facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS

„Puchar Świata dla każdego” - Studio Bloc Masters 2018

W miniony weekend niemieckie Pfunstadt po raz trzeci już w swojej historii było gospodarzem największych towarzyskich zawodów boulderowych w Europie – Studio Bloc Masters. 

Janja Garbret topuje na finałowym problemie numer 4


Impreza, którą sam Udo Neumann (trener niemieckiej kadry narodowej we wspinaczce sportowej) określił niezwykle trafnie „Pucharem świata dla każdego” ściągnęła bez mała ponad pół tysiąca wspinaczy – zarówno amatorów spragnionych spróbowania swoich sił na futurystycznych przystawkach i rywalizacji z najlepszymi, jak i stałych bywalców pucharowych zmagań, dla których była to uwertura przed zbliżającą się wielkimi krokami inauguracją Pucharu Świata w Meiringen (13-14 kwietnia 2018r.) I choć jak widać to było podczas rundy półfinałowej i finałowej, nie wszyscy ze światowej czołówki zdążyli przygotować optymalną formę startową, to jednak sama impreza była prawdziwą ucztą jakby to powiedział pewien doskonale wszystkim znany jegomość „dla ciała i duszy”. Oczywiście nie mogło nas tam zabraknąć – zapraszamy więc do lektury obszernej relacji, którą dla Was przygotowaliśmy.  

 

Organizatorzy po niewątpliwym sukcesie dwóch poprzednich edycji (zawody odbiły się szerokim echem we wspinaczkowej społeczności i zebrały bardzo dobre recenzje ze strony startujących zawodników) postanowili zawiesić w tym roku poprzeczkę jeszcze wyżej, rozpoczynając intensywny marketing wokół imprezy już kilka miesięcy wcześniej. Termin znany był od długiego czasu, stąd najwięksi mocarze zdążyli zawczasu zarezerwować sobie terminy i potwierdzić swoją obecność. I tak w akcji oglądać mogliśmy niemal całą kadrę słoweńską z  Janją Garnbret i Jernejem Kruderem na czele, niemiecką z Janem Hojerem i świeżo upieczoną mistrzynią kraju Almą Bestvater, austriacką z Jakobem Schubertem i Jessicą Pilz, również dzierżącą czempionat swojego kraju. Zjawili się również Japończycy, choć nie tak tłumnie, Francuzi choć bez swoich największych mocarzy, Włosi jak i cały konglomerat zawodników i zawodniczek z innych krajów. Otwarta formuła eliminacji i możliwość wspinania się ramię w ramię z najlepszymi bez żadnych oporów i ograniczeń zwabiła tłumnie całą rzeszę amatorów – nie tylko z niemieckiego podwórka. Z pewnością każdy kto pofatygował się do Studio Bloc nie żałował swojej decyzji. Nasi zachodni sąsiedzi wykazali się bowiem dbałością o niemal każdy detal i impreza obroniła swój poziom, a śmiało rzec można, że jeszcze go wywindowała. 


Jessica Pilz na finałowej kobiecej dwójce

 

ELIMINACJE:

 

Eliminacje, na które poświęcono niemal całą sobotę trwały 6 godzin i rozgrywane były w formule flash. Do pokonania było aż 80 problemów, nakręconych przez team 11 routesetterów, którym szefował Francuz Romain Cabessut. Bouldery podzielone zostały na 4 kategorie, po 20 przystawek w każdej. Pierwsza, przeznaczona głównie dla osób początkujących skupiała problemy w skali Fontainebleau wyceniane w przedziale 5A-5C. Druga, nieco trudniejsza i adresowana do wspinaczy średnio-zaawansowanych zamykała się w trudnościach 6A-6C, trzecia dochodziła już w swojej rozpiętości ku 7B, natomiast ostatnia, jak nietrudno się domyśleć zawierała największe „hardkory” w kolorze czarnym, które za zadanie miały „rozrzucić” czołówkę tak by wykrystalizował się półfinałowy skład. Punktowane było najlepszych 20. Każdy więc wybierał propozycje na miarę swoich sił i możliwości, przy czym myślący poważnie o akcesie do elitarnego grona półfinalistów atakowali głównie z oczywistych względów problematy z górnej półki trudności. Tutaj należy nadmienić, że łatwiejsze propozycje nie były wcale oczywiste i wymagały również zaprezentowania szerokiego wachlarza umiejętności technicznych. Każda grupa balderów zawierała pełen przekrój ruchów – były więc nabiegi, niezwykle ostatnio popularne „skoki przez rzeczkę”, dynamiczne „bańki”, częstokroć wymagające kontrowania – zarówno górnymi jak i dolnymi kończynami:-) Nie zabrakło również czujnych połogów i dachów, wymagających nieco mocniejszego zgięcia w bicepsach. Wszystko to oczywiście po chwytach i strukturach topowych producentów (360 Holds, Simpl, Flathold, Cheeta). Niewątpliwą zaletą był fakt, iż praktycznie żaden z balderów nie „krzyżował się” się z sąsiednim, a to ze względu na ogromne rozmiary boulderowni. (aż 2000 m2 powierzchni, z czego 1400m2 wydzielonej na jej stricte wspinaczkową część) Komfort wspinania natomiast nieco utrudniały kolejki – nawet biorąc pod uwagę objętość hali jak również i sześciogodzinny czas na eliminacje, wolumen 500 wspinaczy znalazł odzwierciedlenie w tym co jest ostatnimi czasy zmorą niemal każdych zawodów, na których nie ma wydzielonych grup – kolejki do baldów. Wobec takiego zainteresowania bardzo możliwe, że organizatorzy zdecydują się w przyszłym roku na wprowadzenie grup, co byłoby dobrym pomysłem bo pozwoliłoby nieco rozładować ruch. To w zasadzie jedyny mankament i organizacyjny szczegół, do którego można było się przyczepić. Możliwość wspinania się obok pucharowych sław praktycznie bez żadnych barier, uroda nakręconych problemów jak również oprawa muzyczna (industrialne brzmienia świetnie budowały atmosferę i trzymały należyty poziom energii) zrekompensowały tę niedogodność. Po zakończonych eliminacjach tumany magnezji długo nie mogły opaść, a kiedy wywieszono skład niedzielnych półfinałów jedno było wiadomo – można było spodziewać się kapitalnego widowiska. 

 

Miho Nonaka na finałowej 4

 

 

PÓŁFINAŁ:

 

Do rundy półfinałowej zakwalifikowało się 20 najlepszych zawodników i zawodniczek. Rywalizowali na 4 problemach, na których pokonanie mieli 5 minut, bez czasu kradzionego. Kobiece zmagania zdominowały Słowenki, których aż 7 znalazło się w tym gronie, z czego liderująca im Janja Garnbret osiągnęła po eliminacjach znaczącą przewagę nad drugą Fanny Gibert, podkreślając wysoką formę i aspiracje do zwycięstwa. Wśród Panów stawka była mocniej zróżnicowana – gospodarze ściskali kciuki za swoich 5 reprezentantów – wysoką lokatę po eliminacjach zajął Jan Hojer, o akces do finałów walczyli również dobrze znani wszystkim z Bloco Masters Rosjanie Aleksiej Rubtsov oraz Dimitrii Sharafutdinov. Routesetterzy mając wiedzę kogo zapewne przyjdzie im w półfinale poddać selekcji celem wyłonienia finałowej szóstki mieli nie lada orzech do zgryzienia, jednak nie można oprzeć się wrażeniu, że zawiesili zawodnikom poprzeczkę nieco zbyt wysoko – zwłaszcza męskie zmagania nie obfitowały w topy – aż  połowa stawki nie zaliczyła jakiegokolwiek, a jedynie trójka (Kruder, Hojer, Rubtsov) zdołała wywalczyć 2 topy. Paniom szło nieco lepiej, ale żadna z nich nie zdołała sforsować wiodącego dachem po strukturach problemu numer 3. W rezultacie z trzema topami do finału weszły Japonka Miho Nonaka i Janja Garnbret, dwa topy dały miejsce w czołowej szóstce Włoszce Camilli Moroni, a zaledwie jeden top, lecz z trzema bonusami pozwolił na akces do niej Jessice Pilz, Fanny Gibert oraz Hannie Slaney. Dość pechowo na 7 miejscu zmagania skończyła Alma Bestvater, która niedawno wywalczyła przecież krajowy czempionat. Zabrakło skuteczności i w rezultacie niemiecka publiczność w finale dopingowała tylko jednego reprezentanta swojego kraju – Hojera. A ten miał wielki apetyt na zwycięstwo w finale, który miał nastąpić za kilka godzin. 

 

FINAŁ:

 

Już pierwsze baldery zarówno wśród kobiet i mężczyzn pokazały kto tego dnia może liczyć na podium, a kto tego zaszczytu nie dostąpi. Fanny Gibert pięknie poradziła sobie z połogą, techiniczą „jedynką” z dynamicznym startem. Flash na otwarcie dał jasny sygnał, że Francuzka jest poważną kandydatką do obrony tytułu sprzed roku. Wszystkie pozostałe finalistki również uporały się z dość łatwym (mając porównanie z tym co działo się w półfinale) problemem, ale żadna nie zrobiła tego w pierwszej próbie. Janja Garnbret pechowo poślizgnęła się tuż przed topem co zabrało jej flash i jak miało się okazać, w konsekwencji ten błąd kosztował ją zwycięstwo w całych zawodach. 


Fanny Gibert na baldzie numer 2

 

Męska „jedynka” była nieco trudniejsza – techniczny trawers po pozbawionych tarcia strukturach z powierzchnią śliską, zwieńczony koordynacyjnym strzałem do topu przepuścił jedynie Rubtsova i Hojera. Rosjanin potrzebował 3 prób, Niemiec 2. Jernej Kruder i Jakob Schubert zdołali dotrzeć do bonusa, Tomoakiemu Takacie i Mickaelowi Mawem (będziecie go mogli notabene oglądać już w sobotę na warszawskim Cruxie:-) niestety nie udała się ta sztuka. 

 

Trudności uległy natomiast inwersji na balderach numer 2. Wiodąca po czarnych strukturach kobieca „dwójka” skutecznie zrzucała po kolei wszystkie zawodniczki. Jessica Pilz świetnie poradziła sobie z trickowym startem, przy dynamicznym ruchu kontrując podhaczaniem palców, jednak zabrakło jej sił by w najlepszej próbie przedostać się do topu, co wymagało już mniej techniki, a więcej siły. Janja Garnbret zupełnie nie trafiła z patentem, próbując do bonusa dotrzeć skacząc triple, niestety ta sztuka jej się nie udała. Hannah Slaney po pięknej walce, niesiona dopingiem publiczności spadła spod samego topu, prawie „witając się z gąską”, natomiast swoją szansę w pięknym stylu wykorzystała Miho Nonaka, w ostatnich sekundach topując jako jedyna i ustawiając się tym samym na pole position do zwycięstwa w całych zawodach. Prowadzenia nie oddała już do końca. 

 

Męska „dwójka” zaczynająca się dalekim „skokiem przez rzeczkę” z wyłapaniem paczki zatrzymała nie wiedzieć czemu Jakoba Schuberta, natomiast przepuściła pozostałych. Każdy, uporawszy się z pierwszą, loteryjną częścią problemu dalej już pewnie topował. Rubtsov potrzebował 4 prób, Hojer aż dwa razy tyle – te próby zadecydować miały o kolejności na podium. Pięknym flashem popisał się natomiast Mickael Mawem.

 

Problemy oznaczone numerem 3 nie zmieniły znacząco stanu rywalizacji. Odznaczająca się czujnym „skradaniem” po paczkach, z dynamicznym skokiem w połowie kobieca „trójka” przepuściła prowadzące Miho Nonakę, Janję Garnbret i Fanny Gibert. Słowenka potrzebowała dwóch prób, choć znów błąd pozbawił jej flasha, który wydawał się być w zasięgu, jej koleżanki potrzebowały 3 prób by zameldować się na topie. Tylko bonus wywalczyła Jessica Pilz, tracąc zarazem dystans do reszty stawki. Hannah Slaney i Camilla Moroni na tym etapie nie mogąc poradzić sobie z problemem odpadły już z rywalizacji o czołowe lokaty.

 

Wśród Panów siłowo zaczynający się bald numer 3, z dość widowiskową, ale relatywnie łatwą (dla zawodników rzecz jasna sądząc po ilości prób jaką potrzebowali by ją pokonać) bańką do struktury znalazł pogromców wśród czterech zawodników – w drugiej próbie uporali się z nim Schubert i Rubtsov, flashem popisał się Jernej Kruder, najlepiej radząc sobie z nieco trickowym początkiem, natomiast Hojer tam gdzie jego koledzy skakali „na dwie ręce” postanowił zrobić show publiczności nonszalancko nieco utrzymując imponujący swing na jednej. Kosztowało go to jednak kolejną próbę, bo przy pierwszej ta sztuka zakończyła się piruetem na materac. Nie zmienił jednak patentu i tym samym Rubtsov nadal prowadził dzięki lepszym próbom do topu na baldzie numer 2.

 

Ostatnie tego dnia bouldery wyłoniły ostateczny skład podium. Z kobiecą „czwórką” zaczynającą się podhaczaniem i „przewinięciem” przez strukturę uporała się tylko Janja Garnbret, w ostatnich sekundach efektownie w swoim stylu strzelając do topu. Gdyby ta sztuka udała jej się jedną próbę wcześniej, wygrałaby z Miho Nonaką, której na tym problemie całkowicie nie szło i skończyła go nawet bez bonusa. Zabrakło jednak szczęścia, a może koncentracji. W końcu na „jedynce” słowenka spadła bardzo pechowo. W konsekwencji drugi rok z rzędu zajęła drugie miejsce. Trzeci stopień podium przypadł zeszłorocznej triumfatorce Fanny Gibert. 

 

Męska „czwórka” była zdecydowanie najłatwiejsza spośród wszystkich 4 finałowych problemów. Zatopowali na niej wszyscy, 3 prób potrzebował Takata, Hojer znów przez nonszalancję stracił flasha, nie trafiając sobie w topowy chwyt (wszyscy sięgali statycznie, z wyporu, Niemiec postanowił w swoim stylu „baniować”:-) Kruder, Schubert i Rubtsov uporali się z przystawką w pierwszej próbie. Rosjanin tym samym zapewnił sobie zwycięstwo w rywalizacji, Jernej Kruder, który w ubiegłym roku wygrał, tym razem, podobnie jak Fanny Gibert zakończył rywalizację na ostatnim stopniu podium. 


Aleksiej Rubtsov - zwycięzca zawodow na baldzie numer 4


 

Śmiało rzec można, że zawody spełniły oczekiwania startujących. Ich towarzyski aspekt nie przyćmił niczym zawodniczej rywalizacji i emocji na miarę pucharowych zmagań w finałach, a z drugiej strony tenże aspekt nie wpłynął negatywnie na ich towarzyskość. Organizatorzy już zapowiadają kolejną edycję, na którą z tego miejsca wespół z nimi zapraszamy. My na pewno będziemy!:-) 

 

 

Pełne wyniki znajdziecie TUTAJ

 

Fot. Izabela Franczak

 

Bartek Pasiowiec
 
Bartek Pasiowiec
 
Bartek Pasiowiec
 
Bartek Pasiowiec
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com