facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2006-07-16
 

Anna Czerwińska - Dostałam życie za darmo...

Z Anną Czerwińską spotykam się w jej mieszkaniu kilka dni po powrocie z zakończonej sukcesem wyprawy na Makalu. Pani Ania... właśnie pakuje się na swoją kolejną wyprawę na Gasherbum I.


Z Anną Czerwińską spotykam się w jej mieszkaniu kilka dni po powrocie z zakończonej sukcesem wyprawy na Makalu. Pani Ania... właśnie pakuje się na swoją kolejną wyprawę na Gasherbum I.





Jakub Radziejowski:
Czytając doniesienia na stronie internetowej Polish Makalu ENTRE.PL Xpedition, miałem wrażenie, że łatwo nie było; podcięta lawina, nieplanowany biwak na 8250 m... Czy to jest standard wyprawy himalajskiej?

Anna Czerwińska:
Absolutnie nie, to zdecydowanie coś ekstra. Jednak każda wyprawa ma swoje smaczki i na każdej dzieje się coś innego. Makalu jest akurat górą dość bezpieczną: brak tam lodospadów czy szczelin, jak pod Everestem i Lhotse, nie wspominając już o trudniejszych ośmiotysięcznikach.
Pomimo tego nie udało mi się uniknąć przygód takich jak ta lawina. Podcięłam ją  podczas zejścia – to była w 100% moja wina. Z drugiej strony była to wina „niezawiniona”, bo musiałam zejść. Nie mogłam przecież siedzieć trzy doby na górze i czekać aż zestali się świeży śnieg. Naruszyłam zbocze, wyrywając poręczówki spod śniegu i całość spadła na mnie. Całe szczęście poręczówka nie pękła i mogłam przy namiocie przywitać się z Jurkiem, mówiąc: „Cześć Jurek, właśnie przeszła przeze mnie lawina”. Na co Jurek odpowiedział: „A masz zdjęcia?”
Natomiast wspomniany biwak był zupełnym odjazdem. Myślę, że został on spowodowany przez to, że Makalu ma piękną, pomarańczową skałę. A ja bardzo lubię kolor pomarańczowy i w tej skale tak dobrze się czułam... Te piękne skały powodują, że człowiek czuje, że jest ciepło i przyjemnie, a pogoda była przecież ładna. Wiedziałam, że jeszcze jest daleko – Włosi, którzy mnie mijali mówili, że do szczytu mam około 4-6 godzin. Wtedy w moim niedotlenionym mózgu powstała taka myśl, że skoro jest tak ciepło i przyjemnie, i te pomarańczowe skały są takie cieplutkie, to mogę zostać i rano iść do końca. I tak zrobiłam.

Czy to był pierwszy taki biwak - na tej wysokości?

Nie. Na K2 w 1986 roku, podczas próby na Magic Line, też na wysokości ok. 8200 m, spędziliśmy biwak z Krysią Palmowską i Januszem Majerem. Jest więc pewna analogia, ale wtedy byłam w grupie i było zupełnie inaczej. Tutaj byłam sama jak palec. Trudno było przecież wymagać, by schodzący Włosi siedzieli ze mną i czekali na poranek.
Musiałam sobie zapewnić nocleg. Próbowałam pod jakimiś kamieniami, ale było mało śniegu i w końcu na niewielkim polu lodowym wykopałam sobie grajdołek, ułożyłam plecak, usiadłam na nim i tak sobie siedziałam. A że to było prosto na drodze, to kiedy dwójka Włochów schodziła ze szczytu, najzwyczajniej przeze mnie przedeptali. Ogromnie się zdziwili, chcieli mi jakoś pomóc, ale nie mieli ani picia, ani jedzenia, więc w końcu sobie poszli. A ja zostałam i przesiedziałam te 10 godzin... Co było ciekawym doświadczeniem, naprawdę.

Do powtórzenia?

Tak, oczywiście. Teraz to już w ogóle rozbestwię się i nie będę wnosić do góry namiotu.  Biwak był na wysokości 8200-8250 m, czyli wysoko; temperatura w okolicach minus 30°C. Nie używałam tlenu, bo w butli powietrze było tak zimne, że bałam się odmrozić płuca. No i trzeba było te 10 godzin wysiedzieć...

O czym myśli kobieta podczas takiego biwaku?

Kobieta nie myśli prawie w ogóle, bo pracujący mózg zużywa znacznie więcej tlenu. Zabroniłam też sobie patrzeć na zegarek. Bo wygląda to tak, że patrzy się na zegarek, który wskazuje 21.00, potem mija cała wieczność i po ponownym zerknięciu na zegarek okazuje się, że jest 21:15. W ten sposób można całkowicie zdołować się i nie dożyć do rana. Ja po prostu siedziałam i czekałam...


Zdjęcia: Anna Czerwińska, Jerzy Natkański

Tekst: Jakub Radziejowski

Dalszy ciąg wywiadu z Anną Czerwińską jak również z innymi wspinającymi się kobietami w czerwcowym "kobiecym" numerze GÓR 6 (145) 2006




 

(dg)

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Bartek Pasiowiec
 
Bartek Pasiowiec
 
Bartek Pasiowiec
 
2018-07-12
GÓRY
 

Sukces azjatyckiego zespołu na Nandze Parbat!

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com