facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2008-07-29
 

ABC bulderowej taktyki

Przedstawimy szereg praktycznych patentów, które pomogą Wam rozwiązać problemy bulderowe - głową.

Opracował: Piotr Drożdż

Znany bulderowiec z Colorado Phillip Benningfield, autor wielu artykułów w amerykańskich magazynach wspinaczkowych, opisał kiedyś sytuację, w której po raz kolejny uświadomił sobie z całą mocą, że buldering to nie tylko brutalna siła, wzajemny doping typu „dajesz!!!” i przysłowiowe „napieranie do bólu”, ale równie istotnym czynnikiem może okazać się strategia i pomyślunek. Otóż Phillip, wraz z grupką napakowanych kolegów, przy wzajemnym zagrzewaniu się do walki i powszechnym nakręceniu
, atakował pewien oporny problem. Pomimo morderczych wysiłków i maksymalnego dopingu wszyscy musieli odejść z kwitkiem. Tak się jednak złożyło, że pod ten sam problem trafił tydzień później – tym razem był jednak sam, a w dodatku czuł się fatalnie po kilku dniach wyrabiania „nadgodzin” w pracy. Jakie było jego zdziwienie, kiedy okazało się, że gdy podszedł do bulderu ze świeżym spojrzeniem, znalazł nie odkryty wcześniej przez nikogo podchwyt na kanciku. Jego użycie pozwoliło otworzyć zupełnie nową sekwencję, za pomocą której bez większych problemów rozwiązał problem. „Uświadomiłem sobie, że to nie brutalna siła, ale pomyślunek jest często najlepszą receptą na sukces” – wspominał Benningfield. W niniejszym artykule przedstawimy szereg praktycznych patentów, które pomogą Wam rozwiązać problemy (bynajmniej nie te życiowe) – głową.



OGLĄDANIE BULDERU, WIZUALIZACJA i ASEKURACJA


Z oddalenia

Bulder należy oglądnąć z dystansu – to, co wydaje się klamą, gdy patrzy się od podnóża problemu, po oddaleniu się o kilka metrów lubi okazać się miernym oblakiem. Postępowanie takie jest szczególnie istotne, jeśli spodziewamy się stosowania dynamicznych przechwytów.

Widok ze szczytu

Poleca się wejście na szczyt głazu i zlustrowanie problemu od góry. Patrząc z tej perspektywy, można lepiej ocenić jakość i rozmieszczenie chwytów (szczególnie końcowych) lub na przykład odkryć zabrudzenie ostatnich partii bulderu, które może zniweczyć próbę przejścia (nawet po trudnościach).

Wizualizacja

W bulderingu, podobnie jak przy prowadzeniu dróg z liną, stosuje się wizualizację, która pozwala na utrwalenie i uczenie się sekwencji przechwytów. W przypadku przymiarki do przejścia problemu fleszem, staramy się rozpatrzyć i otworzyć w myślach sekwencje alternatywne. Przy próbie pierwszego przejścia zapatentowanego problemu nie zakłada się – podobnie jak w przypadku przejścia RP – żadnych alternatyw. Staramy się w 100 procentach realizować plan przejścia. Różnica polega na tym, że o ile we wspinaczce RP bieżące poprawki nie są niczym wyjątkowym, o tyle na trudnym problemie, którego przechwyty zwykle leżą na granicy możliwości wspinacza, jakiekolwiek błędy nie mają racji bytu. Przy dłuższej drodze nierzadko zdarza się, iż nawet poważne pomyłki (np. sięgnięcie niewłaściwą ręką do chwytu), szczególnie te zrobione w łatwiejszych partiach drogi, nie kończą szans wspinacza na jej szczęśliwe ukończenie. W bulderigu sprawy wyglądają inaczej – jakikolwiek błąd w realizacji planu z reguły kończy dane podejście. Dlatego bezwzględnym wymogiem prawidłowej wizualizacji w tej dyscyplinie wspinania jest jej absolutna precyzyjność. Poza standardową procedurą, polegającą na mentalnym wykonaniu przechwytów problemu (należy pamiętać o uwzględnieniu w naszym „postrzeganiu wewnętrznym” również stopni, nie zaś tylko – jak to się często praktykuje – chwytów) istotny wydaje się być zmysł kinestetyczny (czucie ruchu), timing (odtwarzanie ruchów w rzeczywistym tempie) oraz próba włączenia do wizualizacji wrażeń odbieranych przez inne zmysły (nie tylko wzroku, ale na przykład dotyku – czucie faktury skały na chwytach). Umiejętność zapamiętywania sekwencji przechwytów zazwyczaj rozwija się wraz z nabywaniem doświadczenia wspinaczkowego. Oczywiście, podobnie jak z innymi zdolnościami, jedni są w tym zakresie utalentowani i już na początku wspinania zaczynają coś pamiętać, inni przez lata cierpią na swoistą wspinaczkową amnezję. Jak to jest z największymi? Dave Graham miał kiedyś stwierdzić: „Pamiętam każdy ruch na wszystkich problemach, jakie kiedykolwiek przeszedłem. To sprawia, że mam co robić nocami”. Taki ideał ciężko nam będzie osiągnąć, ale w końcu nie każdy może być Grahamem. Za to każdy może doskonalić swój „wewnętrzny wspinaczkowy teatr”…  

Odległość ma znaczenie…

Przy wstępnym planowaniu przejścia problemu przydatne może być dokładne ocenianie odległości między chwytami. Można do tego celu wykorzystać własne ciało: na przykład odległość od łokcia do końca palców ręki jest nierzadko taka sama jak odcinek „palce u nóg – kolano”. Pozwala to skutecznie ocenić możliwość ewentualnego zaklinowania kolana – na przykład na oglądanym przewieszonym trawersie. Innym możliwym, choć rzadko stosowanym patentem jest wykonanie bubbabrush o długości połowy naszego wzrostu z wyciągniętą ręką. Taka „miarka” daje możliwość dokładnej oceny, czy konieczne będzie odrywanie stóp przy strzale. W przypadku problemów biegnących rysami można przymierzyć but wspinaczkowy i przekonać się, czy możliwe będzie zaklinowanie stopy w rysie (np. palce – pięta).

Czuj się bezpiecznie

Znakomita amerykańska „boulderwoman”, Lisa Rands, opisywała kiedyś, że często obserwuje kolegów, którzy na sztucznej ścianie, czując pod nogami „miękkość” bezpiecznego i grubego materaca, bez wahania wykonują ekstremalne przechwyty. Jednak gdy ci sami wspinacze atakują skalny bulder, gdzie ryzyko odniesienia kontuzji po odpadnięciu jest siłą rzeczy większe, tracą większość ze swoich atutów. Warto zatem nauczyć się tak postępować, by – w miarę możliwości – przenieść bezpieczeństwo ze ściany w skały.

Kluczową sprawą jest umieszczenie pada we właściwym miejscu, czyli tam, gdzie ewentualne odpadnięcie miałoby najpoważniejsze skutki. Najczęstszymi błędem jest ułożenie maty przy samej ścianie (w celu wytarcia butów) lub pod najtrudniejszym miejscem, mimo że lądowanie pod nim jest duże bezpieczniejsze niż w innych miejscach. Jeżeli dysponuje się większą liczbą partnerów, dobrym rozwiązaniem jest przesuwanie przez jednego z nich maty pod wspinającą się osobą. Jeśli z kolei dysponujemy większą ilością padów, układamy je w taki sposób, aby zabezpieczały nas na całym lub sporej części problemu.

Oczywiście sam crashpad zwykle nie gwarantuje nam bezpieczeństwa. Jeszcze ważniejsza rolę spełnia spotująca nas osoba. Nie mamy tutaj miejsca, aby dokładnie zgłębiać arkana tej sztuki (poświęcimy jej osobny artykuł). Ograniczmy się więc do absolutnych truizmów. Zadaniem asekuranta nie jest złapanie wspinającego się kolegi, lecz pochłonięcie energii, ochrona głowy i pleców oraz ewentualne „skorygowania” pozycji lecącego. Szczególnie ważna jest jego rola na mocno przewieszonych problemach, na których stosuje się techniki typu podhaczanie stopy – czyli wszędzie tam, gdzie istnieje realna groźna upadku na głowę lub plecy.

Ani doświadczony i uważny spotter, ani najdroższy, najlepszy i właściwie umieszczony crashpad nie zastąpią umiejętności zachowania się podczas odpadnięć na bulderach. Sztukę latania i lądowania na niskich formach trzeba ćwiczyć, podobnie jak loty z liną!    

Zabezpiecz odwrót

Zanim zaatakuje się nieznany problem, warto rozpoznać zejście z głazu. Jak wiadomo, schodzenie jest zawsze trudniejsze niż wspinanie, więc – w celu uniknięcia kłopotów – lepiej drogę zejściową rozeznać od dołu, niż później zepsuć sobie przyjemność po udanym fleszu z powodu rozpaczliwych wysiłków odnalezienia bezproblemowego zejścia.

CZYSZCZENIE CHWYTÓW I PRZYGOTOWANIE SPRZĘTU

Sprzęt czyszczący

Do czyszczenia chwytów używamy wszelkiego rodzaju szczotek (naturalnie królują szczoteczki do zębów). Specjalnym wynalazkiem na użytek bulderingu, chociaż ciągle stosunkowo rzadko – szczególnie w Europie – stosowanym jest tzw. bubbabrush, czyli szczotka na długim uchwycie, często z przytwierdzoną rurką. Używa się jej do szczotkowania i przedmuchiwania wyższych chwytów. Czasem stosuje się także szmaty przytwierdzone do kija – do czyszczenia, czasem także do pokrywania kalafonią....

Więcej porad dla bulderowców i dokończenie artykułu w: GóRY, nr 6 (157) czerwiec 2007






(kg)
Goryonline
 
2018-11-07
BIZNES
 

Przymierzaj/przemierzaj i wygrywaj z marką Salomon!

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-10-25
BIZNES
 

Columbia przedłuża sponsorowanie UTMB® Trail Running

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-10-11
BIZNES
 

"Dawno, dawno temu..." - o marce Fjord Nansen

Komentarze
0
 
Goryonline
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com