facebook
 
baner
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
baner
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2017-05-03
 

Szarpane Turnie – zapomniana droga Motyki

„Dziwne granitowe twory, w których nie wiadomo co bardziej zachwyca bezczelna zuchwałość konturów, czy wykwintny artyzm struktury”

 

Mieczysław Świerz (1921)

 

 

 

Zimowe szczytu szturmowanie
Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że Wielka Szarpana Turnia pod pewnym względem zajmuje w historii taternictwa miejsce wyjątkowe. Niewiele jest przecież tatrzańskich szczytów atakowanych zimą zanim zdobyto je latem. W marcu 1907 roku okres wielkanocny spędził w Tatrach znany niemiecki taternik, Alfred Martin. Opromieniony zimowymi sukcesami z roku poprzedniego, poprzeczkę postawił sobie bardzo wysoko. Do długiej listy jego pierwszych zimowych wejść dołączyły dwie Śnieżne Kopy oraz południowo-wschodni wierzchołek Wysokiej. Jedna wyprawa się nie powiodła. 29 marca wraz z przewodnikami: Johannem Franzem seniorem i Johannem Breuerem zamierzał z Szarpanej Przełączki zdobyć dziewiczą i nienazwaną turnię określaną mianem „turni 2364”. Szczegóły tej próby nie są znane, ale już sama realizacja tak abstrakcyjnego pomysłu czyni to wydarzenie bezprecedensowym. Warto zauważyć, że zimowe taternictwo dopiero się rozwijało, co jasno wynika ze statystyk (zestawienie autorstwa Piotra Mielusa). W Tatrach Wysokich znajduje się niemal pięćset szczytów, znamy daty pierwszych zimowych wejść na trzysta trzydzieści z nich, a zaledwie czterdzieści jeden miało miejsce przed 1907 rokiem. Dla Martina zimowe wejścia na dziewicze wierzchołki nie były nowością. W marcu 1906 roku wszedł samotnie na Liptowską Turnię, która w ten sposób stała się pierwszym w historii Tatr szczytem zdobytym oficjalnie najpierw zimą (drugi na tej liście jest Pośredni Młynarz – luty 1914 roku). Nie można jednak tych dwóch wydarzeń porównywać, gdyż szczyt ten, jako łatwo dostępny technicznie, mógł być latem zwiedzony wcześniej, podczas gdy w przypadku „turni 2364” z całą pewnością tak nie było. Innymi słowy, zdobywanie dziewiczego wierzchołka zimą wymagało naprawdę dużego polotu, ale chyba przede wszystkim odwagi.

 


Poszarpana majówka
O dziewiczych turniach pod Wysoką musiało być coraz głośniej. Dwie nieudane próby ich zdobycia podjął inny czołowy niemiecki taternik, Ernst Dubke. Nieznane są dokładne ich daty, ale przypuszczam, że miały miejsce już w kwietniu bądź maju, czyli po próbie Martina. Czy pomysł podsunął mu sam Alfred, czy raczej Dubke mu go podkradł, a może było jeszcze inaczej? To już raczej nie do ustalenia. Jedno jest pewne: niespełna sześć tygodni później, 9 maja w Dolince Rumanowej melduje się Dubke w towarzystwie Heinricha Behna oraz przewodników Martina z marcowej próby, czyli Franza seniora i Breuera. Wyprawa zakończyła się pełnym sukcesem, gdyż wszystkie trzy turnie zostały, choć nie bez problemów, zdobyte. Na pamiątkę tego wydarzenia najwyższa nazwana została Turnią Dubkego, środkowa Turnią Behna, a najniższa – Turnią Breuera. Kolejność jest zapewne zupełnie nieprzypadkowa, tu jednak nasuwa się pytanie, czemu tak nieuczciwie potraktowano jakże zasłużonego Franza? Otóż Turnia Franza już wówczas w nazewnictwie po prostu istniała (Drąg). Na początku XX wieku w maju Tatry stały niemal zupełnie puste. Nie było chętnych ani na zimowe, ani na – możliwe tylko w nielicznych miejscach – letnie wspinanie. W przypadku Szarpanych Turni mam nieodparte wrażenie, że to rywalizacja była głównym powodem tak wczesnowiosennej działalności.

 

Zapomniana droga
Jaka jest najbardziej zapomniana droga w masywie Szarpanych Turni? Nie mam wątpliwości – droga pierwszych zdobywców. Działalność sportowa odbywa się na południowo-wschodnich płytach i zachodnich ścianach masywu, rekreacja ma miejsce na grani, a flanka wschodnia stoi od lat pusta. To naturalna kolej rzeczy, bo przy takiej konkurencji nie ma ona żadnych szans. Którędy zatem szedł zespół Dubkego? Otóż z Dolinki Rumanowej osiągnął Wyżnią Szarpaną Szczerbinę, z niej zdobył Wielką, Pośrednią i na końcu Małą Szarpaną Turnię, po czym zszedł ponownie na wschód, tym razem z Niżniej Szarpanej Szczerbiny. Przejście to wpisało się w ówczesne standardy, gdyż nie obyło się bez pomocy haka, a podczas całej drogi aż pięciokrotnie zjeżdżano na linie. Droga Dubkego stawia Szarpane Turnie ponownie na liście wyjątkowych szczytów tatrzańskich, tym razem tuż obok Durnego Szczytu, wśród nielicznych wierzchołków z zapomnianymi drogami pierwszych zdobywców. Jak to zawsze w takich sytuacjach bywa, taki stan rzeczy został spowodowany odkryciem innej, w jakimś sensie lepszej drogi na szczyt. Dokonał tego już w sierpniu tego samego roku Alfred Martin, oczywiście w towarzystwie Franza seniora. Co mu się nie udało w zimie, powiodło się w lecie i w ten sposób powstała droga na Wielką Szarpaną Turnię z Szarpanej Przełęczki-nieporównywalnie krótsza, szybsza i zapewne bezpieczniejsza od drogi Dubkego. W ten oto sposób Martin postawił swoją własną kropkę nad „i”.


Szarpanina nazewnicza
W 1903 roku za sprawą Jana Gwalberta Pawlikowskiego powstała idea nieuznawania nowo wprowadzanych przez niemiecko-węgierskich taterników nazw, a na ich miejsce tworzenia nowych zgodnych z „duchem języka polskiego i gwary podhalańskiej”. Zatem gdy w pierwszym numerze „Taternika” publikowano listę pierwszych wejść z 1905 roku, pojawił się problem Szczytu Dechyego, który oficjalnie nie posiadał jeszcze polskiej, zgodnej z przyjętymi zasadami nazwy. Redakcję z opresji wybawił Stanisław Eljasz Radzikowski, informując o istnieniu nazwy Szarpana Turnia. Problem jednak wrócił niezwykle szybko, już w trzecim numerze pisma. Gdy Dubke nadesłał opis swojej wyprawy z maja 1907 roku, redakcja musiała przyznać się do nieścisłości. Okazało się, że Szczyt Dechyego posiadał już polską nazwę w postaci Smoczego Szczytu, natomiast ludowe określenie Szarpane Turnie miało dotyczyć wszystkich turni w południowo-wschodniej grani Wysokiej. By nie komplikować sprawy, ustalono, że jedynie najniższe trzy turnie będą w ten sposób nazywane i stan ten utrzymał się do dziś.


Skalny mur
Przez kolejne lata na Szarpanych Turniach zajmowano się drogą graniową i odkrywaniem jej kolejnych wariantów. O ścianie południowo-wschodniej nikt wówczas nawet nie myślał, zresztą słusznie, gdyż najłatwiejsze wiodące nią drogi są szóstkowe. Ściana zachodnia, wyglądająca na nieco bardziej dostępną, też długo czekała na pierwszych śmiałków. Z problemem zmierzył się jeden z najbardziej znanych polskich zespołów lat trzydziestych ubiegłego wieku, czyli Stanisław Motyka i Jan Sawicki. Lipiec 1931 roku to czas polskiej eksploracji rejonu Żelaznych Wrót oraz ścian nad Dolinką Rumanową. To właśnie wtedy powstały nieco dziś zapomniane drogi Motyki na Małym i Wielkim Ganku, czy Szarpanych Turniach. No właśnie, czy słyszał ktoś kiedykolwiek o Motyce na Szarpanych?

 

Zachód słońca na wierzchołku Ganku – plan
na następny dzień mógł być tylko jeden

 

Motykowe klimaty
Jesienna pogoda zachęcała do działania. Postanowiliśmy więc pociągnąć trochę do przodu projekt przejścia wszystkich dróg Stanisława Motyki w Tatrach. Przyświecało nam jedno założenie – tym razem miało być rekreacyjnie, ściany miały być lite, niezatrawione, suche i ciepłe. Przy takim podejściu do sprawy wybór nie był zbyt duży, ale za to bardzo przejrzysty – Staroleśna bądź Złomiska. W tej pierwszej sporo dróg mieliśmy już jednak zrobionych, więc nie zastanawialiśmy się długo. W końcu w żadnej innej dolinie nie znajduje się więcej dróg Staszka. Dziewięć możliwości, w większości o południowej wystawie – to mówi samo za siebie. Pierwszego dnia wybraliśmy się na nieco zapomnianą drogę – choć być może nie jest to adekwatne stwierdzenie, gdyż w Złomiskach większość Motyk jest takich – południową ścianą Ganku. Linia pozornie oczywista, a w rzeczywistości zaskakująca niejednoznacznym przebiegiem. Tego samego dnia zrobiliśmy jeszcze Puškáša na zachodnim filarze tego szczytu. To właśnie w jego górnej części, a nie – jak można czasem usłyszeć – na Galerii Gankowej, ani też na „filarze z krzyżem”, którym wiedzie droga Letni Monsun (co zatem upamiętnia krzyż?), zginął w 2001 roku słynny słowacki taternik Vladimir Tatarka. Dziś trochę żałuję, że zamiast na Puškáša nie poszliśmy na Motykę na południowej ścianie Małego Ganku. Zupełnie nie wiem, czemu nie przyszło mi to wówczas do głowy.



1 | 2 |
KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Goryonline
 
2017-05-26
Tylko w GÓRACH
 

W najnowszym numerze GÓR (255) – Topy sportowe

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2017-05-25
Tylko w GÓRACH
 

Książki gór polecają

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2017-05-23
Tylko w GÓRACH
 

W najnowszym numerze GÓR (255) – Wielki Szlak Himalajski

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2017-05-20
Tylko w GÓRACH
 

W najnowszym numerze GÓR (255) – Spodnie wspinaczkowe

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2017-05-16
Tylko w GÓRACH
 

Co w nowych Górach?

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2017 Goryonline.com