facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2012-06-15
 

Zapełniamy lukę pokoleniową zimowego himalaizmu - rozmowa z Januszem Onyszkiewiczem

Janusz Onyszkiewicz z czynnego wspinania wycofał się po 1976 roku, kiedy to zaangażował się w działalność opozycyjną. Jednak alpinizm wciąż jest mu bliski - już ponad dekadę pełni rolę prezesa PZA. A ten rok dla polskiego alpinizmu jest wyjątkowo udany. "Zapełniamy lukę pokoleniową zimowego himalaizmu" - zapewnił w rozmowie prezes PZA.


- O polskich osiągnięciach w górach wysokich mówi się i będzie się mówiło coraz więcej, ale ilekroć zagraniczni autorzy próbują jakoś odpowiedzieć na pytanie o fenomen Lodowych Wojowników, zwykle upraszczają sprawę – Polacy wyjeżdżali się wspinać, żeby uciec z piekła komunizmu. Jak było naprawdę?

Janusz Onyszkiewicz: Myślę, że to trochę przesada. Pamiętajmy, że wspinaczka była przez nasze władze hołubiona. Pasma ogromnych sukcesów były przecież dla władzy pewną legitymizacją. To był taki czas, kiedy jeszcze można było zrobić coś zupełnie nowego w Himalajach i nam pozwolono te rzeczy robić. Kończył się okres heroiczny, ale myśmy się na tę końcówkę załapali i to w wielkim stylu. Później nastąpił czas osłabienia naszej działalności w górach wysokich, ale to też dlatego, że za sukcesy zapłaciliśmy niestety ogromną daninę. Dużo osób w Himalajach po prostu zginęło. Wtedy, kiedy się wspinaliśmy istniała dramatyczna statystyka – co dziesiąty wspinacz ginął w Himalajach. Dzisiaj może się to wydawać niewiarygodne, ale tak było. Właśnie to spowodowało, że istniała luka pokoleniowa jeśli chodzi o wspinaczy himalajskich, ale w tej chwili ją zapełniamy. Mamy już bowiem kolejne wielkie sukcesy. Oby za nimi poszły dalsze.

- A wracając jeszcze do takiego a nie innego ustroju, jak on determinował wspinaczkę, wyprawy, działanie klubów wysokogórskich?

Janusz Onyszkiewicz: Oczywiście tak jak w każdej dziedzinie życia w PRL-u były różnego rodzaju kombinacje. Niektóre z tych sytuacji były nawet bardzo zabawne. Pamiętam, że otrzymaliśmy od sponsora – Polaka mieszkającego za granicą – pewną ilość dewiz i mieliśmy za nie kupić sprzęt, którego w Polsce nie dało się chałupniczym sposobem zdobyć. Większość rzeczy powstawała na miejscu i była projektowana przez samych wspinaczy, ale czasem pojawiały się technologiczne problemy nie do przeskoczenia. Pamiętam, że poszedłem do Uniwersalu, to była taka wielka centrala handlu zagranicznego, przedstawiłem wyciąg z banku pokazujący, że mamy dewizy na koncie i że w oparciu o te dewizy chcemy złożyć zamówienie. Zamówienie złożyliśmy, sprzęt nam dostarczyli bardzo zresztą porządnie, po czym przysłali rachunek w złotych dewizowych. Wątpiłem, czy naprawdę trzeba im za to zapłacić w złotówkach i pytałem, co to są te złote dewizowe. A oni odpowiadali, że złote dewizowe to złote dewizowe i trzeba w nich zapłacić. Tłumaczyłem, że mamy złotówki i mamy dolary i co w takiej sytuacji można zrobić...

Ciąg dalszy na: http://goryksiazek.pl/2012/05/janusz-onyszkiewicz-pza

Bartek Pasiowiec
 
Bartek Pasiowiec
 
2018-09-24
GÓRY
 

Złote Czekany 2018 przyznane w Lądku-Zdroju!

Komentarze
0
 
Bartek Pasiowiec
 
Bartek Pasiowiec
 
Goryonline
 
2018-09-20
GÓRY
 

TPN walczy ze śmieciami na górskich szlakach

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com