facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2012-05-11
 

Wejdź z Januszem Świtajem na „K2”

12 maja, Janusz Świtaj, który jest sparaliżowany i oddycha za pomocą respiratora, wraz z siedmioma osobami w podobnym stanie zdrowia, wejdzie na krakowskie „K2” (Kopiec Kościuszki). Jest to pierwszy tego typu projekt w Polsce. Ambasadorem wyprawy jest Kinga Baranowska.
K2 to drugi co do wysokości szczyt świata i zarazem najtrudniejszy z ośmiotysięczników. Znajduje się w górach Karakorum, na granicy Chin i Pakistanu. Jego wysokość to 8611 m n.p.m. Wyprawiają się na niego najwybitniejsi himalaiści. Czy taka osoba jak 37-letni Janusz Świtaj, który jest całkowicie sparaliżowany i oddycha za pomocą respiratora, mógłby się na taką górę wyprawić? Nie, ponieważ nie pozwoliłyby mu na to ani stan zdrowia, ani przeszkody techniczne. Janusz znalazł swoje „K2” w Polsce i 12 maja wjedzie na nie wraz siódemką innych osób. 
Każdy ma swoje „K2”
 
Za nazwą „K2” kryje się krakowski Kopiec Kościuszki. Wzgórze, na którym wznosi się Kopiec, ma około 300 m n.p.m., a wysokość samego Kopca jest równa 35,54 m. – Dla zdrowej osoby taka wysokość, być może, wydaje się czymś śmiesznym, ale dla kogoś, kto jest całkowicie sparaliżowany i zależny od respiratora,  jest to prawdziwe K2. Poza tym droga na Kopiec jest wyboista i bardzo wąska, co dla osób poruszających się na wózkach stanowi niemałe wyzwanie – mówi Janusz Świtaj. 
 
12 maja, a więc już w najbliższą sobotę o godz. 12.00 wraz z Januszem na krakowskie „K2” wyruszy siedem niepełnosprawnych osób z woj. małopolskiego i okolicznych województw. Większość uczestników wyprawy ma czterokończynowe porażenie, w związku z tym będą się poruszać na elektrycznych wózkach inwalidzkich. We „wspinaczce” wspierać ich będą opiekunowie i wolontariusze oraz pracownicy Fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko”. 
 
Ośmiu uczestników. Osiem tysięcy metrów
 
Liczba uczestników wyprawy ma znaczenie symboliczne. Łącznie z Januszem Świtajem będzie ich w sumie ośmiu, ponieważ prawdziwy szczyt K2, który znajduje się w Karakorum, jest ośmiotysięcznikiem. Każdy z uczestników wyprawy pokona więc odcinek odpowiadający – w sposób symboliczny – 1000 metrów n.p.m. 
 
Organizatorem wyprawy jest Fundacja Anny Dymnej „Mimo Wszystko”. 
Ambasadorem wyprawy jest Kinga Baranowska, himalaistka, zdobywczyni siedmiu ośmiotysięczników.

Kinga dwukrotnie wyprawiała się na szczyt K2 w Karakorum. Dotąd nie udało jej się go zdobyć, ale planuje już kolejną wyprawę. Jest osobą, która doskonale wie, jakiego wysiłku potrzeba do tego, aby wspiąć się na ten najtrudniejszy szczyt świata. 12 maja będzie się wspinała na swój kolejny ośmiotysięcznik, tym razem jest to Lhotse (8516 m n.p.m.), czwarty co do wysokości szczyt świata, wznoszący się w Himalajach. Kinga jest w tej chwili w obozie III na wysokości 7200 m n.p.m. Relacja z wyprawy znajduje się pod adresem: WWW.kingabaranowska.com 
Kinga Baranowska, na temat wyprawy na „K2”:  K2 jest marzeniem każdego himalaisty. Jest dla mnie najpiękniejszą piramidą górską na świecie, jest też nie lada wyzwaniem.

Niewielu wspinaczom udaje się wejść na jego wierzchołek. Po pierwsze dlatego, że K2 jest trudne technicznie, po drugie – warunki pogodowe są tam bardzo kapryśne i nie dają zbyt wielu szans na wejście. Podziwiam wszystkie osoby, które mozolnie dążą do celu dzień po dniu. Nie ma znaczenia, czy jest to prawdziwe K2, czy Kopiec Kościuszki. Każdy ma „swoje K2”. Każdy ma też prawo do marzeń, dużych i małych. Niech K2 będzie symbolem męstwa i nie poddawania się. Jak już wejdziemy na szczyt, to znajdźmy kolejne K2, bo ważna jest droga, a nie cel. Cieszę się, że mogę kibicować takim osobom jak Janusz Świtaj, które mają odwagę walczyć. Dla mnie oni już są zwycięzcami. Dokładnie w tym samym czasie będę się wspinać na Lhotse i całym sercem będę z uczestnikami wyprawy na „K2”.
 
Anna Dymna na temat wyprawy na „K2”: Kiedy w 2008 r. organizowaliśmy wyprawę na Kilimandżaro,  chcieliśmy pokazać, że wokół nas są ludzie niepełnosprawni, którzy też mają marzenia, ambicje i chcą normalnie żyć. Potrzebują tylko, żeby im trochę w tym pomóc. Mówienie i pisanie na ten temat, niewiele daje. Czasem trzeba krzyknąć. Wyprawa na Kilimandżaro była takim krzykiem. „Popatrzcie na nas. Jesteśmy, możemy, żyjemy! Jeśli ktoś nam poda rękę to możemy naprawdę wysoko się wspiąć. To, że jesteśmy niepełnosprawni nie może nam zabierać marzeń”. Zdajemy sobie sprawę z tego, że dla wielu osób to Kilimandżaro jest zupełnie gdzie indziej.

Nasza Fundacja ma m.in. kontakt z osobami, które są całkowicie sparaliżowane i oddychają za pomocą respiratorów. Wiadomo że tacy ludzie się na Kilimandżaro nie wyprawią. Wielu z nich nie opuszcza nawet swoich domów. Dla takich osób Kilimandżarem może być to, że ktoś im pomoże wyjść z domu, będą mogli znów zobaczyć niebo i popatrzeć na słońce. To właśnie dla nich organizujemy wyprawę na „K2”. Dlaczego „K2”? Bo to jest KK, czyli Kopiec Kościuszki – śliczna, zielona górka, którą mamy w Krakowie.

To była pierwsza „góra” którą w życiu zdobyłam. Z tej górki widać całe miasto. Człowiek ma poczucie jakby się wzniósł gdzieś wysoko. Ta „góra” kryje w sobie wiele nadziei. Pomyśleliśmy, że dla wielu ludzi wyjście z domu i dotarcie na Kopiec, będzie wyzwaniem na miarę „K2”. Zdajemy sobie sprawę z tego, że uczestnicy tej wyprawy bez naszej pomocy nie dotarliby na szczyt, ale sam fakt, że będą chcieli wziąć w niej udział, podjąć wyzwanie i choć przez chwilę będą się mogli poczuć jak zwycięzcy, będzie ogromnie ważny. To będzie symboliczna wyprawa. Nie trzeba już nic więcej mówić… 
 
Janusz Świtaj, kierownik wyprawy na„K2”: Taka wyprawa to naprawdę niecodzienna sprawa. Cieszę się, że mogę jej przewodzić i przypomnieć w ten sposób społeczeństwu o istnieniu osób, które są w podobnej sytuacji zdrowotnej jak ja. Miałem sporo szczęścia, bo spotkałem Annę Dymną, jej Fundacja pomogła mi zdobyć elektryczny wózek i po 15 latach wyjść z domu. Na nowo mogłem poczuć wiatr na twarzy i popatrzeć na słońce. Znów zachciało mi się żyć. Odzyskałem nadzieję. Bardzo bym chciał, aby ta wyprawa na „K2” przywróciła nadzieję zarówno jej uczestnikom, jak i osobom, które dzięki mediom będą mogły o nas usłyszeć. Nie potrafimy się samodzielnie poruszać, jesteśmy w pełni zależni od innych osób, ale to nie znaczy że w naszych chorych ciałach nie ma już życia, ani ambicji. My też chcemy mieć jakieś osiągnięcia i żyć pełnią życia. Też chcemy mieć nasze „K2”.

SYLWETKI UCZESTNIKÓW WYPRAWY NA "K2"

 
Janusz Świtaj
Mieszka w Jastrzębiu Zdroju. W 2007 r. jego historia obiegła całą Polskę. 32-latek sparaliżowany po wypadku motocyklowym poprosił sąd o prawo do eutanazji. Tłumaczył, że boi się chwili, gdy zabraknie mu rodziców, którzy się nim zajmują: karmią go, przewijają, oklepują, żeby nie miał odleżyn. Dzień w dzień od 15 lat. Jego historią zainteresowała się Anna Dymna. Jej Fundacja zainicjowała ogólnopolską zbiórkę pieniędzy na wózek elektryczny dla Janusza. W tej chwili Janusz ma 37 lat. Jest pracownikiem Fundacji Anny Dymnej. Pomaga innym i mówi, że nie ma czasu myśleć o śmierci. Zdecydowanie bardziej interesuje go życie. Marzy o tym, aby osoby które są sparaliżowane miały osobistych asystentów, którzy pomogą im w nauce i w pracy. Janusz jest kierownikiem wyprawy na „K2”.
 
Wyprawę dedykuje swoim rodzicom i asystentce Malwinie, bez których nie mógłby się oderwać od łóżka, a o wyprawie na „K2” mógłby tylko pomarzyć. 
 
Paweł Szkutnicki
Mieszka w Krakowie. Ma 25 lat. Od 2001 roku jest sparaliżowany. Oddycha za pomocą respiratora i porusza się na elektrycznym wózku inwalidzkim. Urodził się zdrowy. Choroba przyszła niespodziewanie, gdy miał 14 lat. Był wtedy w drugiej klasie gimnazjum. Któregoś dnia obudził się z niedowładem nóg od kolan w dół, nazajutrz paraliż objął całe nogi. Trzeciego dnia stracił władzę w rękach, a na następnego - został całkowicie sparaliżowany. Mógł poruszać jedynie głową. Tak jest do dzisiaj. Lekarze stwierdzili krwawienie do rdzenia kręgowego, ale do chwili obecnej nie wiadomo, co było jego przyczyną. Paweł nie szuka odpowiedzi na pytanie: „Dlaczego ja?”. Wie, że nikt mu jej nie udzieli. Jego marzeniem jest usprawnienie choćby jednej ręki. W tym celu codziennie intensywnie się rehabilituje. 
 
Wyprawę na „K2” dedykuje osobom, które są w podobnym stanie zdrowia, jak on i leżą w łóżku nie widząc przed sobą żadnej nadziei ani celu. Chciałbym, aby uwierzyli, że czeka ich jeszcze w życiu wiele dobrego.  
W sposób szczególny dedykuje ją swoim Rodzicom oraz Panu Andrzejowi Kucharczykowi, dyrektorowi i założycielowi Kina ARS, który zmaga się z ciężką chorobą.    
 
Mariusz Haraśny
Ma 33 lata. Mieszka w miejscowości Laski koło Turka. 14 lat temu w czasie skoku do wody złamał kręgosłup (było to 31 maja). Od tamtej pory jest sparaliżowany. Porusza się na elektrycznym wózku inwalidzkim. Po wypadku skończył szkołę średnią. Z wykształcenia jest mechanikiem samochodowym. Mariusz jest wielkim fanem piłki nożnej. Kopiec Kościuszki – jak sam podkreśla – będzie dla niego wielkim wyzwaniem. Jeszcze nigdy nie był w Krakowie ani na żadnej górze.  
 
Wyprawę dedykuje swojej mamie, dzięki której chce mu się żyć. 
Uczestnicy wyłonieni w drodze konkursu:
 
Jan Białas
Ma 59 lat. Mieszka w Domu Pomocy Społecznej im. Helclów w Krakowie. Po przebytej chorobie Hajnego Medina jest osobą niepełnosprawną fizycznie. Od 3 lat porusza się na elektrycznym wózku inwalidzkim. Lubi słuchać muzyki, grać w gry planszowe i układać puzzle, ale najbardziej na świecie lubi się śmiać i prowokować innych do śmiechu. 
 
Wyprawę dedykuje swojemu bratu Wiesławowi.
 
Małgorzata Buczek
Ma 44 lata, od dzieciństwa choruje na rdzeniowy zanik mięśni. Porusza się na wózku elektrycznym. Jej mąż również jest osobą niepełnosprawną, poruszającą się na wózku. Mieszkają w Opatowie, w bloku, na 20 metrach kwadratowych. Wyprawa na „K2” jest dla niej dużym wyzwaniem, ale – jak podkreśla – jeszcze większą radością.  
 
Wyprawę na „K2” dedykuje swojemu mężowi Andrzejowi.
 
Kamil Cierniak
Ma 18 lat. Mieszka w Bratucicach. Od urodzenia choruje na rdzeniowy zanik mięśni. Choroba uniemożliwia mu samodzielne życie. Porusza się na elektrycznym wózku inwalidzkim. Jest tegorocznym maturzystą. Interesuje się sportem, a szczególnie piłką nożną. W czasie EURO będzie kibicował Polsce i Hiszpanii. Dwa razy w roku wyjeżdża na turnus rehabilitacyjny i – jak podkreśla – są to jedne z niewielu chwil, które spędza poza domem. 
 
Wyprawę dedykuje swojej mamie. 
 
Jerzy Dziedzina
Ma 54 lata. Od 25 lat mieszka w Domu Pomocy Społecznej im. Św. Brata Alberta w Krakowie. Jest osobą głuchoniemą. Porusza się na trójkołowym handbike`u. W DPS-ie jest tzw. „złotą rączką”, potrafi naprawić wiele sprzętów. Bardzo lubi wędkować i grać w remika. W czasie pracy na budowie uległ wypadkowi. Od tamtej pory jeździ na wózku.  
 
Wyprawę dedykuje swojemu bratu Tadeuszowi. 
 
Michał Wojdon
Ma 20 lat. Mieszka w Sędziszowie Małopolskim. 3,5 roku temu doznał urazu rdzenia kręgowego po skoku do wody. Od tamtej pory jest sparaliżowany. Porusza się na wózku elektrycznym. Po wypadku zdał maturę. Marzy o tym, aby studiować informatykę. W czasie wyprawy na „K2” będzie mu towarzyszył tata.  
 
Wyprawę dedykuje swoim rodzicom. 
 
Fragmenty listów (pisownia zgodna z oryginałami): 
 
Jan Białas: Mieszkam w Domu Pomocy Społecznej, gdzie mam swoich przyjaciół na oddziale w śród mieszkańców, są to osoby bardzo mi przychylne lecz straciły chęć i wiare w to że chcieć to móc i że zawsze można odkrywać w sobie i innych osobach nowe pokłady energii, zdolności i wiary w to że się uda. Chcę być dla nich przykładem tego, że zawsze trzeba próbować niezależnie od efektu, bo lepiej żałować tego co się nie udało od tego co się nawet nie spróbowało. Mam nadzieje, że moje ograniczenia ruchowe jaki i trudności z wymową nie będą barierą do dania mi szansy zdobycia upragnionego K2. Poznania nowych, ciekawych ludzi a może wśród nich znajdę  jakąś bratnią duszę.
 
Małgorzata Buczek: Mój mąż Andrzej, mimo swego kalectwa jest zaradny i pracowity. Wszystkie czynności związane z opieką nade mną wykonuje sam. Trzeba mnie położyć, w nocy co najmniej 2 razy zmienić mi pozycje, posadzić, zawieść do łazienki (sadza mnie na swe nogi i wiezie), umyć, ubrać, zrobić mi jeść, podać wszystko do ręki i tak parę razy w ciągu dnia. Również prowadzenie domu spoczywa na jego barkach. Jednak, kiedy trzeba zrobić cos „większego” Np. umyć okna, zetrzeć kurze z wysokich półek, czy wymienić żarówkę zaczynają się problemy.

Gdy przychodzą przedświąteczne porządki jesteśmy zmuszeni wynająć osobę, która nas w tym wyręcza… Pomimo wielu braków i problemów codziennych mogę śmiało stwierdzić, a nawet wykrzyczeć, że jestem szczęściarą! Zawsze w życiu wszystko załatwiałam sobie sama, nie sposób tego wszystkiego tutaj opisać, ale mam nadzieje, że będę miała okazje opowiedzieć. Kocham i jestem kochana, a to największa wartość w życiu i dlatego pragnę zdobyć K2 dla mojego kochanego męża. Mówią, że można góry przenosić i ja chcę zdobyć ten szczyt dla niego, osiągnąć nieosiągalne za jego miłość, troskę, cierpliwość za to, że jest! Ja bez niego umieram, brak mi tchu, dusze się... nienawidzę najkrótszych rozstań. 
 
Chciałabym zrobić mu niespodziankę, szczęśliwą niespodziankę, bo jak inaczej najlepiej mogę wyrazić swoją miłość i wdzięczność? I podziękować. Jest to moje marzenie”.
 
Kamil Cierniak: Obecnie jestem uczniem trzeciej klasy liceum, za kilka dni zdaję maturę. Interesuję się sportem - zwłaszcza piłką nożną, lubię również muzykę. Średnio dwa razy w roku wyjeżdżam na turnus rehabilitacyjny; są to jedne z niewielu chwil, w których jestem poza domem. Chociaż mieszkam tylko kilkadziesiąt kilometrów od Krakowa, jeszcze nigdy - zwłaszcza z przyczyn technicznych - nie miałem okazji wyjazdu na Kopiec Kościuszki. Byłbym bardzo wdzięczny za udostępnienie mi takiej możliwości. Byłbym bardzo szczęśliwy, gdybym przy tej okazji mógł spotkać osoby z podobnymi jak ja problemami. 
 
Jerzy Dziedzina: Mam pięćdziesiąt  cztery lata  Mieszkam  w Domu Pomocy Społecznej od dwudziestu pięciu lat. Musze dodać iż jestem osobą głuchoniemą, ale to nie przeszkadza mi w tym aby realizować swoje plany zainteresowania. Lubię łowić ryby , jestem zapalonym rybakiem należę do Polskiego Związku Wędkarskiego  od siedmiu lat, i czynnie biorę udział w zawodach  wędkarskich  organizowanych zarówno dla osób niepełnosprawnych jak i pełnosprawnych to moje hobby i pasja .

Nie należę  do osób które łatwo się poddają  poruszam się na wózku inwalidzkim , ale jak już wspomniałem nie przeszkadza mi to w realizowaniu swoich planów. Kolejna pasja która realizuję to różnego rodzaju gry i tu muszę odbiec nieco od stereotypu ponieważ lubię grać w remika i to często , wręcz kiedy nadarzy się okazja gramy w naszym klubie remika na terenie DPS-u. Bardzo lubię zwierzęta sam kiedyś miałem psa kota  świnki morskie  ,jestem człowiekiem który nie lubi siedzieć na miejscu i czekać aż ktoś go zaabsorbuje do czegoś ,sam znajduję sobie zajęcia ,bo wiadomo iż nuda może człowieka zabić , ale nie mnie  dosłownie nie usiedzę na miejscu. Posiadam wózek akumulatorowy co pozwala mi na pokonywanie dużych odległości dlatego też jestem osobą mobilną .

Kiedyś poruszałem się tylko na wózku zwykłym i to sporo lat dlatego też wyrobiłem w sobie tężyznę fizyczną  nie lubię dużo o sobie opowiadać a raczej migać dlatego mój list będzie krótki. Uważam że każde wyzwanie jest dla mnie  lubię to nie chcę być odrzucany od społeczeństwa tylko  dlatego że jestem inny bardzo chciałbym wziąć udział wraz  z Januszem  Świtajem w wyprawie  na Kopiec  myślę że sprawdzę się w tak ekstremalnych warunkach  proszę  o danie mi tej szansy już zaczynam przygotowania  wytrzymałościowe i sprawnościowe a od państwa zależy czy dacie mi szansę spróbować .
 
Michał Wojdon: Kiedy byłem jeszcze zdrowy to przychodziłem do domu ze szkoły zjadałem obiad  i od razu brałem się do pracy w ogrodzie lub garażu gdzie lubiłem  przesiadywać reperując rodzinie rowery. Później starałem się odrobić lekcje a wieczorem wychodziłem z kolegami na pobliskie boisko gdzie graliśmy w piłkę nożną. Gdy uległem wypadkowi moje życie straciło dalszy sens, czuje się nikomu niepotrzebny. Uważam że jestem ciężarem dla rodziny gdyż muszą się mną opiekować, jestem całkowicie zależny od drugiej osoby.

Gdyby nie bliscy to nie wiem jak dalej wyglądałoby moje życie. Dzięki nim wziąłem się w garść i walczę o siebie i swoje zdrowie oczywiście z Ich ogromną pomocą(…)Bardzo często spotykam się z osobami które idąc ulicą patrzą się na mnie z politowaniem jak na człowieka w jakiś sposób gorszego. Ja tak nie uważam żebym się w czymś różnił to że jeżdżę na wózku w niczym mnie nie dyskwalifikuje, zwłaszcza że w dzisiejszych czasach tak dużo się zmienia i w infrastrukturze gdzie budynki coraz częściej są dostosowywane do potrzeb osób niepełnosprawnych i również w stosunku do nich (…)Uważam mój udział w tej Państwa wyprawie za bardzo istotny ponieważ chciałbym wraz z grupą osób podobnych do mnie, udowodnić sobie ale nie tylko, również naszym bliskim, kolegom, koleżankom, przyjaciołom i całemu społeczeństwu że nie jesteśmy tylko nieużytecznymi, niepotrzebnymi nikomu ludźmi, ale że drzemie w nas siła i determinacja często brakująca  tym którzy są w pełni sił witalnych.
 
 
Goryonline
 
Bartek Pasiowiec
 
Goryonline
 
2018-09-10
HYDEPARK
 

Burka w Nepalu nazywa się sari

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-07-31
HYDEPARK
 

Revelations

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-07-30
HYDEPARK
 

Magazyn TATRY (nr 65)

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com