facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2005-12-05
 

El Cap klasycznie według Tommy Caldwella

Powtórzenie klasyczne Nosa! – Pierwsze powtórzenie klasyczne Nosa w jeden dzień! – Nos i Freerider klasycznie w ciągu jednego dnia!


Powtórzenie klasyczne Nosa! – Pierwsze powtórzenie klasyczne Nosa w jeden dzień! – Nos i Freerider klasycznie w ciągu jednego dnia!

Caldwell – Rodden robią zespołowe przejście Nosa

Po ubiegłorocznym sukcesie na Dihedral Wall Tommy Caldewel postanowił rozprawić się z mitem, czyli klasycznym przejściem Nosa. Chyba każdy, kto interesuje się wspinaczką klasyczną, wie, że we wrześniu tego roku minęło 12 lat od pierwszego przejścia drogi autorstwa Lynn Hill i że nikomu do niedawna nie udało się czyste stylowo powtórzenie wyczynu filigranowej Amerykanki. Najbliżej sukcesu na tej drodze był Scott Burke, który w 1998 roku, podczas dwunastodniowej batalii przeszedł drogę klasycznie, ale nie udało mu się poprowadzić wyciągu Great Roof, który przeszedł na wędkę. Pewnym usprawiedliwieniem niedoskonałości stylowej przejścia Scotta była fatalna pogoda, z drugiej strony do myślenia dawał czas jego pracy nad drogą (261 dni!).
15 października bieżącego roku Nos doczekał się pierwszego czysto klasycznego przejścia zespołowego. W ciągu czterech dni Tommy Caldwell z małżonką Beth Rodden poprowadzili wszystkie wyciągi drogi, zmieniając się na prowadzeniu. Rodden  przeszła legendarny Great Roof (2 próba), Tommy zaś rozprawił się z Changing Corners (trzecia próba). Zespół potwierdził to, o czym mówiło się już od jakiegoś czasu – podejrzewany o mityczne trudności Great Roof jest znacznie łatwiejszy niż biegnący w zacięciu Changing Corners (GR ma 5.13c, CC – 5.14a).
Pierwsze czyste powtórzenie Nosa stało się faktem. Jednak o ile można je było uznać za sukces Beth, to trudno było mówić o triumfie jej męża. W końcu oczekiwania wobec autora najtrudniejszego odhaczenia na El Capie muszą być duże. Można się było zatem spodziewać, że było to preludium w wykonaniu Tommy’ego. Inna sprawa, że chyba nikt nie mógł przypuszczać, jak wysoko zawieszona jest poprzeczka, którą planuje on pokonać...

Pierwsze powtórzenie klasyczne Nosa w jeden dzień!

17 października, dwa dni po zespołowym przejściu Nosa, państwo Caldwellowie ponownie stanęli pod ścianą El Capa. Tym razem celem było przejście całości drogi przez Tommy’ego w ciągu jednego dnia. W tym miejscu większość Czytelników spodziewa się zapewne opisu walki z czasem i zaliczenia topu tuż przed „regulaminowymi” 24 godzinami. Nic bardziej błędnego. Niecałe 12 godzin później Tommy zameldował się na szczycie El Capa. Przejście odbyło się bez większych przygód. Jak należało się spodziewać, kłopotów przysporzyło Tommy’emu tylko poprowadzenie wyciągu Changing Corners 5.14a, na którym dwa razy poleciał. Tym samym Nos otrzymał drugie jednodniowe w ogóle, pierwsze męskie (!), a przy okazji najszybsze przejście klasyczne. Pierwszego dokonała oczywiście Lynn Hill w 1994 roku, robiąc drogę w ciągu 23 godzin.

Nos i Freerider klasycznie w ciągu jednego dnia!

Przynajmniej kilka wydarzeń, które miały miejsce na El Capitanie, zapisało się w historii światowej wspinaczki skalnej. W tym roku doczekaliśmy się kolejnego „kroku milowego” we wspinaczce – tym razem oczywiście klasycznej – którego dokonano na zerwach najsłynniejszej ściany Ameryki. Otóż okazało się, że dwa opisane powyżej przejścia były tylko rozgrzewką Caldwella przed głównym celem, jaki postawił sobie w tym sezonie. Miało nim być przejście pod rząd dwóch klasycznych dróg na El Capie! Wybór linii, które mogły stać się torem takiego nieprawdopodobnego maratonu (2000 metrów trudnego klasycznego wspinania w pionie, 65 wyciągów, w tym jeden 5.14a, jeden 5.13, dziewięć 5.12 i dziesiątki porządnych 5.11-ek i 5.10-ek) był oczywisty. Stosunkowo najmniejsze nagromadzenie bardzo dużych trudności klasycznych mają bowiem dwie drogi: Nos i Free Rider.
30 października o godzinie 1.03 w nocy Tommy i Beth znów stanęli pod wejściem w Nosa. Tym razem droga padła w ciągu 11 godzin, mimo że Tommy tradycyjnie przeleciał się – i to dwa razy – na kluczowym wyciągu Changing Corners. Po kilku minutach odpoczynku i lekkim posiłku na szczycie Tommy popędził w dół East Ledges, aby przed godziną 1 po południu zameldować się pod wejściem we Freeridera. Tam czekał już na niego Chris McNamara, jeden z rekordzistów pod względem liczby przejść El Capa i autor najlepszych wspinaczkowych przewodników po Dolinie.
Jak wspomina McNamara, przez pierwsze 28 wyciągów jego zdumienie nie miało granic. Caldwell nie tylko nie wyglądał na człowieka, mającego „w kościach” poranne przejście Nosa (bagatela!), ale po prostu płynął po skale, jakby poruszał się w terenie 5.7-kowym. „Miałem wrażenie, jakbym asekurował Tommy’ego na Nutcrackerze” – wspomina autor przewodników „SuperTopo”. Pierwsze dziesięć wyciągów padło w ciągu 2 godzin. Kiedy zespół dotarł pod słynną Moster Offwidth (która chociażby uniemożliwiła klasyczne przejście drogi przez Adasia Pustelnika) na 19 wyciągu, właśnie zaczęło zachodzić słońce. Wówczas Tommy ostrzegł asekuranta, że ten wyciąg może mu przysporzyć nieco kłopotów. „Mam wrażenie, że mówił prawdę, bo przeszedł koszmarny offwidth za 5.11, jakby to była 5.9-ka, a nie, tak jak w przypadku 18 wcześniejszych wyciągów – 5.7-ka” – pisał McNamara.
Dwa wyciągi później, w bulderowym miejscu wycenianym na V6/7, Tommy po raz pierwszy naprawdę zawalczył. Według słów asekuranta, „przez tę króciutką chwilę droga zaczęła wyglądać na 5.12c”. Poważne, ale jak się okazało, przejściowe kłopoty pojawiły na wyciągu 28, wypychającej rysie za 5.12b, na której Caldwell po raz pierwszy poleciał. Po przewiązaniu się na stanowisku ruszył ponownie, tym razem starając się pokonać rysę odciągiem, a nie – jak za pierwszym razem – za pomocą klinowania. Niestety, ta metoda pozwoliła mu pokonać zaledwie dwa metry więcej i znowu wisiał na końcu liny. W tym momencie atmosfera w zespole zaczęła robić się lekko nerwowa, ponieważ był to ostatni wyciąg, który mógł zatrzymać autora odhaczenia Dihedral Wall w klasycznej drodze do szczytu. Okazało się jednak, że głównym powodem problemów nie było zmęczenie, ale fakt, że w ciemnościach wyciąg wymagał ponownego zapatentowania. Otóż Tommy przypomniał sobie, że podczas przejść w ciągu dnia szedł lekką rozpieraczką, wykorzystując jako stopnie małe krawądki na ściankach obok rysy. Właśnie tych krawądek „brakowało” w ciemnościach. Po zaznaczeniu kilku stopni wyciąg padł i niedługo później, 26 minut po północy, po 10 godzinach i 50 minutach wspinania, zespół zameldował się na szczycie. Tam na autora historycznego przejścia czekały owacje i gratulacje od żony i grupki przyjaciół.
Opisane powyżej „zwykle” powtórzenia klasyczne Nosa, na które musieliśmy czekać tak wiele lat, w pełni zasługują, aby znaleźć się w elitarnej kategorii TOP NEWS. Łańcuchówka Toma zalicza się jednak do kategorii najważniejszych newsów w roku. Ciężko w tym momencie powiedzieć, czy na ponowny wyczyn tej klasy będziemy czekali tak długo, jak na klasyczne powtórzenie Nosa, czy też Caldwell przełamał psychiczną barierę i w następnych sezonach doczekamy się kolejnych tej miary sukcesów. Najlepiej podsumował ten wyczyn cytowany tutaj kilkukrotnie partner Tommy’ego na Free Riderze, Chris Mcnamara: „To był niesamowity dzień. Tommy nie tylko zrobił coś, czego chyba nikt nie uważał za możliwe, ale dokonał tego z takim spokojem i swobodą, jaką zdarzało mi się widywać na drogach o klasie IV”. Podkreślając fakt, że droga ta – podobnie jak rok temu Dihedral Wall – padła za pierwszą przymiarką i po stosunkowo krótkim, kilkumiesięcznym okresie przygotowawczym, postawił także pytanie: „Czego dokona Tommy, jeśli wybierze big-wallowy cel, który będzie wymagał kilku lat przygotowań i wielu prób?”

10 (137) 2005

(kg)

 

 

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Bartek Pasiowiec
 
Bartek Pasiowiec
 
2018-07-12
GÓRY
 

Sukces azjatyckiego zespołu na Nandze Parbat!

Komentarze
0
 
Bartek Pasiowiec
 
Bartek Pasiowiec
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com