facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2012-01-29
 

Jarosław Krzempek - Jakaś siła wyższa mówiła mi, że trzeba wyjść i zjechać

Zapraszamy do drugiego z wywiadów, w których prezentujemy najlepszych narciarzy wysokogórskich w Polsce, działających w Tatrach. Tym razem rozmowa z Jarosławem Krzempkiem. Jego najbardziej intensywna działalność narciarska w Tatrach przypadła na lata 1988-89.
Wówczas w Polsce skialpinizm był dyscypliną niemal zupełnie nieznaną. Jarosław Krzempek był jednym z pierwszych, którzy dokonywali ekstremalnych zjazdów, m.in. Zachodem Abgarowicza. Uczestniczył w pierwszych zawodach skialpinistycznych organizowanych w Tatrach Polskich. Działał także w Alpach i na Kaukazie (na nartach zjechał m.in. z Elbrusa i Mt Blanc północną ścianą). Mieszka w Tychach. Zawodowo związany jest z górnictwem – pracuje w kopalni. Żona – którą poznał dzięki pasji narciarskiej – jest instruktorką narciarstwa. Ma dwóch synów w wieku 12 i 19 lat, którzy są zapalonymi narciarzami.



Na Opalonym Wierchu. Fot. arch. Jarosław Krzempek

Jak się u pana zaczęła przygoda ze skialpinizmem?

Od wczesnych lat młodzieńczych miałem do czynienia z nartami. W latach 1971-72 dzięki rodzicom miałem możliwość skorzystania z kursów narciarskich organizowanych w Bukowinie Tatrzańskiej. Miałem wtedy 9-10 lat. Wtedy zetknąłem się z nartami, nauczyłem się jako tako jeździć. W 1972 roku byłem pierwszy raz na Kasprowym Wierchu na nartach, co było wielkim przeżyciem. Myślę, że większym niż teraz wyjazd gdzieś do Aspen… Miałem wtedy 10 lat. Od najmłodszych lat interesowałem się też górami. Najpierw chodziłem z rodzicami na wycieczki, początkowo beskidzkie, potem tatrzańskie. Coraz trudniejsze. W liceum po górach chodziłem latem i zimą, zainteresowałem się kwalifikowaną turystyką i wspinaczką. W 1981 roku, gdy zacząłem studiować, zapisałem się do Klubu Wysokogórskiego w Gliwicach. Zrobiłem kurs taternicki. Jednocześnie, chodząc po górach i wspinając się także zimą, oraz posiadając umiejętności narciarskie, stwierdziłem, że to może być przyjemna rzecz: poruszanie się na nartach po nieprzetartych szlakach. Sprzęt skiturowy we współczesnym pojęciu nie był wtedy w ogóle dostępny. Trzeba było podchodzić na butach z nartami na plecach i dopiero na szczycie bądź przełęczy można było przypiąć narty.

Czyli pierwsze zjazdy poza trasą odbył pan, wychodząc z nartami na plecach?

Oczywiście. W 1985 roku przez przypadek poznałem w Murowańcu sympatyczne towarzystwo turystów z Żar, które zareklamowało mi Narciarski Rajd Tatrzański. Dzięki poznanemu wówczas Witoldowi Kwiatkowskiemu udało mi się wciągnąć na listę uczestników. To był XXX Rajd Tatrzański. Trasa prowadzona była przez pana Zbigniewa Siudaka, wspaniałego człowieka i doskonałego narciarza wysokogórskiego. Bazą była Tatrzańska Łomnica. W trakcie Rajdu zjechaliśmy m.in. ze Sławkowskiego Szczytu, Baraniej Przełęczy, Polskiego Grzebienia, Rohatki. Były to często ciężkie, całodniowe „wyrypy”, z torowaniem szlaku w głębokim śniegu i trudnych warunkach atmosferycznych.
Trasa kolejnego Rajdu miała swoją bazę w Popradzkim Stawie. Tym razem zaliczyliśmy takie szczyty, jak: Kończysta, Krywań, Rysy od południowej strony. Wspominając Rajdy Tatrzańskie, mogę stwierdzić, że była to doskonała szkoła narciarskiej turystyki wysokogórskiej, a jednocześnie okazja do poznania wielu wspaniałych i ciekawych ludzi zafascynowanych górami.
Organizowaliśmy też towarzyskie wyjazdy, np. na Babią Górę. Babia Góra po jakimś czasie stała sie dla mnie „Świętą Górą”. Moi rodzice kupili i wyremontowali u jej podnóża starą chatę. W związku z tym stałem się częstym gościem na stokach Babiej. Babią Górę mam zjeżdżoną od A do Z, niemal każdy żleb czy żlebik.



Podejście w Mnichowym Żlebie. Fot. arch. Jarosław Krzempek

Wdzięczny obiekt narciarski, zwłaszcza gdy w Tatrach jest lawiniasto.

Jak najbardziej, ale nie należy zapominać, że na Babiej też można spotkać się z lawinami. Północne stoki mają charakter alpejski i przy niekorzystnych warunkach są narażone na lawiny. Trzeba o tym pamiętać, planując zjazdy w tę stronę, natomiast południowe stoki są łagodniejsze, ale może tam wystąpić niebezpieczeństwo poparzeń słonecznych.
W 1986 roku ukończyłem kurs na pomocnika instruktora Polskiego Związku Narciarskiego. Byłem w grupie prowadzonej przez instruktora – wykładowcę, pana Adama Maraska, znaną postać, wieloletniego zastępcę naczelnika TOPR. Tam nabierałem doświadczenia w jeździe trasowej i pozatrasowej. Kurs był organizowany na Hali Gąsienicowej.

Miał pan solidne podstawy, zarówno od strony narciarskiej, jak i zimowego taternictwa.


W 1987 roku zrobiłem kurs instruktora PZN i zacząłem uczyć na organizowanych przez PTTK obozach narciarskich. Zacząłem częściej przebywać w górach. Wcześniej poznałem Monikę Janocik i Zbyszka Szymborskiego, którzy uczestniczyli w rajdach tatrzańskich. Monika i Zbyszek w tym rajdowym towarzystwie byli jednymi z pierwszych, którzy posiadali nowoczesny sprzęt turowy.

Kiedy i gdzie pan go kupił?

Pierwszego sprzętu dorobiłem się dopiero w 1989 roku. Oszczędzałem przez cały rok i pojechałem specjalnie do Austrii, by go kupić. Wtedy na taki sprzęt trzeba było wydać ciężkie pieniądze. W Austrii kupiłem kompletny zestaw oprócz butów. Na buty jeszcze nie było mnie stać. Długi okres chodziłem po prostu w butach zjazdowych. Para butów zjazdowych waży około 5 kg. Mają jednak tę zaletę, że trzymają znacznie lepiej od butów skiturowych.

Całość artykułu znajdziecie w GÓRACH, nr 1-2 (188-189) Styczeń - Luty 2010.
KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Goryonline
 
2018-05-22
HYDEPARK
 

Nowe „Tatry”

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-05-21
HYDEPARK
 

Wielicki. Jeden dzień z życia

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-04-10
HYDEPARK
 

Górskie wyprawy fotograficzne

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-04-03
HYDEPARK
 

Zwyciężyć znaczy przeżyć. Ćwierć wieku później

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-03-14
HYDEPARK
 

Denis Urubko – „Skazany na góry”

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com