facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2006-06-25
 

Eliza Kubarska - Lista osobista, czyli MAGICZNA SIÓDEMKA

Sportowy aspekt we wspinaczce zawsze mnie wkręcał. Lubię zdrową rywalizację. Uważam, że powoduje rozwój. Poza tym kocham ruch i lubię czuć się silna. Jednak to, co naprawdę liczy się dla mnie we wspinaniu, to przygoda. Samo wspinanie nie jest dla mnie sportem (choć zawiera w sobie jego elementy), ale czymś co znacznie wykracza poza jego granice


”Osobista lista” siedmiu najważniejszych wydarzeń/momentów/punktów w mojej wspinaczkowej karierze. 

1. Początek… 
Lipiec 1995
Zaczęłam się wspinać! Miałam 17 lat i żałowałam, że tak późno odkryłam wspinanie. Poznałam Andrzeja Makarczuka (mój instruktor z Łodzi). Makar kocha wspinanie. Dzięki niemu po wypadku, który miał miejsce na początku sierpnia, nawet przez chwilę nie zwątpiłam w to, że będę wspinaczem. Wypadek był z serii śmiertelnych (17-metrowy swobodny lot, zakończony brutalnym spotkaniem mojej głowy z półką skalną, a następnie, na szczęście, całego ciała z drzewem…). Wtedy po raz pierwszy uwierzyłam, ze jestem nieśmiertelna.  Została mi po nim uszkodzona na kilka lat psycha, kilka ubytków i blizn… Tak zaczęła się moja przygoda ze wspinaczką.

2. Zawody i pierwszy wypad na West
 Lipiec 1996
Kiedy zaczynałam się wspinać, nie myślałam, że będę zawodniczką. Za starty w zawodach (Mistrzostwo Polski w czasówce i wicemistrzostwa Polski juniorów na trudność) PZA zafundowało mi wyjazd do Arco z Renią Piszczek, Ulą Wróbel, Tomkiem Oleksym i Anią Jarek. Pierwszy raz wspinałam się na Weście. Skały w Arco to był kosmos. Renia zaplanowała wspinaczkę na Colodri  (300 m). Szłyśmy razem. Nigdy wcześniej tego nie robiłam. Nie powiedziałam o tym Renacie. Tak bardzo chciałam się wspiąć na tę górę. To była moja pierwsza droga wielowyciągowa. „Chcę w góry!” - pomyślałam . Już wtedy wiedziałam, że to jest to, co kręci mnie we wspinaczce najbardziej.

3. Wszechstronność
Sierpień 1997
Tatry. Pierwszy raz wspinałam się w granicie (zrobiłam kartę taternika z Makarem). „Boże, jaka różnica!!! Chcę być wszechstronna. Chcę się dobrze wspinać w granicie, wapieniu, piaskowcu, zlepieńcu, a nawet betonieJ… Chcę robić trudne drogi w skałach i długie drogi w górach”.

4. Wspinaczka sportowa
Lipiec 1998
Zrobiłam  pierwsze w swoim życiu VI.4+ RP i 7a OS. W tamtym momencie to było bardzo ważne. Kiedy zaczynałam się wspinać usłyszałam: „Kobieto! Jako baba będziesz mogła maksymalnie zrobić VI.4!” Jeszcze niewiele wiedzieliśmy o treningu, po prostu się wspinaliśmy. Każda taka droga to był przełom. Dowiedziałam się, że mogę więcej, że mogę robić trudniejsze drogi, nawet powyżej magicznego w tamtym czasie VI.5  (jak na razie do VI.5+ RP, 7b/b+OS).

5. David Kaszlikowski
Styczeń 1999
Zdałam na studia do Warszawy (ASP). Poznałam Davida Kaszlikowskiego. To oznaczało początek tego, o czym zawsze marzyłam: wspinanie, podróże, sztukę. Jeszcze w tym samym roku wspinałam się we Francji, na Sardynii. W styczniu 2000 pojechaliśmy na Tajlandię, na Ton-Sai. Było jak w raju! Raju białego człowieka i raju wspinacza! Egzotyka, wspin po kilkunastometrowych naciekach, skały od kilkudziesięciu do kilkuset metrów, przewieszenia, ściski, ciepłe morze, wspinacze z całego świata…

6. Wyprawa Wietnam
Luty 2003
Pierwsza (i jak na razie jedyna) polska wyprawa do Wietnamu. Z Davidem (oraz S. Byszewskim, P. Klimkiem, K. Kubiakiem i E. Frątczak) wyruszyliśmy do wietnamskiej zatoki Ha Long, gdzie prosto z morza wyrasta trzy tysiące wapiennych turni. Wynajęliśmy łódź i  wybraliśmy się na rekonesans w poszukiwaniu niezdobytych gór na morzu. Mijaliśmy pływające wioski, ukrywając się przed piratami i policją. Wytyczyliśmy nowe drogi (m.in. pierwszą wielowyciągową drogę w Zatoce: 100-metrową Vampire State Building 7b). Wietnam był dla mnie niezapomnianą przygodą i początkiem moich wypraw.

7. Kierunek Big Wall
Od 2004
Pierwsza polska wyprawa do Atlasu Wysokiego, do Taghii. Wraz z Davidem i Borkiem Szybińskim otworzyliśmy od dołu nową 600-metrową drogę na południowej ścianie Oujdad (2695 m): Barracuda 7c+ max (IX+), 7A obl., 16 wyciagów, w tym większość terenu trudniejszego niż VIII UIAA. Barracuda jest jedną z najtrudniejszych polskich dróg klasycznych, wytyczonych na wielkiej ścianie za granicą. Doświadczenia w wytyczaniu nowych dróg w stylu big-wall nabyte na tej wyprawie (pierwszy raz spałam na portaledgu) zaprocentowało w następnych latach. Rok później wróciliśmy do berberyjskiej Taghii już tylko we dwójkę (ja i David). Tym razem naszym celem była 800-metrowa ściana Tagouimt N’Tsouiannt.  Powstała Fantasia (otwierana od dołu, 700m, 7b+/c max). Tego typu cel przy tak małym dwuosobowym zespole, w którym jedna osoba to nie muskularny silny gość, a wspinającą się lekka kobieta, był bardzo skomplikowany i trudny w realizacji. Siłą ciągnącą był David, na jego barkach spoczywał transport najcięższych worów (nie korzystamy z tragarzy), ja starałam się brać najwięcej jak tylko mogłam. Czasem kolana całkowicie uginały się pode mną, a przecież podejścia pod ścianę często wymagają niemałych umiejętności wspinaczkowych w ekspozycji. Zdarzało mi się iść i płakać z powodu swojej niemocy. Potem pozostało już tylko wytyczanie drogi (trudne gładkie kawałki obijamy przy pomocy wiertarki – również niezbyt lekkiej, znów niemałym wysiłkiem było dla mnie wiercenie otworu pod spita (będąc zawieszoną np. na sky-hooku) i transport na górę kolejnego sprzętu. Na koniec klasycznie prowadzenie drogi Fantasia.  Finalne przejście zajęło nam dwa dni – byliśmy skrajnie odwodnieni, drugiego dnia nie byłam w stanie poprowadzić wyciągów powyżej 7a…
Luty, marzec 2006: wyprawa do Mali w Afryce Zachodniej – nasza najnowsza droga Królestwo Sępa  (450 m , 7b max), znów wytyczona w dwójkowym zespole. Kolejna droga, tym razem w piaskowcu, kolejne doświadczenie, kolejna przygoda, kolejny ślad, który pozostawiliśmy po sobie, tym razem w upiornie upalnym klimacie na pustynnej wieży.

Sportowy aspekt we wspinaczce zawsze mnie wkręcał. Lubię zdrową rywalizację. Uważam, że powoduje rozwój. Poza tym kocham ruch i lubię czuć się silna. Jednak to, co naprawdę liczy się dla mnie we wspinaniu, to przygoda. Samo wspinanie nie jest dla mnie sportem (choć zawiera w sobie jego elementy), ale czymś co znacznie wykracza poza jego granice. Dlatego uważam, że dopiero połączenie wytrenowanego wspinacza sportowego i doświadczonego wspinacza górskiego może doprowadzić do wybitnych osiągnięć alpinistycznych. A to jest to, co we wspinaczce interesuje mnie najbardziej. Kto wie, może w przyszłości uda mi się zorganizować kobiecą wyprawę, której celem będzie wytyczenie nowej wielkościanowej drogi klasycznej.

Więcej o polskich wspinających się kobietach  w czerwcowym numerze GÓR 6 (145) 2006



(kg)

2006-09-25

Bartek Pasiowiec
 
2018-10-30
GÓRY
 

David Lama zdobywa samotnie Luang Ri w Himalajach!

Komentarze
0
 
Bartek Pasiowiec
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com