych na grunt wspinania. Bezpośrednią tego konsekwencją był fakt, że od początku za normalne uznawałam wspinanie ze stoperem w ręku. Moim celem był ciągły postęp. Każdego roku próbowałam znaleźć nowy bodziec, czy to w treningu, czy przy projektowaniu nowej części mojej ścianki wspinaczkowej. Na początku program treningu opracowywał dla mnie Rikar, który od zawsze trenował, robiąc powtórzenia na drogach i bulderach... Z czasem, kiedy mój poziom rósł, wspólnie projektowaliśmy nasz trening. Jednak od kilku już lat trenujemy w tym samym czasie, ale osobno. Nasze style wspinaczkowe różnią się. Moje słabe strony kompletnie nie pokrywają się z tymi, które ma Rikar, więc potrzebujemy innego rodzaju treningu.

Jakie były twoje mocne strony na początku? Jestem też ciekaw czy zmieniało to się przez lata?

Wydaje mi się, że istotny był fakt, że na początku wspinałam się w rejonach, w których Rikar pracował nad swoimi projektami. Wiele razy próbowałam dróg, które w tym czasie były dla mnie bardzo trudne (jak El Sicario 8b+, Panoramix 8b+/c..). Możesz sobie wyobrazić: twój chłopak pracuje nad drogą 8b+, w pobliżu nie ma łatwiejszych dróg, więc w końcu i ty próbujesz. Tak było ze mną – w początkowej fazie próbowałam takich dróg wiele razy. Wydaje mi się, że w ten sposób miałam możliwość kształtowania siły. W końcu wszystkie ruchy na tych trudnych drogach były dla mnie niczym buldery. W pewnym momencie zdałam sobie jednak sprawę, że jeśli nie zacznę się więcej wspinać, to zatrzymam się w progresie. Dlatego zaczęłam robić największą liczbę dróg, jak to było możliwe i w konsekwencji powiększył się mój repertuar ruchów, rozwinęłam też wytrzymałość... Zaczęłam czuć się coraz pewniej i koniec końców – wspinać się coraz lepiej.

Czy przejście swojej pierwszej 8a pamiętasz jako istotny punkt w swojej wspinaczkowej karierze?

Bez wątpienia. To była dla mnie jedna z najważniejszych barier. Przede wszystkim mentalna...

Cały wywiad do przeczytania w czerwcowym "kobiecym" wydaniu GÓR nr 6 (145) 2006. Tam też więcej informacji o wspinających się kobietach. Zapraszamy do lektury!

Rozmawiał: Piotr Drożdż

Zdjęcia: Rikare Otegui

2006-08-19

(dg)

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Maciek Szopa
 
2018-02-22
GÓRY
 

Alex Txikon ruszył w kierunku szczytu Mt Everest

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-02-21
GÓRY
 

28 polskich szczytów w 6 dni. Padnie rekord?

Komentarze
0
 
Maciek Szopa
 
Goryonline
 
2018-02-20
GÓRY
 

Film z dnia wypadku Rafała Froni na K2

Komentarze
0
 
Maciek Szopa
 
2018-02-19
GÓRY
 

Wieści z K2: szybkie postępy na Żebrze Abruzzi

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com