facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS

Golden Gate klasycznie

"Zespół Schäli-Hefti spisał się rewelacyjnie i zachowywał zarówno poczucie humoru, jak i zimną krew nawet w najbardziej stresowych sytuacjach" – powiedział Roger Schäli po powrocie do Szwajcarii. W połowie maja Roger Schäli i David Hefti (obaj z teamu SALEWA) spełnili swoje marzenie o klasycznym przejściu drogi Golden Gate na El Capitan w Parku Narodowym Yosemite.

Wszystko zaczęło się wczesnym rankiem 18 maja. Wcześniej, David, dla którego było to pierwsze spotkanie z El Capitan, i Roger patentowali wyciągi w górnej partii ściany. Finalnego dnia, bez problemu i w świetle czołówek pokonali parę pierwszych wyciągów znanych pod nazwą Freeblast, następnie Hollow-Flacke i słynną przerysę Monster Crack. Wczesnym popołudniem na El Cap Spire zespół zrobił pierwszą przerwę, obejmującą m.in. pyszny strudel jabłkowy z piekarni Schats w Bishop.

 

 

Zespół w ścianie. Fot. arch. SALEWA

 

Pełni energii, Roger i David pokonali odcinek zejściowy i kilka wyciągów później, przy idealnym wieczornym świetle patrzyli na początkowe przechwyty Move – pierwszego z trzech kluczowych wyciągów drogi o wycenie 5.13a. Jak wspomina Roger: "Wspinanie na tym wyciągu jest po prostu wspaniałe, a do tego niezwykle wymagające i inspirujące. Musiałem dać z siebie wszystko od początku do końca.” Początkowy odcinek to różnorodne wspinanie zakończone no-hand restem. Następnie trzeba zmierzyć się z tytułowym "Move" – wymagającym pociągnięciem z podchwytu do odciągu i do dwójki.

 

Pozostałe wyciągi kosztowały już tylko coraz więcej energii. Okazało się, że po przewspinanych 800 metrach, nawet “szóstkowa” przerysa potrafi zafundować walkę na śmierć i życie. Po godzinie ósmej wieczorem zespół dotarł w końcu do upragnionego, pionowego domu, czyli portaledge’a na półce Tower to the People.

 

 

Golden Gate, na prowadzeniu Roger Schäli. Fot. arch. SALEWA


Drugiego dnia w okolicach 10 rano, promienie słońca muskały już start kolejnego kluczowego odcinka za 5.13a – Golden Desert. Nie ułatwiło to jednak zadania. "Golden Desert okazał się tamtego ranka bezlitosny. Podczas pierwszej próby poślizgnąłem się i to niestety na ostatnim ruchu cruxa w rysie.” – wspomina Roger.


Pobudka nie należała do przyjemnych: Roger zaliczył niekontrolowany lot i uderzył prosto w Davida, wisząc nogami w linie. Całe szczęście, skończyło się jedynie na małej czerwonej plamie w rysie i krwawiącym palcu. "Witaj Kalifornio! Wszystko spoczęło na barkach Davida” – mówi Szwajcar. Jednak wkrótce po pierwszym locie nastąpił drugi.

 

David spadł dokładnie w tym samym miejscu i to z liną w ręku. Tym razem miał szczęście. W następnej próbie po raz kolejny spadł Roger, a zaraz po nim znowu David. Cała sytuacja zaczęła być mocno frustrująca. Ostatnie wyciągi drogi coraz bardziej przypominały mentalną walkę. "Po raz kolejny poszedłem na całość i w końcu, w trzeciej próbie wszystko zagrało. Denerwowałem się od samego początku do ostatniego metra. Bardzo chciałem, żeby było już po wszystkim i żebyśmy mogli zostawić ten mały koszmar za sobą.” - komentuje Roger.

 

Ostatnie sześć wyciągów nie chowało już w zanadrzu żadnych niespodzianek i zespół w końcu mógł odetchnąć z ulgą. “Udało się!”.

 

 

Pamiątkowe zdjęcie z drogi. Fot. arch. SALEWA


Przed wyjazdem na El Cap 23 kwietnia, Roger spędził kilka tygodni w Olianie, by odpowiednio przygotować się pod swój kolejny cel. Trening okazał się strzałem w dziesiątkę, a zdobyte siła, wytrzymałość i przede wszystkim pewność siebie przełożyły się na późniejszy wielkościanowy sukces.

 

 

W Olianie Rogerowi udało się poprowadzić m.in.:

 

Mishi 8a Flash
Humildes pa Casa 8b+ RP

China Crisis 8b+ RP
T1-Full Equip 8c RP

 

Monika Młodecka

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Bartek Pasiowiec
 
Goryonline
 
Mateusz Mazur
 
Goryonline
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com