facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS

Adam Karpierz - Życiówka w Leonidio!

Dojrzały sportowiec, zyskawszy wiedzę i doświadczenie, traci czasem ten dreszcz emocji, który towarzyszył mu w początkach kariery. Nie dotyczy to na pewno Adama Gaduły Karpierza. Jego fascynacja wspinaniem ewoluuje, ale wciąż można ją u niego zauważyć w ilościach, które dostrzegamy zwykle tylko u adeptów wspinaczki

A przecież wspinaczkowej dojrzałości Adamowi odmówić nie sposób. Od kilku już lat stawia na samodzielność w kwestii swojego rozwoju, a droga, którą pokonał od tamtej pory dowodzi, że jego podejście jest poważne i pozbawione przypadkowości. Od dłuższego już czasu stawia na objętość i zdobywanie umiejętności.

 

Dobrze ukierunkowany wysiłek nigdy nie idzie na marne. Świetnie, jeśli potwierdzają to mierzalne rezultaty. A kiedy to potwierdzenie nadchodzi na koniec roku, gdy naturalne jest dokonywanie podsumowań - dodaje kopa, motywacji i utwierdza w przekonaniu, że obrało się dobrą drogę.

fot. arch. Adam Karpierz


Ostatni w 2017 roku wyjazd wspinaczkowy Adama był dla niego z pewnościa wspaniałą nagrodą. Miało być rekreacyjnie, odpoczynkowo, na luzie. Najwyraźniej swoboda przekłada się na wyniki, bo z greckiego Leonidio, Gaduła przywiózł pokaźną listę cennych przejść.

Cyfromaniacy najbardziej doceniliby pewnie prowadzenie Goofy 8c, drogi autorstwa Felixa Neumärkera, który promocyjnej cyfry nie lubi, walczy z nią zapamiętale, a sam otwiera drogi o rzetelnych wycenach. W związku z tym Goofy to, jak na 8c przystało, ponad 50 różnorodnych przechwytów, od deadpointowych, kompresyjnych ruchów, wymagających umiejętnego haczenia palców, po techniczne wspinanie po małych chwycikach zakończone na no handowej półce.

Adam prawdopodobnie jest dopiero trzecim pogromcą drogi, którą komplementuje ze względu na jakość skały, szybkie podejście i solidne trudności. Jest to ósma ósemka c w jego dorobku z 2017 roku.



fot. arch. Adam Karpierz

Poza Goofy pod szponem Gaduły padło kilkadziesiąt innych, łatwiejszych dróg, wśród których wyróżniają się dwie, pokonane w stylu OS. Obie doczekały się przejścia w ostatni dzień wyjazdu, a jednocześnie przedostani dzień roku - co dowodzi dobrze znanej wspinaczom prawidłowości, że  najlepsze przejścia mają miejsce, gdy jest się już jedną nogą w domu.

Onsajt na Tufandango 8a+ był dobrze zaplanowany i dzięki prawidłowo odczytanej sekwencji, Adam bez trudu odnalazł najlepszą drogę przez trudne sekwencje przeplecione restowymi klamkami, która doprowadziła go pod końcowy, siłowy boulder. Dobrze widoczne z ziemi ślady magnezji - znak czasów świadczący o coraz większej popularności wspinaczki skałkowej, z pewnością pomogły, ale to nie dzięki nim, a solidnemu treningowi, ból w przedramionach nie doszedł do głosu podczas prowadzenia.

 

fot. arch. Adam Karpierz

Resztę najlepszego dnia wyjazdu Adam opisuje barwnie na swoim profilu na fb:

"Zachęcony sukcesem [na Tufandango] i mając jeszcze trochę dnia do dyspozycji postanowiłem oddać próbę na Pig on the roof 8b. Droga wiedzie przez największe przewieszenie Twin Caves i jest dość krótka. Ewidentne placki magnezji było widać z ziemi, więc była tylko kwestia ogarnięcia nóg na bieżąco ;)
Sekwencja jak sama nazwa wskazuje nie była zbyt wymyślna, a charakter przechwytów (dobre chwyty, dalekie ruchy, małe stopnie) bardzo mi spasował. Po kluczowym boulderze przechodzi się płynnie w wielkie obłe tufy, gdzie głównie pracuje kolano i całe ciało. Zaliczyłem małą wtopę, gdy opuściłem jeden z wygodnych, lecz potrzebnych restów, by rozejrzeć się nad sekwencją wyżej, po czym wróciłem w dół i nie mogłem odnaleźć tego klinu kolana :D

Ciekawie było też metr przed łańcuchem, gdzie wisiałem na słabych tufach i nabitym kolanie, wiedząc, że mam max 2 ruchy do zrobienia, i mogłem wisieć tam jeszcze długo, ale ruszyć do przodu nie bardzo było jak, nie widziałem żadnego chwytu do wpinki do łańcucha. Po dłuższej nerwówce skrajnie z boku za tufą odnalazłem ukryty drąg na odciąg :) Krzyk szczęścia i niespodziewanie jeszcze w 2017 do kapownika wpada życióweczka!"

 

fot. arch. Adam Karpierz


Topowe przejścia zmuszają do refleksji i ta nie ominęła również Adama, który zastanawiając się nad wyższością drogi nad celem, mówi:

"Wspinanie nie ma sensu, o czym regularnie przypomina Nam większość "normalnych" ludzi. Ale z drugiej strony co go ma? Wspinanie  daje wiele możliwości: poczucie celu, pretekst do podróżowania, przygoda, emocje, samodoskonalenie. To wszystko ma dla mnie wartość. Gdy jestem w formie czuję się niemal bez ograniczeń - to bardzo uzależniające uczucie. Ale nawet gdy nie przekraczam swoich limesów to lubię się pobawić na skałce/na ściance. Często ciężko mi wyjść z treningu, bo "może jeszcze jeden balderek na rozluźnienie?"

Podczas noworocznego wyjazdu nie tylko Adam przełamywał granice.

Życiowa i wspinaczkowa partnerka Adama - Kasia Cieślak inspiruje wracając do wspinania po straszliwym wypadku, którego doświadczyła niespełna rok temu, w lutym 2017. W Leonidio przewspinała wiele dróg o trudnościach zbliżonych do jej rekordu i z każdym dniem wspinaczkowym zyskiwała coraz więcej swobody na wysokości. Jej upór i determinacja są wspaniałym świadectwem miłości do wspinania.

W nowym roku Adam chce jeszcze więcej, trudniej i lepiej dlatego w przygotowaniu i realizacji planu treningowego pomoże mu Maciej Oczko, którego przemyślenia na temat sportowej strony wspinania znajdziecie w najnowszym numerze magazynu Góry.

W realizowaniu pasji pomagają Adamowi:

Katarzyna Cieślak
Heartbeat
Singing Rock Polska
friction.pl
iura
Sekcja Wspinaczkowa KS Korona

Bartek Pasiowiec
 
Bartek Pasiowiec
 
Bartek Pasiowiec
 
Bartek Pasiowiec
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com